Rolnicy z Leszczyna Księżego chcą sprzedać należący do nich kombajn Bizon. Nie mogą tego zrobić, ponieważ ich sąsiad, który od 10 lat opiekuje się maszyną, nie chce jej oddać. Nie pomogły mediacje prowadzone przez darzonych zaufaniem mieszkańców wsi. Kombajn stoi na sflaczałych oponach, a wyjaśnieniem sprawy zajmują się policjanci i prokuratorzy.
Historia zaczęła się dziesięć lat temu, kiedy w całym kraju padały PGR-y i SKR-y. Majątek państwowych i spółdzielczych gospodarstw był rozdzielany pomiędzy poszczególne wsie. To wtedy do Leszczyna Księżego trafiła kość niezgody, czyli kombajn Bizon. Mieli z niego korzystać wszyscy rolnicy ze wsi. Na nich też spoczywał obowiązek finansowania napraw.
– Czasy się zmieniły, ludzie dorobili się własnych sprzętów i te należące do wspólnoty wyprzedali. W Leszczynie Księżym został kombajn Bizon, którego wartość jest obecnie szacowana na 25 tysięcy złotych. Rada sołecka postanowiła go sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na wioskowe cele – opowiada asp. Grzegorz Twardowski, kierownik posterunku policji w Bielsku.
W maju tego roku przedstawiciele rolników odwiedzili swojego sąsiada, w którego gospodarstwie stoi kombajn. Chcieli żeby oddał maszynę. Usłyszeli zdecydowaną odmowę.
– Kombajn, który jest we wsi od dziesięciu lat, jest własnością rolników. To grupa około 30 osób. Już drugi sezon maszyna stoi nieużytkowana. Pieniądze z jego sprzedaży chcieliśmy przeznaczyć na remont remizy. Po co młodzież ma się po krzakach wałęsać, jak może mieć klub, gdzie będzie można się spotkać, pograć w ping – ponga czy zrobić zebranie mieszkańców, a może i kawiarenkę internetową – mówi sołtys Leszczyna Księżego Hanna Pomorska.
Nikogo nie wpuści
Gdy rolnicy usłyszeli odmowę, poszli na policję. Funkcjonariusze z Bielska szybko sprawę umorzyli, bo jego posiadacz zadeklarował, że maszynę zwróci wspólnocie. Minęła wiosna, przyszły żniwa. W lipcu rolnicy znów odwiedzili sąsiada. Wtedy usłyszeli, że w pojeździe nie ma akumulatora. Kiedy przynieśli akumulator, okazało się, że nie ma paliwa. Mieszkańcy wsi poszli więc po kanistry, gdy wrócili, spotkało ich kolejne zaskoczenie. – Mężczyzna, w którego gospodarstwie stoi kombajn, powiedział, że nikogo nie wpuści. Dodał, że zaspawał bramę i najwyżej helikopterem możemy zabrać maszynę – dodaje pani sołtys.
Z policyjnych raportów wynika, że padła wówczas groźba użycia wideł w obronie maszyny. Mieszkańcy wsi tłumaczą, że mężczyzna żniwował kombajnem na swoim polu, a gdy przychodziło do pracy u sąsiadów, to w zależności od humoru przyjeżdżał lub nie. Podobno brakuje także faktur za prowadzone przez 10 lat remonty maszyny.
– Kombajn nigdy nie był i nie będzie moją własnością. Ja chcę go sprzedać. Przez dziesięć lat się nim opiekowałem. Nawet mogę pomóc przy sprzedaży, bo wiem jak działa. To nie jest tak, że ja nie pozwalam zabrać maszyny. Po prostu część ludzi chce podzielić pieniądze ze sprzedaży pomiędzy siebie, a inni chcą wyremontować remizę, która jest mieniem komunalnym. Rada sołecka jest tylko ciałem doradczym, a decyzje może podejmować rada wioski, niech zrobią zebranie i zdecydują. Ja wszystkie faktury za naprawy mam. Jak brałem część za 700 złotych, to faktury bym nie wziął? – nerwowo odpowiada mężczyzna, u którego stoi kombajn. Nie wyraża zgody na podanie swojego imienia i nazwiska, nie pozwala nawet sfotografować kombajnu.
Partnerstwo
publiczno-prywatne
25 tysięcy złotych to całkiem pokaźna kwota. Mieszkańcy wsi chcieliby przeznaczyć ją na remont niszczejącego budynku remizy. Teraz obiekt nie jest wykorzystywany przez OSP. Do wójta gminy Bielsk wpłynęło wiele podań od inwestorów, którzy chcą ruinę kupić i otworzyć prywatny biznes.
– Nie chciałem jednak podejmować decyzji zza biurka. Pojechałem porozmawiać z mieszkańcami Leszczyna Księżego. Na spotkaniu padła propozycja sprzedaży maszyn i przeznaczenia pieniędzy na remont remizy. To wówczas zaczął się konflikt o kombajn – powiedział wójt Józef Rozkosz.
Słysząc, że wieś będzie miała własne środki, zadeklarował, że remizy nie sprzeda. Pomysłodawcy remontu oczami wyobraźni widzieli świetlicę środowiskową czy klub. Na co dzień mogłyby z niego korzystać dzieci i młodzież. W środku mógłby stanąć stół do ping – ponga, może bilarda. Wreszcie najmłodsi mieszkańcy mieliby gdzie spędzać czas wolny, starsi – organizować zebrania. Już nie musiałyby się odbywać w prywatnych domach. – Znaleźliśmy nawet prywatnego inwestora. To pan, który mieszka w Anglii, a u nas ma posiadłości ziemskie. Postawił jeden warunek. Pomoże nam finansowo w remoncie, jeśli wieś wyłoży własne środki – dodała Hanna Pomorska. To byłby klasyczny przypadek partnerstwa publiczno – prywatnego, wręcz modelowy. Swój udział mieliby mieszkańcy, gmina i prywatny inwestor. Niestety, bez sprzedaży kombajnu może nie dojść do skutku.
Wyjaśnia policja
i prokurator
Gdy w lipcu właściciele kombajnu usłyszeli od swojego sąsiada kolejną odmowę poszli do prokuratory. Tu wysłuchano przedstawicieli wsi. Decyzja prokuratury była krótka. Polecono policji z Bielska ponownie zbadać sprawę.
– Wykonujemy więc wszystkie czynności w tej sprawie, przesłuchujemy świadków, a potem gotowe materiały wyślemy do prokuratury – poinformował asp. Twardowski.
Mężczyźnie, w którego gospodarstwie stoi kombajn Bizon, za przywłaszczenie powierzonej rzeczy grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
Jacek Danieluk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze