Wymyślanie tytułów jest jedną z tajemnic wybitnego dziennikarstwa i nie istnieje (cokolwiek ambitniejsze!) czasopismo, w którym nie dbano by o to, aby tytuły były jak najatrakcyjniejsze.Do historii – została ta sprawa opisana przez klasyka reportażu, Egona Erwina Kischa - przeszedł laureat konkursu na tytuł prasowy, ogłoszony w latach 20-tych ub. przez „Frankfurter Allgemaine Zeitung”; wynalazł on tytuł: Książe Franciszek Ferdynand żyje! Wojna była niepotrzebna... Aby zrozumieć, o co tutaj idzie, należy mieć podstawowe wykształcenie ogólnohumanistyczne i pamiętać, iż I wojna światowa zaczęła się pod pretekstem zamordowania w Sarajewie austriackiego następcy tronu, księcia Franciszka Ferdynarda; przynajmniej taki powód ogłoszono, chociaż poszło oczywiście o coś innego. Gdy na początku lat 60-tych Francja przeprowadziła udaną próbę bomby jądrowej na Saharze, otrzymałem 500 zł nagrody – dzisiejsze ok. 50 zł – za tytuł Eksplodowała reputacja Francji od redakcji „Sztandaru Młodych”, w którym podówczas pracowałem (wspólnie z Ryszardem Kapuścińskim, Krzysztofem Kąkolewski, Hanką Krall, Darkiem Fikusem i kilkoma innymi tuzami polskiego dziennikarstwa, którzy tam wówczas terminowali): „Sztandar” rozumiał znaczenie tytułów i najcelniejsze nagradzał. Tej akurat nagrody nie wstydzę się, ponieważ tytuł mój był antymilitarystyczny, aczkolwiek wiem, że gdyby wówczas podobną próbę przeprowadziła np. Bułgaria, nagrodzono by n.p. tytuł w Bułgarii wybucha nie tylko entuzjazm (dla socjalizmu i ZSRR), albowiem motywacja kolegium nie była antymilitarystyczna lecz antyfrancuska. Dziś sztuka układania tytułów jakby podupadła; troską redakcji są głównie sponsorzy, gdyż pisma nie utrzymują się ze sprzedaży (jak najlepsze przed laty) lub dotacji (jak przed laty co słuszniejsze), ale z reklam. Niemniej stare nawyki zawodowe tu i ówdzie przetrwały, toteż z znajdujemy od czasu do czasu w prasie tytuły, znamionujące się śladami inteligencji. Pole do popisu dają na przykład nazwiska: wymyślono co najmniej kilkadziesiąt wariantów zwrotu „Wielkość Małysza” (lub „wielka forma małego człowieka z Wisły), albo aktualne wydarzenia: „Big Kotłun” tytułuje relację z transmisji reality show ostatnie „Wprost”, „Tenorem związkowym” nazywa kolejną kłótnię w stołecznym Teatrze Wielkim „Polityka”, a sprawozdanie z sytuacji w izraelskim parlamencie „Angora” dowcipnie określa jako „Nowe nadzieje w kurniku”. Nie jest moim marzeniem tytuł w rodzaju „Okradał panie na ptaka” („SUPER-Express” sprzed kilkunastu dni), ale miałbym prośbę do młodszych kolegów po fachu: postarajcie się przywrócić blask sztuce tytułowania! Nie zwracam się do „młodszych koleżanek” ponieważ wywodzę się ze szkoły, w której wszystkie panie są młodsze, a nawet o wiele młodsze, więc nie należy o tym przypominać; to rozumie się samo przez się... To naprawdę nie jest nic trudnego. Wystarczy przez chwilę pomyśleć, aby np. artykulik na temat powrotu do polityki b. premiera Janusza Tomaszewskiego nie tytułować „Tomaszewski wraca?” lecz z trochę grubszej rury walnąć np. „Spółdzielnia górą? Skąd my to znamy”. Expose, wygłoszone przez przywódcę ciężko chorego AWS dlaczego nazwano „Akcja znów w akcji” zamiast „Odpłynął na Platformę (Ratunkową) SKL – ale to jeszcze nie cmentarz!”. Choć kto wie, czy nie „Rokita zdmuchnie ostatnią świeczkę...” Nie mówię, że mam rację, ale wysilcie umysły, drodzy Koledzy! Macie bowiem w ten sposób jedną z ostatnich szans, że społeczeństwo będzie interesowało się polityką – zanim nadejdą wyłącznie sponsorzy oraz ich ofiary. Nie wspominając o tym, że życie nie znosi próżni i na miejsce wymierającej polskiej „klasy politycznej” nadejdzie Unia Europejska. Wprawdzie będziemy mieli w ten sposób swój własny bank, ale losy małych oddziałów bankowych nie są ostatnio zbyt optymistyczne. Jaki do tego wymyśleć tytuł? Andrzej Bajkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze