Nieco ukryty w piwnicy. Trzeba być wtajemniczonym, żeby tam trafić. Najlepiej – szczycić się statusem dyplomowanego Jagiellończyka. Wewnątrz przytulnie, wygodna kanapa i stół, przy którym można usiąść i powspominać szkolne czasy, pod czujnym okiem spoglądającego ze ściany Aleksandra Macieszy, od którego zaczęła się historia tego gmachu. Klub Absolwenta otwarty był wyjątkowo 25 lipca w sobotę, dla uczestników kolejnego nieformalnego zjazdu uczniów Liceum im. Władysława Jagiełły.
Panowie Grzegorz i Andrzej Rogozińscy odwiedzili Klub po raz pierwszy. Przyszli zobaczyć, co zmieniło się w szkole. Pan Grzegorz, matura 1975, uczył się w klasie ogólnej. Lubi wracać do szkoły, bo jak mówi ma więcej dobrych wspomnień niż złych. W jego ślady poszedł syn Andrzej. Zdał maturę w 1999 roku. Był w klasie prof. Ryszarda Jastrzębskiego. – Bardzo go ceniłem. To mój ukochany nauczyciel - mówi. W towarzystwie córki przyszedł do Klubu absolwenta Jan Czwartek, matura 1963. Był w klasie prof. Ireny Pisarskiej. Ukończył wydział ogrodniczy w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Jego córka – Jola Janczarek jest wychowanką prof. Anny Stachowicz, polonistki, skarbnika w Stowarzyszeniu Jagiellończyków. Jola Janczarek ukończyła Akademię Obrony Narodowej, szkołę nie tylko dla mężczyzn – jak przekonuje. Później był długi pobyt w Londynie. Teraz znów jest w Płocku. Ma nadzieję, że jej perfekcyjny angielski pomoże znaleźć ciekawą pracę.
To, że do Jagiellonki przychodzą dzieci i wnukowie absolwentów, zdarza się często. Ale istnieją wyjątki. W sobotnie przedpołudnie odwiedzić swoje liceum przyszła również Krystyna Kucicka z klasy z rozszerzonym angielskim, w której angielskiego uczyła prof. Bożenna Pilarska. Wychowawczynią była prof. Anna Wojciechowska. – To był bardzo nowoczesny program – wspomina pani Krystyna. – Mieliśmy aż siedem godzin języka, zajęcia w porządnej pracowni – mówi. Po latach to docenia. Wie, jak ważne jest dobre zaplecze, bo sama uczy w klasach 1-3, w SP w Maszewie Dużym. Z sympatią wspomina prof. Tadeusza Janiszewskiego i historię, jaka zdarzyła się na jednej z lekcji. Profesor wyciągnął do odpowiedzi koleżankę, która była nieprzygotowana z budowy ptaka. Bardzo się zdenerwowała, choć pytanie było proste. – Co ptak ma na głowie, Hanka? – pyta profesor. Klasa podpowiedziała: trwałą ondulację. Uczennica to powtórzyła i odpytywanie zakończyło się salwą śmiechu.
Córka pani Krystyny, Ola, wybrała Małachowiankę, ale towarzyszyła mamie podczas zwiedzania szkoły. W nowej części jej uwagę zwróciła przede wszystkim pracownia biologiczna. Jak na studentkę Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przystało.
Pralka dla woźnej
Nowy gmach podobał się wszystkim. Piękne pracownie, w których młodzież zacznie się uczyć od początku roku szkolnego, pokazywała absolwentom sekretarz Stowarzyszenia Jagiellończyków, także absolwentka i teraz nauczycielka geografii w Jagiellonce, prof. Violetta Kilarska. Z dumą prezentowała również swoją pracownię i nowoczesne pomoce naukowe. Budynek będzie funkcjonalny, ładny i przyjazny nie tylko uczniom. Są w nim pokoje do spotkań z rodzicami i pokoje dla pracowników socjalnych, w których zmieszczą się na przykład kuchnia i pralka. – Kiedyś były już kuchnie w Jagiellonce. W wielkim, kaflowym piecu powstawały przepyszne ciasta. Uczyłyśmy się gotowania, prowadzenia domowego budżetu i na przykład opieki nad niemowlętami pod okiem prof. Lewandowskiej – wspomina poetka Wanda Gołębiewska, matura 1963, która na zjazd przychodzi co roku. Była w klasie prof. Wacława Sankowskiego. Wybrała Jagiellonkę dlatego, że w jej domu mieszkał prof. Karaskiewicz z Małachowianki i obawiała się, że gdy coś przeskrobie, profesor natychmiast poskarży się jej mamie.
Z Katowic przyjechał na spotkanie Adam Frankiewicz. Jest absolwentem najmniejszego w historii szkoły rocznika, matura 1958. Jak przystało na ucznia sławnego matematyka prof. Ryszarda Ołdakowskiego, ukończył Politechnikę Krakowską. – Byłem dobry z przedmiotów ścisłych i poszedłem tą drogą - mówi. Z tego samego rocznika jest pan Andrzej Mossakowski. On miał bliżej do Klubu Absolwenta, bo mieszka w Płocku. Dobrze pamięta swoje polonistki: Eufemię Pęczkową i Zofię Sękowską.
„Matką chrzestną” jagiellońskich spotkań jest Hanna Piasecka – wiceprezes Stowarzyszenia. Chodziła do klasy prof. Tadeusza Nowińskiego. – Przydały mi się rachunki i procenty, bo pracowałam jako księgowa – żartuje pani Hanna. Z tej samej klasy jest pani Barbara Wejcman Odyniec. Wybrała medycynę. Nie żałuje. To wciąż jest jej pasja. Studiowała w Gdańsku razem z koleżanką Ewą Krysztoforską, która szła na Politechnikę. Lubił ją prof. Wojciech Stępniewski, którego uczniowie nazwali „naleśnikiem”, i czasem koledzy prosili, by Basia usprawiedliwiała nieprzygotowaną klasę. Piękne szkolne czasy z koleżankami przy kawie w Klubie Absolwenta wspominał Janusz Tomaszewski, ekonomista z Warszawy, także wychowanek prof. Nowińskiego.
Najmłodszym gościem Klubu Absolwenta był Piotruś Grzegorek, który może kiedyś zasili szeregi uczniów Jagiellonki. Jego rodzice: Ewa z klasy humanistycznej prof. Anny Stachowicz i Robert, z klasy matematyczno-fizycznej prof. Zofii Sarneckiej (matura 1997) ukończyli prawo na uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ciągle utrzymują kontakt z kolegami ze szkolnej ławy. Niedawno obchodzili dziesięciolecie otrzymania świadectwa dojrzałości.
Do szkoły można przyjść zawsze, nie tylko podczas zjazdu. Klub Absolwenta zaprasza w każdą środę, w godzinach 17.00- 19.00. Można tu również zorganizować spotkanie absolwentów innego dnia. Wystarczy zadzwonić i się umówić. Warto też zaglądać na stronę Stowarzyszenia Jagiellończyków http://jagiellonczycy.plock.org.pl. i obejrzeć zdjęcia z ogródka nad Wisłą, gdzie do późnego wieczora bawili się przybyli na Zjazd goście.
Lena Szatkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze