Reklama

Kiedy zapłonie las

10/12/2003 12:52
O lesie w Węgrzynowie pisaliśmy na łamach “TP” kilkanaście miesięcy temu. Jego właściciel nie wpuszcza na teren lasu pracowników Zakładu Energetycznego, którzy chcą obciąć wierzchołki drzew znajdujące się pod linią średniego napięcia. Jacek G. mówi, że jego ojciec, pierwszy właściciel lasu - nigdy nie wyraził zgody na budowę linii, więc teraz on domaga się odszkodowania, ZE Płock odpowiada, że takowe się nie należy, a las został przed laty zgodnie z prawem wywłaszczony.
Boje toczą się od wielu lat. W końcu zirytowany Jacek G. w piśmie do Departamentu Gospodarki Ziemią i Infrastruktury Wsi w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi zwrócił się z prośbą o wyjaśnienie, kto ma rację. Dowiedział się, że jeśli po założeniu przewodów elektrycznych okazało się, że nieruchomość nie nadaje się do racjonalnego użytkowania na cele dotychczasowe, obie strony powinny wspólnie ustalić wysokość odszkodowania, a w razie sporu kwotę tę wyznaczy wójt gminy. ZEP dostał kopię pisma, a następnie orzekł, że: “po dokładnym przeanalizowaniu sprawy nie znaleziono podstaw do uwzględnienia żądania wynagrodzenia za korzystanie z nieruchomości zajętej przez słupy elektroenergetyczne, poprzez zawarcie umowy dzierżawy części nieruchomości, na której wcześniej postawiono urządzenia elektroenergetyczne”. Dalej motywuje się, że ich budowa odbywała się zgodnie z obowiązującymi przepisami z 1969 r., a ograniczenie praw wynikających z własności podyktowane było dobrem wspólnym (pismo datowane na 2001 r.).
Jacek G., który odziedziczył las po ojcu, upiera się przy swoim: - Chciałem Zakładowi teren pod linią wydzierżawić - nie chciał. Teraz albo wykupi, albo niech usunie linię - obstaje przy swoim nasz rozmówca.
- Ja nikogo na teren mojego lasu nie wpuszczę - zarzeka się.
Zdenerwowany właściciel lasu już kilka razy przepędził pracowników ZEP. W odpowiedzi ZEP zdecydował się krnąbrnego właściciela wysłać do sądu. Jacek G. był już przesłuchiwany przez policję, czeka na wezwanie przed “wysoki sąd”. Nie może pogodzić się z faktem, że ktoś tak ot po prostu przypisuje sobie prawo do wchodzenia na jego nieruchomość i tłumaczenia tego dobrem wspólnym: - Budowali drogę - teren wykupili, poszerzali rzekę Ryksę - też teren wykupili. Dlaczego tylko Zakład Energetyczny przed tym się broni? - pyta mężczyzna. - Dlaczego z powodu zachowywania mojej prywatnej własności robi się ze mnie przestępcę?
W płockim ZE dowiedzieliśmy się, że linię pobudowano w latach 70. zgodnie z obowiązującą wówczas ustawą z 1958 r. o zasadach i trybie wywłaszczenia nieruchomości:
- Ustawa ta wyraźnie przewiduje możliwość ograniczenia praw wynikających z własności z uwagi na interes ogólny - a do takich zalicza się inwestycje związane z elektryfikacją.
Rolnik pozostaje jednak nieprzejednany, a tymczasem nadmierny rozrost gałęzi zagraża linii, może doprowadzić do jej przerwania lub pożaru, czego skutki mogą być nieobliczalne. Poza tym ZEP stwierdza, że w świetle prawa obowiązek wycinki spoczywa na właścicielu nieruchomości, wprawdzie zajmują się tym pracownicy Spółek Dystrybucyjnych Zakładu, ale z tytułu wycinki gałęzi odbiorcy nie należy się żadne odszkodowanie: - W tym przypadku sprawa została skierowana na drogę administracyjną, ponieważ protokół Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Płocku jednoznacznie wskazuje na coraz realniejsze zagrożenie pożarowe i na szukanie kolejnych prób porozumienia zaczyna już brakować czasu.
Sąd to zwykle ostateczność, ale może chociaż on, oczywiście niezawisły, po zbadaniu sprawy zdecyduje ostatecznie, kto ma rację: właściciel lasu, który nigdy nie dostał żadnej gratyfikacji finansowej z racji zajęcia jego nieruchomości czy Zakład Energetyczny.
(eg)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości