Gmina Nowy Duninów w 2002 roku zaciągnęła w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie pożyczkę na rozbudowę oczyszczalni ścieków w wysokości 260 tys. zł. Zgodnie z umową po spłaceniu w terminie połowy tej kwoty, gmina mogła ubiegać się o umorzenie 50 % jej wysokości. I zrobić to zamierzała, ale nagle okazało się że zamiast 130 tys. zł umorzone zostanie jedynie 15 tys. 600 zł – 114 tys. zł przepadło, ponieważ skarbnik gminy nie wpłaciła w odpowiednim czasie kolejnej raty pożyczki. Wójt postanowił więc skarbniczkę zwolnić, ale Rada Gminy dzielnie stawiła mu opór.
- Pożyczkę z Funduszu spłacaliśmy w terminie, więc można było sadzić, że wreszcie wszystko jest na dobrej drodze. Na początku tego roku zwróciliśmy się z wnioskiem do Funduszu o umorzenie 50 % pożyczki, czyli 130 tys. zł. Niespodziewanie 1 marca dowiaduję się od pani skarbnik, że nie został spełniony jeden z warunków umowy z WFOŚiGW - nastąpiła nieterminowa spłata raty pożyczki w październiku 2003 r. Rata w wysokości 30 tys. zł, która powinna wpłynąć do Funduszu do końca września 2003 roku, została wpłacona dopiero 22 dni później, czyli 23 października 2003 roku – wyjaśnia wójt Mirosław Krysiak.
Tymczasem warunkiem umorzenia pożyczki jest terminowa spłata rat. W związku z tym Fundusz poinformował gminę, że umorzeniu podlegać może jedynie 15 tys. 600 z pożyczki, a 114 tys. zł po prostu przepada. Dlaczego? Ponieważ zgodnie z umową, za każdy dzień zwłoki są naliczane karne odsetki w stosunku do kwoty pożyczki udzielonej.
Teraz wójt, odpowiedzialny w gminie za gospodarkę finansową, musi się zastanowić, co z tym fantem zrobić, ponieważ niedobór 114 tys. zł w niezbyt dużym budżecie gminy (5 mln 748 tys. 680 zł w 2004 r., w tym na inwestycje 1 mln 85 tys. zł) sprawi, że z jakichś inwestycji trzeba będzie zrezygnować: - To są pieniądze podatników, więc jak spojrzeć społeczeństwu w oczy, gdy zmarnowane zostały pieniędzy z trudem pozyskiwane z zewnątrz? - pyta bynajmniej nie retorycznie wójt M. Krysiak.
Skarbnik Zdzisława Sz. tłumaczyła na sesji, że opóźnienie nastąpiło przez przeoczenie, którego nie jest w stanie wyjaśnić. Dla wójta taka sytuacja, enigmatycznie nazywana przeoczeniem, stanowi rażące naruszenie obowiązków pracowniczych i zgodnie z kodeksem pracy kwalifikuje się do zwolnienia dyscyplinarnego, de facto rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia. Ale skarbnik została powołana do pracy przez Radę Gminy i to Rada musi podjąć decyzję o jej zwolnieniu. Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Gminy 15 radnych z uwagą wysłuchało argumentów wójta, pytań ani dyskusji nie było, po czym... odrzucili jego wniosek. Przeciw wnioskowi wójta o odwołanie skarbniczki opowiedziało się 10 radnych, 3 wstrzymało się od głosu, 2 było za. Leszek Podkański, zastępca wójta, wskazuje na pewien paradoks, jeśli chodzi o finanse gminy: – Za gospodarkę finansową odpowiada wójt, ale nie ma wpływu na osobę, która tym bezpośrednio się zajmuje. Pomylić się może każdy, ale dlaczego skarbnik wcześniej nas o tym nie poinformowała, tylko dopiero po 5 miesiącach?
Zwolennicy pani skarbnik (która pracuje w Urzędzie Gminy od 1995 r.) tłumaczą, że zwlekała z informacją o opóźnieniu wpłaty raty, ponieważ nie sądziła, że w jakikolwiek sposób będzie to skutkować finansowo. Przewodniczący Rady Gminy Waldemar Kijek nie widzi podstaw do zwolnienia wieloletniej pracownicy Urzędu Gminy, nie ma uwag co do jej pracy. Mówi, że już sam wynik głosowania na nadzwyczajnej sesji Rady Gminy świadczy o tym, że radni darzą skarbniczkę zaufaniem:
Podobną opinię wyraża przewodniczący gminnej komisji rewizyjnej, było nie było człowiek od kontroli: Myślę, że te pieniądze nie zostały jeszcze stracone. Przyszedł tylko fax z Wojewódzkiego Funduszu, nic nie jest jeszcze przesądzone – stwierdza optymistycznie nasz rozmówca. A zdaniem wójta gminy w urzędzie doszło do sytuacji, w której psy szczekają, a karawana idzie dalej.
Przypomnijmy, że skarbnik gminy to osoba, która od kilku lat skwapliwie wylicza finanse gminy (również te na zadania inwestycyjne). Wójt nie wie, co dalej w tej sytuacji zrobić, a 114 tys. zł uznaje za niepowetowaną stratę: - Staramy się o środki z zewnątrz: krajowe i unijne, i tu jest największy problem, ponieważ procedura związana z korzystaniem ze środków strukturalnych wymaga bardzo dużej dokładności i staranności. Jakie mam gwarancje, że taka sytuacja się nie powtórzy? - zastanawia się M. Krysiak.
Pani skarbnik nie chciała z nami rozmawiać, skryła się za drzwiami z tabliczką “referat finansowy”, odsyłając nas do wójta. Jego stanowisko w tej sprawie poznaliśmy jednak już wcześniej, w związku z tym odmowa wypowiedzi pani skarbnik sprawiła, że powody jej postępowania pozostaną niezgłębioną tajemnicą.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze