Oczyszczalnia ścieków w Łącku od kilku już lat budzi zainteresowanie służb związanych z ochroną środowiska. Kilka miesięcy temu, w sierpniu 2004 roku pisaliśmy, że obiekt nie jest w stanie przerobić ogromnej ilości ścieków, a te przedostają się do jeziora Łąckiego Małego. Problem wrócił.
Niedawno przy oczyszczalni pojawiła się policja, straż leśna i okoliczni mieszkańcy. Niektórzy z nich systematycznie obserwują, jak z oczyszczalni do bagienka bezpośrednio sąsiadującego z jeziorem wpływają charakterystyczne kożuchy ściekowe.
Na miejsce wezwano przedstawiciela płockiej Delegatury Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Można powiedzieć, że społeczeństwo, w trosce o środowisko, zareagowało bardzo pro-społecznie. Po zbadaniu zawartości odprowadzanych do bagienka nieczystości okazało się, że ładunki zanieczyszczeń mają duże przekroczenia norm: – Co ciekawe, kiedy tam byliśmy, nikt z gminy się nami nie interesował, nie było też nikogo w samej oczyszczalni. Zupełnie, jakby gmina nie była zainteresowana faktem, że z oczyszczalnią jest coś nie tak – komentuje dyrektor WIOŚ Andrzej Hasa.
Reprezentanci gminy zjawili się na miejscu dopiero nazajutrz, gdy bunt społeczny już osłabł. Był umotywowany tym, że podobne przypadki zdarzały się tu już wcześniej. WIOŚ skierował do Starosty Płockiego wniosek o wszczęcie postępowania administracyjnego w tej sprawie. Do czasu wydania „TP” nie było jeszcze oficjalnej decyzji w tej sprawie.
Wójt Łącka Zbigniew Białecki zarzeka się, że ścieki nie pochodziły z oczyszczalni: – Badanie, które wtedy przeprowadzono, budzi moje zastrzeżenia. Nie wiadomo do końca, skąd pochodziły ścieki. Raczej chodziło o sensację niż wykrycie prawdy – utrzymuje wójt.
W sytuacji, gdy gmina ma szerokie plany związane z budową nowej oczyszczalni ścieków w Zaździerzu i kanalizacji, oby się nie mylił. W innym razie ekologiczność gminy Łąck pozostanie pod znakiem zapytania.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze