Niestrzeżony przejazd na ulicy Popłacińskiej w Płocku, 14 lipca, godzina 6.12. Kierowca z powiatu bydgoskiego uderza w pociąg. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie, rozbity został tylko samochód. Już po wszystkim kierowca tłumaczy, że nie zauważył znaku “Stop” przed przejazdem. Takie przypadki można mnożyć. Czasami kierowcy próbują wjechać na przejazd już w chwili, gdy dróżnik opuszcza szlabany. Są też miejsca, jak na przykład na płockich osiedlach Radziwie, Grabówka i Międzytorze, gdzie tory dzielą osiedla domków jednorodzinnych na pół, a przejazdy są niestrzeżone.Z niestrzeżonym przejazdem od lat mają do czynienia mieszkańcy ulic Rzecznej, Kalinowej, Różanej. Przez ich osiedle przejeżdżają cysterny z produktami chemicznymi i nie zapowiada się, żeby sytuacja uległa zmianie.
– Na przejazdach, na których nie ma obsady, maszyniści mają zalecenie, żeby czoło składu dojechało do przejazdu z prędkością 20 km/h. To prędkość pozwalająca na błyskawiczne zatrzymanie pociągu. Przy prędkości 60 km/h droga hamowania wynosi już około 260 – 300 metrów – wyjaśnia Stanisław Bonawenturczak, zastępca naczelnika Sekcji Eksploatacji d/s Inżynierii Ruchu w Kutnie. – Gdy doszło do wypadku na przejeździe kolejowym na Popłacińskiej w Płocku, pociąg jechał z prędkością 18 km/h. To przejazd, na którym czasowo została zdjęta obsada. Gdyby skład jechał szybciej, doszłoby do tragedii. Na magistrali płockiej maksymalna prędkość wynosi 60 km/h.
Z danych przedstawianych przez kolej, za 97% wypadków, do których doszło na przejazdach kolejowych, winę ponoszą kierowcy samochodów.
– Kiedy widzimy na przejeździe samochód, możemy tylko włączyć hamulec i patrzeć jak ginie człowiek – maszyniści nie kryją bezsilności.
Na trasach, po których jeżdżą pociągi Inter City, prędkości wynoszą nawet 160 km/h, wtedy droga hamowania wynosi 1700 metrów. Dlatego kierowcy zbliżający się do przejazdu, muszą zachować ostrożność. Pod żadnym pozorem nie wolno lekceważyć znaku „Stop” czy włączonych czerwonych świateł. Nie należy też próbować przejeżdżać w chwili, gdy są opuszczane szlabany. O tym wszystkim informujemy kierowców podczas akcji zainicjowanej przez Krzysztofa Hołowczyca „bezpieczny przejazd zależy także od Ciebie” – dodaje Stanisław Bonawenturczak.
Nie jest jednak tak, że kolejarze chcą odpowiedzialność za bezpieczeństwo zrzucić na kierowców czy pieszych. Tam gdzie jest to możliwe, przejazdy są strzeżone, a do przejazdów niestrzeżonych maszyniści muszą podjeżdżać z prędkością 20 km/h. Są też inne zabezpieczenia, jak chociażby czerwone światła przed przejazdami, na których nie ma dróżników. Także maszyniści są informowani o tym, co dzieje się na przejazdach strzeżonych. Świetlne sygnalizatory ustawione około dwóch kilometrów przed przejazdami informują ich, czy rogatka jest zamknięta, otwarta lub uszkodzona. Jeśli tylko maszynista otrzyma sygnał, że dzieje się coś niepokojącego, ma obowiązek zwolnić.
– Czy to się maszyniście podoba czy nie, nawet na najszybszych trasach zwalnia do 20 km/h i z taką prędkością dojeżdża do przejazdu – opowiada S. Bonawenturczak.
Pracownicy Sekcji Eksploatacji d/s Inżynierii Ruchu z Kutna współpracują ze Służbą Ochrony Kolei oraz jednostkami policji w danym rejonie.
Taką akcję w rejonie Kutna przeprowadzaliśmy już dwukrotnie. Kierowcom wręczamy ulotki, w których są informacje o tym jak bezpiecznie zachowywać się przed wjechaniem na przejazd kolejowy. Są też znaki ostrzegające o zbliżaniu się do przejazdu, informujące czy jest to przejazd strzeżony czy nie, jedno – czy wielotorowy. Każdy kierowca mówi nam, że do znaków się stosuje, ale statystyki wypadków tego niestety nie potwierdzają. Zdarza się, że wprost pod pociąg wjeżdża autokar z dziećmi albo tir i to w miejscu, gdzie widoczność nie jest w żaden sposób ograniczona. Kierowcy próbują także sami podnosić szlabany, lub tam gdzie rogatki blokują tylko jeden pas ruchu jezdni przejeżdżają slalomem. Także piesi giną pod kolami pociągów lub zostają kalekami. Dzieje się tak w miejscach gdzie, ludzie wydeptali sobie dzikie przejścia przez tory. Są osoby, które wręcz przebiegają przed nadjeżdżającym pociągiem i są to najczęściej młode osoby – opowiada S. Bonawenturczak.
Dlatego kolejarze apelują o rozwagę i rozsądek zarówno do kierowców, jak i do pieszych. Także sami robią wszystko, żeby przejazdy kolejowe były bezpieczne. Akcja informacyjna to tylko część tych działań. Każdy wypadek na przejeździe kolejowym czy dzikim przejściu przez tory, to tragedia dla wielu ludzi i warto o tym pamiętać przez pokonaniem przejazdu kolejowego i zwolnić oraz rozejrzeć się dokładnie.
Jacek Danieluk
Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze