W „Dziejach obyczajów w dawnej Polsce” Jan Bystoń tak pisał o Adwencie: „Jeszcze pod koniec listopada, w wigilię św. Katarzyny i św. Andrzeja, młodzież czyniła wróżby i gwaru było przy tym trochę, ale to już był koniec: ustawał śmiech, śpiew i muzyka, zaczynały się codzienne nabożeństwa, Roraty.Nabożeństwa te odprawiano przed wschodem słońca, przy tym na ołtarzu zapalono siedmioramienny świecznik”. Przodkom naszym „Roraty” dostarczały wielkich wzruszeń, czego liczne przykłady mamy w literaturze. W nawale codzienności dziś brak nam dogłębnych wzruszeń. Przychodźmy więc na „Roraty”, które uczą nas czuwać. Adwent jest dla chrześcijan czasem religijnego skupienia, medytacji i pokuty. Tych uczuć i praktyk nie można harmonijnie połączyć z krzykliwością, by nie powiedzieć jazgotem muzyki dyskotekowej. Czas Adwentu nie jest też czasem urządzania tzw. prywatek, nawet gdy jest to okoliczność imieninowa. Szukajmy innych radosnych sposobów takich chwil, z wyłączeniem wszystkiego, co niszczy religijny charakter Adwentu. Stało się dla wielu osobistą tradycją, że w Adwencie powstrzymują się całkowicie od spożycia alkoholu i palenia papierosów. Jest to na pewno miła Bogu ofiara i godny sposób uczczenia adwentowego oczekiwania. Zaś w dzisiejszych czasach, tak powszechnych nałogów pijaństwa i nikotynizmu, wyrzeczenie takie zachowuje niewątpliwie charakter religijnego świadectwa. Podtrzymujmy się wzajemnie w takich dobrych postanowieniach. Rekolekcjami w Adwencie pragniemy przygotować się specjalnie i szczególnie na godne przeżycie Bożego.Narodzenia Duchowe owoce rekolekcji to dar, który każdy z nas przyniesie do betlejemskiej stajenki. Pośród naszych codziennych zmagań, gonitwy, zabiegania, potrzebne są chwile ucieszenia, refleksji nad sensem życia i pracy. Rekolekcje mają nam pomóc w odkrywaniu prawdy o tobie samym: kim naprawdę jestem? dokąd dążę? czy zdołałem zachować równowagę ducha i ciała? Jaki są owoce moich dni, miesięcy i lat? Te pytania nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Dlatego nie można nie mieć czasu na rekolekcje. Gdy go brakuje, to znak, że w moim życiu panuje nieporządek. Rekolekcje są szczególnym sposobem adwentowego czuwania. Bez rekolekcji nie ma w ogóle co mówić o życiu duchowym. Wielu chrześcian ciągle je opuszcza, usprawiedliwiając się brakiem czasu, nadmiarem obowiązków, czy nieszczególnym samopoczuciem. I tak jest co roku, i tak mijają lata. Błahe usprawiedliwienie, które ma pokryć nasze duchowe lenistwo, letniość, nijakość. Przyznajmy: przed Bogiem i własnym sumieniem - te wszystkie pseudoracje, które przedstawiamy mają wytłumaczyć naszą oziębłość, zimne serce. Korzystajmy z adwentowych rekolekcji, a nasze serce stanie się na powrót gorejące, jak za dni dawnych, jak za lat dziecinnych i młodzieńczych. Pamiętamy przecież ten żar i tamte uniesienia. Wszystko to gdzieś zagubiliśmy, czy naprawdę już bezpowrotnie? Ostatnio gdzieś wyczytałem - i to mi się bardzo spodobało - iż człowiek jest jakby wartownikiem, który czeka. W Adwencie przeżywamy wartę, czyli oczekiwanie. Jesteśmy wszyscy jak wartownicy czekający cierpliwie na Tego, który ma wkrótce nadejść. Prosimy Boga o siłę, byśmy w tym oczekiwaniu nie pozasypiali. Wiemy wszyscy, iż nie jest łatwo wytrwać podczas czuwania. Trzeba mieć otwarte oczy, by nie przegapić nadarzającej się szansy. A dzisiaj taką szansą jest przyjście Mesjasza, Zbawiciela świata, który jest dla nas światłem w tym oczekiwaniu. Chcemy to czuwanie podjąć z całego serca i miłości do Pana. Chrześcijanie spodziewają się rychłego powtórnego przyjścia Pana Jezusa na ziemię. Dzisiaj te słowa u niektórych nabrały mniejszego znaczenia, no bo przecież upłynęło już dwadzieścia wieków, a Pan jakby się spóźniał. Te przekonanie zgubiło już niejednego człowieka. Chodzi o to, by nie zgubiło następnych. Pan bowiem się wcale nie opóźnia, ale przyjdzie w odpowiednim momencie. Dlatego śmieszą nas przepowiednie końca świata serwowane przez różnych sekciarzy i domorosłych przepowiadaczy. Powiedzmy sobie jasno: nikt z ludzi nie wie, kiedy Pan przyjdzie do nas powtórnie, toteż podawanie jakichkolwiek dat gdziekolwiek: czy to w Polsce, czy w jakimkolwiek innym kraju (dotyczy to także krajów misyjnych, gdzie sekty się mnożą jak grzyby po deszczu i otumaniają maluczkich) jest niepoważne. W związku z tym nie możemy ulegać tym pseudoreligijnym przepowiadaczom. Co więcej, powinniśmy częściej sięgać do Pisma Świętego, by to oczekiwanie i czuwanie było w duchu iście chrześcijańskim. Czasami nasza wiara i nadzieja są jak grudniowe dni. Zaledwie słońce pojawi się niepostrzeżenie na horyzoncie, lekko dotykając sklepienia nieba, a już przedwcześnie znika na zachodzie. A w nocy obsesyjnie powtarzają się niepokój i strach. Dokąd odeszły świeże i połyskujące kolory wiosny, świetliste letnie upały, zwiewne przebłyski jesieni? Teraz, Panie, jestem tym, który wygląda i poszukuje w wieczornej ciemności odprysków światła towarzyszących wielkim wybuchom. Bo to, co dawało blasku memu życiu, przykrył ciężki szary płaszcz zmierzchu i mgły. Ale w warownym murze naszego zniechęcenia i zmęczenia jest pewna szczelina, przez którą może przedostać się nadzieja, inny poranek, świetlisty obłok. Bądźmy więc ludźmi nadziei, iż Pan, który kiedyś powtórnie przyjdzie na ziemię, znajdzie nas czuwających i przygotowanych. Nie możemy jednak tej nadziei ograniczyć wyłącznie do siebie samych. Mamy też pomagać innym, to znaczy, być dla nich światłem. Ks. Jan Augustynowicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze