W Domu Pomocy Społecznej w Koszelewie mieszkają obecnie 103 osoby. Są to przede wszystkim osoby starsze. Wiele z nich ze względu na stan zdrowia jeździ na wózkach. W ośrodku opiekę, wikt i opierunek znajdują często ludzie samotni, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Jak im się tu mieszka? Co robią? Jak się czują? Żeby się o tym przekonać, jedziemy do DPS-u z wizytą. Na powitanie dostajemy pączki, jak się okazuje świeżo upieczone w ten słoneczny piątkowy poranek. Mały drobiazg, a zaczynamy się czuć, jak w domu. – Bo to jest dom – przekonuje nas Marzena Jakubowska, dyrektor DPS-u w Koszelewie.
DPS mieści się w dawnym dworku szlacheckim. Do wejścia do głównego obiektu prowadzi alejka. Przy drzwiach wejściowych wita nas kolorowa jesienna wystawa pełna pękatych, dorodnych, pomarańczowych dyń. To kompozycja autorstwa Honoraty Nych pracującej tu terapeutki. Za drzwiami czeka nas codzienny gwar. Mieszkańcy są już po śniadaniu. Jedni toczą rozmowy, siedząc przy porannej kawie. Inni idą lub jadą na wózkach na zajęcia. To dla wielu mieszkańców obowiązkowy codzienny rytuał. Oczywiście, nie ma przymusu. Chodzi raczej o zwyczaj czy nawyk, który wchodzi w krew, jak codzienne czytanie ulubionej gazety.
Co tym razem
będą robić?
W pracowni kreatywnej czas najwyższy zrobić aniołki. A dokładniej tysiące papierowych skrzydlatych istot, połyskujących brokatem i perłowymi koralikami, które już w grudniu przyozdobią świąteczne drzewka. Mieszkańcy tworzą je specjalnie dla czytelników „Tygodnika Płockiego”. DPS w Koszelewie to kolejny ośrodek, z którym prowadzimy naszą akcję.
W świetlicy praca przy ogromnym stole już wre. Każdy uczestnik zna swoje zadania. Aniołki powstają z dwóch kawałków błyszczącego papieru, który najpierw trzeba misternie poskładać w harmonijkę, a potem odpowiednio zagiąć, by powstała tunika, skrzydła i okrągła główka postaci. Dopiero potem można figurkę ozdabiać. Nikt nie żałuje tutaj brokatu. Ma być ładnie i efektownie. Błyszczący pył osiada nie tylko na palcach twórców, ale skrzy się też w powietrzu opadając łagodnie na pochylone osoby. Gotowe prace powoli wypełniają wielkie kartonowe pudła. Nikt się jednak tutaj nie spieszy. Jest czas i na kawę, i na ciastko. Można oglądać telewizję czy porozmawiać. Do grudnia jest jeszcze sporo czasu. Dużo ozdób udało się też już zrobić. No i do pracowni na zajęcia można przyjść codziennie. A do tego pomoc terapeutów jest nieoceniona.
– Mamy wiele zajęć, w których mieszkańcy mogą uczestniczyć. Każdy odnajduje coś dla siebie i robi to, co lubi. To my dostosowujemy się do mieszkańca i do jego zainteresowań – mówi dyrektorka DPS-u. A co proponuje mieszkańcom w ofercie? – Wieczorki poetyckie, potańcówki, zajęcia muzyczne, biblioterapię, spacery – wymienia szefowa placówki i dodaje, że choć jest wiele osób na wózkach, czy też z problemami w poruszaniu się, to wszyscy uwielbiają potańcówki. Bo na wózku też można tańczyć. Trzeba po prostu chcieć się bawić.
W świetlicy terapeutycznej edukacyjno-rozwojowej spotyka się na zajęciach 30 osób. To fani rozwiązywania krzyżówek i rebusów. – To też świetne ćwiczenia na pamięć – mówi Ilona Śmigielska, instruktor do spraw kulturalno-oświatowych. Uczestnicy spotkań lubią też pogadanki na różne tematy i chętnie biorą udział w akcjach typu „Narodowe czytanie”. Wzięli m.in. udział w prezentacji „Moralności Pani Dulskiej”.
Kto dziś zatańczy do hitu ABBY?
Popularnością cieszą się też oczywiście wszelkie działania kreatywne i artystyczne.
– Dzisiaj robimy aniołki i mamy chętnych do tego, by je robić. Jutro może być inaczej. Ktoś będzie miał np. gorsze samopoczucie. To w końcu ludzie starsi i schorowani. Poza tym, jeśli realizujemy projekty, to mieszkańcy uczestniczą w nich według swoich upodobań i możliwości – mówi Marta Michalak, kierowniczka działu Terapeutyczno-Pielęgniarskiego. Zajmuje się planowaniem wielu wydarzeń. Podczas naszej wizyty trafiliśmy akurat na imprezę pt. „Powitanie Jesieni”. W przygotowania włączył się cały personel. Jedni przygotowali ładny wystrój sal, inni program artystyczny, a w kuchni z tej okazji upieczono dla wszystkich pączki. Stąd i w akcji tworzenia ozdób świątecznych dla czytelników przy stole znalazły się również Anna Wojciechowska, Honorata Nych i Magdalena Sierocka starsze instruktorki terapii zajęciowej, a obok nich Ilona Śmigielska instruktor do spraw kulturalno-oświatowych. Za chwilę pobiegną, by przebrać się w stroje z lat 70. W programie artystycznym dla mieszkańców zatańczą do przeboju zespołu ABBA.
– Mieszkańcy lubią tworzyć ozdoby świąteczne nie tylko na święta Bożego Narodzenia, ale też na Wielkanoc czy Wszystkich Świętych. Ozdabiają nimi potem swoje pokoje. Tak powstają też upominki dla gości lub przyjaciół DPS-u – tłumaczą instruktorki.
Prawdziwy DPS-owski hit to przepiękne unikatowe choinki. Są jedyne w swoim rodzaju. Trzeba tylko wcześniej nazbierać długich igieł sosny. Pełno ich w okolicy domu. Potrzebna jest też gipsowa podstawka, światełka ledowe, trochę farby oraz kij… może być od szczotki. Wykonanie tej choinki jest bardzo pracochłonne. To też praca całego zespołu, a efekt końcowy jest zniewalający. Dowód? Każdy, kto raz zobaczył to drzewko, koniecznie chce je mieć u siebie w domu. Lepszej rekomendacji dla tego produktu nie trzeba.
W pracowni powstają też inne rzeczy m.in. kompozycje kwiatowe i abstrakcyjne obrazki gipsowe. I tu dochodzimy do kolejnego słowa klucza - gips. Wszelkiego rodzaju wylewki, podstawki, elementy gipsowe to dzieło mieszkańca. Mowa o panu Jacku, który się w tym wyspecjalizował. Lubi to zajęcie i wciąż czeka na kolejne zlecenia do działań całej grupy. Pani Basia jest z kolei specjalistką od szycia. Lubi też haftować. A pan Gracjan jest jednym z najmłodszych mieszkańców. Jest też najsprawniejszy. – I zawsze jest chętny do pomocy i dla pracowników, i dla mieszkańców – chwalą mężczyznę wszyscy, którzy spotkali się dziś w świetlicy. Pan Gracjan w DPS-ie w Koszelwie jest od niedawna, ale jak widać szybko i w pełni się tutaj zaaklimatyzował.
Pandemia wiele nas nauczyła
Co jeszcze lubią mieszkańcy w Koszelewie? Na pewno wszelkie imprezy integracyjne. Tradycją DPS-u jest Sobótka i puszczanie świętojańskich wianków na pobliskim stawie. To prace konkursowe, biorące udział w rywalizacji o najpiękniejszy wianek. To też dzieła, które powstają nie tylko w Koszelewie, ale też w zaprzyjaźnionych DPS-ach oraz Warsztatach Terapii Zajęciowej. – Na takie spotkanie zapraszamy też gości ze starostwa czy powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Otaczają nas oni na co dzień swoją opieką, więc chcemy, żeby mieli możliwość zobaczyć, jak żyjemy. Zawsze możemy liczyć na ich obecność i to jest miłe zarówno dla mieszkańców, jak i dla nas – mówi Marzena Jakubowska, dyrektor DPS-u. Niestety, trudne pandemiczne czasy przerwały w Koszelewie sobótkową tradycję. To był bardzo trudny czas dla podopiecznych ośrodka. – Pandemia dała nam bardzo dużo do myślenia np. jak ważne jest to, w jakim miejscu jesteśmy i w jakim środowisku przebywamy. Mieszkańcy nie mieli wtedy spotkań z rodzinami. Musiał im wystarczyć jedynie kontakt telefoniczny albo online. Sami mieszkańcy też zrozumieli, że tu w Koszelwie jest ich dom i ich środowisko. My też staraliśmy się na różne sposoby umilić ten trudny czas – dodaje szefowa DPS-u i opowiada o akcji „Kwiatek dla seniora”. – Poprosiliśmy o rośliny doniczkowe mieszkańców Koszelewa, przyjaciół i pracowników – zdradza szczegóły.
Akcja przyniosła niesamowity efekt. Błyskawicznie zazieleniło się zarówno na korytarzach i w pokojach mieszkańców. I do dziś jest zielono.
– Mamy sporo osób leżących. Pomyśleliśmy o tym, by mieli miłe otoczenie, żeby na oknie w ich pokoju stał kwiatek. To też wprowadza miłą domową atmosferę – dowiadujemy się w DPS-ie. Na korytarzach znajdziemy nie tylko gąszcz kwiatów, ale też prace mieszkańców czy zdjęcia z wydarzeń, które miały tu miejsce. Swoją ścianę ma tu nawet Krzysztof Krawczyk, jeden z ulubionych artystów mieszkańców. Wieść o śmierci piosenkarza wszystkich zasmuciła. Zorganizowano wtedy wieczorek z piosenkami Krzysztofa Krawczyka. Wielu osobom przypomniały się wtedy czasy młodości i łezka w oku się zakręciła.
– My tu nie tylko pracujemy. Priorytetem dla nas jest to, by mieszkańcy czuli się tu jak w domu. Spędzamy też z mieszkańcami wspólnie święta, żeby poczuli że jesteśmy dla nich rodziną. Niewielu mieszkańców wyjeżdża na święta do rodziny, niewielu też może liczyć na wizyty bliskich w DPS-ie. Większość to osoby samotne i do tego schorowane – mówi Marzena Jakubowska.
Bez miejsca w DPS-ie trudno byłoby wyobrazić sobie ich życie. Na starość każdy musi godnie żyć i dożyć. W DPS-ie takie osoby mają zapewnioną opiekę. Nikt nie martwi się o lekarzy. Ma poczucie bezpieczeństwa i obecność życzliwego człowieka na wyciągnięcie ręki. A jak wygląda życie codzienne w DPS-ie w Koszelewie, przekonacie się w materiale filmowym i zdjęciowym zamieszczonym na naszej stronie internetowej www.tp.com.pl.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Fot i film Dariusz Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze