Piłkarze ORLEN-u awansowali do I ligi piłki nożnej. Z tej okazji Jola Marciniak z Tygodnika Płockiego wraz z Mariuszem Betlejewskim z Tele Top postanowili zadać prezesowi Krzysztofowi Dmoszyńskiemu kilka pytań.Mariusz Betlejewski: Mamy awans, to wielkie święto jest już za nami, czy odetchnął Pan z ulgą? Krzysztof Dmoszyński: Nie jeszcze nie mogę odetchnąć. Przed nami walka o tytuł Mistrza Polski w piłkę ręczną. Jola Marciniak: Wróćmy jednak do piłki nożnej. Mój znajomy powiedział po meczu z Lukullusem, że mimo ogromnych wysiłków piłkarzy, klub awansował. Co Pan odczuwał po meczu gwarantującym awans, radość, ulgę? K.D.: To była na pewno ulga. Ja mówiłem zaraz po przyjściu do Płocka, że będzie ciężko, co potwierdziły kolejne mecze. Wiedziałem, że w ładnym stylu nie wejdziemy, ale może chociaż się wczołgamy. I cieszę się, że się wczołgaliśmy, że jesteśmy w I lidze, ale mamy teraz trochę czasu, dwa miesiące, na budowanie zespołu, który będzie na miarę sponsora, na miarę oczekiwań kibiców. J.M.: Zacznijmy może od trenera. Zostaje w Płocku, a jeśli jest już decyzja, to z kim będzie współpracował? K.D. Trener jest, ja myślę, że dopiero teraz będzie czas na to, by usiąść z trenerem Broniszewskim i posłuchać jego propozycji o współpracy. M.B.: Trener Broniszewski jest pierwszym trenerem od dawna, który spełnił oczekiwania. Czy jest Pan zadowolony z jego pracy? K.D.: Jestem zadowolony. My znamy się od bardzo dawna, mamy do siebie zaufanie i cieszę się, że udało mu się osiągnąć cel. J.M.: Teraz odbywa się coś w rodzaju giełdy, trwają spekulacje, kto zostanie w drużynie, a kto będzie się musiał pożegnać z Płockiem. Proszę powiedzieć, o kim już dziś wiadomo, że nie będzie musiał pakować walizek? K.D.: Ja myślę, że na teraz nikt jeszcze nie musi pakować walizek. My wspólnie ze szkoleniowcami przeanalizujemy przydatność poszczególnych graczy. Ci, którzy ewentualnie nie zmieszczą się w tym budowanym zespole, a mają ważne kontrakty, będziemy się starać zapewnić im transfery czasowe do innych klubów. Natomiast nikogo na lodzie nie zostawimy. To są ludzie, to nie są kamienie. J.M.: Właśnie zaczyna obowiązywać prawo Bosmana. Czy w Płocku mamy szansę zobaczyć takich prawdziwych piłkarzy, z najwyższej półki? K.D.: Ja uważam, że szansa jest, ale zależy to przede wszystkim od możliwości finansowych. J.M.: Ale już wcześniej mówiło się o tym, że są prowadzone pierwsze rozmowy z różnymi zawodnikami. K.D.: Ja nie ukrywam, że takie rozmowy były prowadzone, niewiążące. Najpierw jednak trzeba rozmawiać z tymi, którzy aktualnie są w klubie, z tymi, których widzimy w przyszłości, albo z tymi, których na pewno nie będziemy widzieć w zespole. M.B.: Krążą opowieści, ze może przyjdzie do Płocka któryś z zawodników będących w kręgu zainteresowań trenera Jerzego Engela. K.D.: Na pewno nie będzie to żaden z piłkarzy, który wyjeżdża z trenerem Engelem do Korei. J.M.: Dość często wraca się do tematu zmiany nazwy klubu, czy można coś na ten temat usłyszeć? K.D.: My za pośrednictwem mediów robiliśmy sondę, która nazwa jest dla kibiców najlepsza. Przeważały dwie nazwy: Wisła i Wisła ORLEN. Ja osobiście skłaniam się do nazwy Wisła ORLEN SSA, ale to wszystko jest teraz w gestii kierownictwa koncernu. Rozstrzygnięcie może nastąpić najpóźniej dwa tygodnie przed rozpoczęciem rozgrywek, a być może już przy okazji Dnia Chemika. M.B.: Proszę powiedzieć, jak się Panu układa współpraca z Radą Nadzorczą klubu? K.D.: Z obecną Radą bardzo dobrze, ale jest dla mnie rzeczą niezrozumiałą, co prawda ja nie jestem od polityki kadrowej koncernu, ale ci ludzie, którzy są odpowiedzialni za określone sytuacje w klubie, bo akceptowali działania w dużej części nadal pracują w koncernie na eksponowanych stanowiskach, a zamiast zająć się swoją pracą, nadal szkodzą klubowi. J.M.: Trener Wojno został w marcu zawieszony, czy ta sprawa jest już do końca rozwiązana? K.D.: Sprawa nie jest zakończona. My skierowaliśmy pismo do Wydziału Szkolenia PZPN o rozwiązanie kontraktu, bo tylko Wydział Szkolenia, zgodnie z przepisami, jest władny tego dokonać. M.B.: W pewnym momencie chciał wrócić do pracy w klubie były prezes Andrzej Pilimon. Jak ta sprawa się zakończyła? K.D.: Z tego co wiem, to wyraził gotowość, ale nie stawił się do pracy. J.M.: Rozmawiamy tu o pierwszej drużynie, ale nie sposób przy okazji wspomnieć o drugiej. Czy jest sens utrzymywać zespół, który spada właśnie do V ligi? K.D.: Żaden klub, nie obrażając nikogo, nie przywiązuje wagi do drugiego zespołu. Najbardziej utalentowani młodzi zawodnicy powinni bezpośrednio wchodzić do pierwszego zespołu. Mówi się, że drugi powinien stanowić zaplecze, gdzie dochodziliby do formy zawodnicy po kontuzjach. Ale jest to w moim odczuciu, z punktu widzenia szkoleniowego i oczywiście finansowego, niezbyt potrzebne. Do tematów podjętych podczas rozmowy z trenerem będziemy jeszcze wracać. Notowała: Jol Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze