Jest ich trzech: bliźniaki – Jarosław i Piotr, rocznik 1987 oraz Łukasz, rocznik 1989. Jak powiedział ich obecny trener Grzegorz Stellak, wszyscy są obciążeni dziedzicznie walecznością. Udowadniają to nie tylko na torach regatowych, ale także w szkole, w domu, w życiu.Kiedy dwaj starsi chłopcy przyszli na świat, nikt nie przypuszczał, że wyrosną z nich aż tacy chłopcy na schwał. Ważyli w granicach 2 kg każdy, ale już po kilku latach okazało się, że są najwyżsi wśród rówieśników. Czy to w przedszkolu, czy w szkole, musieli stawać do robienia zdjęć w ostatnim rzędzie i nie potrzebowali wchodzić na ławeczkę.
Zawsze wyróżniali się w tłumie, nic więc dziwnego, że dostrzegli ich trenerzy wioślarstwa podczas przeprowadzania naboru. Byli wtedy uczniami Gimnazjum nr 3 w Płocku i obaj dostali propozycję trenowania w klubie. Rzecz jasna obaj się zgodzili, choć o wioślarstwie nie mieli żadnego pojęcia.
Nie są bliźniakami jednojajowymi i nie są do siebie za bardzo podobni. Tylko w pierwszych latach życia mama ubierała ich jednakowo, ale większość nauczycieli bez problemu ich rozróżniała. Dzięki temu, że było ich dwóch, mieli trochę łatwiej w szkole, ale nie dlatego, że mogli zdawać za siebie niektóre przedmioty. Nie mieli kłopotów z notatkami, a ponieważ nigdy nie chorowali jednocześnie, łatwo było nadrobić braki. Zresztą obaj byli bardzo dobrymi uczniami, więc nikogo nie zdziwiło, że zdecydowali się na uprawianie wioślarstwa, ale uczyć się chcieli w Jagiellonce.
Trenerzy cieszyli się z bliźniaków w klubie, wierząc, że uda się stworzyć z nich idealną dwójkę, zawodników podobnie myślących, o niemal identycznej budowie ciała. Niestety, ich pierwszy trener, Grzegorz Pietrowicz szybko się przekonał, że w życiu obaj myślą i zachowują się podobnie, ale na wodzie nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Już pierwsze zawody pokazały, że nie ma co marzyć o dwójce Karpińskich, siedli do czwórki i tam znaleźli swoje miejsce.
Dziś obaj są w III klasie Liceum im. Władysława Jagiełły, w oddziale o profilu matematyczno – historyczno – geograficznym. Czeka ich matura i starty w nowej kategorii wiekowej, w młodzieżowcach. Czy będą mieli szanse na stawanie na podium w wyższej kategorii wiekowej, tego nikt na razie nie wie.
Sport jest w ich życiu bardzo ważny, ale ważna jest także szkoła. – Proszę w naszym imieniu podziękować dyrekcji szkoły i nauczycielom za pomoc jaką nam okazują – mówi Piotr. – I przede wszystkim za cierpliwość i wyrozumiałość. Jest bardzo ciężko, by musimy sporo lekcji opuszczać, ale zawsze możemy liczyć na pomoc, dodatkowe lekcje, czas, który poświęcają nam nauczyciele.
Uczą się chętnie i mają dobre oceny, co daje ogromną satysfakcję, ale jak sami mówią, muszą mieć dużo szczęścia. – Przy 11 treningach tygodniowo, kiedy mamy tylko co drugi weekend wolny, nie zawsze jest czas, by wszystkiego się nauczyć – tłumaczy Jarek. – Zwykle jak uda się dobrze przygotować z jednego przedmiotu, to na drugi już zabraknie czasu. Dobrze, że nasi koledzy w szkole to rozumieją i pomagają nam jak mogą. Pożyczają notatki z lekcji, tłumaczą na co zwrócić uwagę, co jest najważniejsze z przedmiotu. To dużo dla nas znaczy i dzięki temu nauka w szkole nie jest taka trudna.
Dużą pomoc mają od wychowawczyni, Wioletty Kilarskiej, która stara się dbać o to, by nie mieli zaległości. Zresztą obaj mają indywidualny tok nauki, kilkadziesiąt dodatkowych godzin z nauczycielami, z których mogą korzystać w razie potrzeby. Najtrudniej jest po powrocie z obozów, kiedy kilka tygodni nie mają kontaktu z nauczycielem, a materiał trzeba zrealizować.
Obaj są dobrymi uczniami. Jarek zdecydował, że będzie studiował w Stanach Zjednoczonych. Zdał już egzamin na amerykańską uczelnię i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jego planami, to wyjedzie po wakacjach. – Podczas egzaminu okazało się, że w Jagiellonce jest wysoki poziom nauczania, wyższy niż w przeciętnych szkołach amerykańskich – dodaje. – W Stanach będę miał szansę na trenowanie, bo na tej uczelni trenerem wioślarstwa jest Polak.
Trener Grzegorz Stellak nie jest uszczęśliwiony tą decyzją Jarka, ale stara się znaleźć jej dobre strony. – Potem sprzedamy Jarka do dobrego zagranicznego klubu za milion dolarów i będziemy ustawieni na wiele lat – żartuje. Tymczasem obaj zawodnicy i ich koledzy przygotowują się do sezonu. Na razie tylko na sucho, bo Wisła jest zbyt niebezpieczna. Z tego zresztą powodu odwołane zostały regaty długodystansowe, które zwykle rozgrywane są w kwietniu w Warszawie.
Przykładny brat
Najmłodszy z braci, Łukasz, kiedy tylko zorientował się, jakie sukcesy można odnosić w wioślarstwie, postanowił że pójdzie w ślady bliźniaków. Też był uczniem Gimnazjum nr 3 i kiedy trenerzy przyszli z ergometrem, żeby wybrać najsilniejszych, miał nadzieję, że go wybiorą. Niestety, nie zyskał uznania trenerów. – Nie wyróżniłem się niczym i mnie nie wybrali – mówi. – Ale ja się łatwo nie poddaję, poszedłem na trening z braćmi, spróbowałem i w końcu okazało się, że może coś ze mnie być. Ja im trochę zazdrościłem, dlaczego sam nie miałem spróbować.
Łukasz ma sukcesy przed sobą. Jest uczniem I klasy Liceum w Szkole Mistrzostwa Sportowego przy ZST. Ale ma z kogo brać przykład, a najlepszym wzorem jest Jarek, który z klanu Karpińskich odnosi największe sukcesy w sporcie.
Jarek startował w regatach kwalifikacyjnych do Mistrzostw Świata juniorów. Ścigał się na torach w Hamburgu i Monachium. Trenerzy kadry budowali czwórkę ze sternikiem, do której pretendowali także inni płocczanie: Michał Rydz, Kamil Karolkowski, Radosław Milczarek i Kamil Błaszczyk. Ostatecznie Jarek nie załapał się do tej osady, trafili tam Karolkowski i Milczarek, którzy z zawodnikiem z Torunia i Poznania oraz sternikiem Pawłem Nowickim z PTW wywalczyli brązowy medal Mistrzostw Świata juniorów. Jarkowi do miejsca w osadzie zabrakło niewiele, ale nie zniechęcił się, dalej trenuje i ma zamiar w tym sezonie zawojować polskie tory. Zwłaszcza, że po wakacjach pewnie wyjedzie do USA.
Starsi bracia Karpińscy w tym sezonie będą startować w kategorii młodzieżowców i seniorów. Na miejsce w kadrze narodowej młodzieżowców na razie trudno liczyć, bo są w tej kategorii wiekowej najmłodsi. Muszą się jeszcze wiele nauczyć.
Jarek chce studiować w USA, a Piotr planuje studia na warszawskiej AWF. Ma zamiar zrobić w tym sezonie klasę mistrzowską krajową, która da mu wolny wstęp na uczelnię. Zresztą mało prawdopodobne, by nie zdał egzaminów. Sprawnościowo jest w doskonałej formie, a Jagiellonka to wymagająca szkoła, więc z pozostałymi egzaminami nie powinien mieć problemów.
Szansę na zdobycie klasy mistrzowskiej będzie miał w kilku osadach. Trener Stellak doszedł do wniosku, że w klubie stawiać będą na duże osady. O medale będzie można walczyć w 7 konkurencjach. Być może powstanie klubowa ósemka, jest kilku młodych zawodników, którzy powinni powalczyć. W małych osadach liczy się rutyna, doświadczenie, jeśli oni chcą odnosić sukcesy, muszą próbować swoich sił w czwórkach i ósemce. To szansa dla najmłodszych.
Łukasz jest pierwszy rok juniorem, ale już marzy o sukcesach w wioślarstwie. W ubiegłym roku wywalczył wraz z kolegami złoty medal w czwórce bez sternika na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Nic więcej w tej kategorii wiekowej zdobyć nie można było.
Cała trójka ciężko trenuje i uczy się. Czasu na dobrą książkę, film, a nawet na spotkania z przyjaciółmi, jest niewiele. Wolne chwile poświęcają głównie na naukę. Jeszcze nie zaczął się sezon, kiedy wyjdą na wodę i będą jeździć na regaty, nawet nie będzie wolnej co drugiej niedzieli.
Cała trójka jest przekonana, że wioślarstwo, a właściwie sport wyczynowy na tak wysokim poziomie, to znakomity sposób na życie. – Gdybym przed laty nie zdecydował się rozpocząć treningów, dziś pewnie nie wiedziałbym, co ze sobą zrobić – tłumaczy Piotr. – Wcześniej nigdy nie myśleliśmy, że sport może być naszym sposobem na życie, teraz bez niego trudno sobie wyobrazić naszą codzienność.
Trener Stellak, chwaląc chłopaków za waleczność i sumienność mówi: – Chylę czoła przed ich rodzicami. Wszyscy trzej są bardzo dobrze wychowani, wyróżniają się w grupie, szkoda, że nie mają więcej rodzeństwa, bo praca z nimi, to przyjemność.
Dla Jarka i Piotra ten sezon będzie wyjątkowy. Matura, start na studia i rywalizacja, przede wszystkim na krajowych torach regatowych, zajmie im większość czasu. Będziemy trzymać kciuki, by ich marzenia się spełniły.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze