Jak jest na fermie przemysłowej? Zanim wejdziesz na fermę czujesz smród. W środku amoniak podrażnia nos. Kurz dostaje się do oczu. Oddychasz nim. Bardzo smutny jest widok wyczerpanych kur stłoczonych w ciasnych klatkach. Są też martwe kury, których ciała gniją w klatkach, a inne ptaki je dziobią.
Taka jest rzeczywistość, o której często nie wiemy, kupując filety z kurczaka zapakowane na tacce w supermarkecie. Jest popyt, jest masowa produkcja prowadzona bez większych ceregieli, zarówno jeśli chodzi o ludzi, a tym bardziej o zwierzęta, a traci na tym również środowisko naturalne. Zastanowienie przychodzi, gdy spojrzymy na temat z drugiej strony. A to właśnie robi Koalicja Żywa Ziemia. Działają w niej specjaliści z rynku rolniczego i żywnościowego. Starają się wpływać na zmiany systemowe, a działają dla ludzi i dla zwierząt. Pokazało to spotkanie pod nazwą "Wpływ ferm przemysłowych na społeczności lokalne i środowisko”. Wzięli w nim udział Justyna Zwolińska, koordynatorka ds. rzecznictwa Koalicji Żywa Ziemia, prawniczka specjalizująca się w zagadnieniach związanych z polityką jakości i ochroną środowiska w rolnictwie, polityką żywnościową, Wspólną Polityką Rolną oraz dobrostanem zwierząt. Dalej Bartosz Zając, specjalista ds. kampanii społecznych, koordynator Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym mówił o społecznych konsekwencjach hodowli przemysłowej zwierząt. O sytuacji rolnictwa mówił z kolei dr Jerzy Kupiec z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska.
Jaki jest wpływ ferm przemysłowych na społeczności lokalne i środowisko? Nie jest dobrze w tym temacie, żeby nie powiedzieć, że jest dramat. Nie myślimy jednak o tym, kupując wieprzowinę, drób, czy wołowinę w marketach. Mamy na wyciągnięcie ręki gotowy, potrzebny nam produkt. A pochodzi on z ferm przemysłowych. To kwitnący w Polsce interes, bo wszyscy muszą jeść. Nasz kraj jest w pierwszej piątce producentów unijnych, a do 2050 chce jeszcze lepiej prezentować się w unijnych statystykach produkcji zwierzęcej, zwłaszcza jeśli chodzi o drób i o trzodę chlewną. Co za tym idzie? Taka masowa produkcja zwierzęca powoduje wzrost ilości szkodliwych gazów cieplarnianych. Zwierzęta przeżywają w fermach tortury. Antybiotyki i specyfiki stosowane do ich szybkiego wzrostu sprawia, że rośnie antybiotykoodporność u ludzi, którzy zajadają się takim mięsem. Co więc trafia na nasze talerze?
Są organizacje, które prześwietlają działalność fermy nie tylko pod względem warunków produkcji, ale też ich wpływu na środowisko, a co się z tym wiąże również ludzi, którzy mieszkają w bliskim sąsiedztwie. Plaga much to jeden z najmniejszych problemów. Dochodzi też do tego inwazja gryzoni. Mało? Fatalna jakość wód w okolicy ferm, stężenie szkodliwych związków azotu i fosforu w deszczówce, która przybiera kolor pomarańczowy. A do kompletu znajdowane są też hormony i antybiotyki w wodzie. To nie są jednostkowe przypadki. Powtarzają się w okolicy wielu ferm m. in. w Koźminie Wielkopolskim, czy w gminie Wilków. Czy na to wszystko się godzimy? Bartosz Zając z Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym informuje o protestach lokalnych społeczności, bojących się tak groźnych sąsiadów. W Polsce w latach 2009- 2019 odnotowano ich 841. Nasza świadomość rośnie. Nikt nie chce też pozwolić na koncentrację ferm. Władze lokalne są zachęcane do tego, by w planach miejscowego zagospodarowania przestrzennego nie uwzględniać tego typu działalności, która z rolnictwem nie ma nic wspólnego.
Ilona Rabizo ze Stowarzyszenia „Otwarte Klatki” wspierająca Koalicję Stop Fermom Przemysłowym pyta dlaczego wciąż nie ma prawa, by chronić środowisko, ludzi i zwierzęta. Co się dzieje z ustawą odorową? Tworzona jest od... 15 lat. Mimo przeciwności trzeba jednak działać. Formą walki jest np. moratorium na budowę nowych ferm.
Czy to pomoże, by lobby przemysłu rolno-spożywczego nie rosło w siłę i by z mapy Polski nie znikały kolejne małe gospodarstwa rolne? Niestety, większy może więcej. A mały? - Rolnicy polscy nie mają poczucia dbania o ich interesy. Próbujemy ich wspierać, łączyć się z rolnikami, którzy stawiają na jakość producencką. Trzeba wyjść z impasu, który przetacza się przez polską wieś – tłumaczy Justyna Zwolińska. Pada również stwierdzenie, by tak samo nie traktować małego, średniego i dużego rolnika. To sytuacja podobna do sytuacji ze sklepami. Ile zostało małych sklepów, a ile mamy marketów. A gdzie lubimy robić zakupy? Powinniśmy mieć wybór...
BS
fot. Flickr
Tekst powstał we współpracy z Koalicją Żywa Ziemia, https://koalicjazywaziemia.pl/
Zachęcamy do podpisania petycji w sprawie podpisania moratorium w sprawie nowych ferm przemysłowych:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze