Reklama

Jubileuszowe wspomnienia Kasztelanki

01/09/2010 07:57
W czasie dwudziestu pięciu lat członkowie ludowego zespołu artystycznego „Kasztelanka” odwiedzili sceny całego świata. Bez wątpienia są najbardziej roztańczonym i rozśpiewanym ambasadorem Sierpca. Od ćwierćwiecza propagują związane z kulturą ludową i polskim folklorem tańce, przyśpiewki. I to z ogromnym sukcesem. Bo wielokrotnie artyści amatorzy z Sierpca nagradzani byli przez krajowych oraz międzynarodowych jurorów najwyższymi laurami. Za ich sprawą Sierpc od kilkunastu lat jest także gospodarzem Międzynarodowego Festiwalu Folklorystycznego „Kasztelania”. Magia tańca i muzyczny bakcyl łączy kolejne już pokolenia mieszkańców Sierpca.
W historię „Kasztelanki”, jej sukcesy i obecny jubileusz wpisane są nazwiska założycieli: Romana Bilskiego, Wojciecha Wiśniewskiego i Grzegorza Midzińskiego. Początek zespołowi dało zainicjowane przez nich w 1985 roku przedstawienie zatytułowane „Wesele sierpeckie”. Po kilku latach przerwy działalność zespołu została reaktywowana. Od 1993 nieprzerwanie czuwa nad nią choreograf i kierownik zespołu Jadwiga Chojnacka. Nie ukrywa, że pierwsze lata Kasztelanki były różne. – Wszystkich czekała bardzo ciężka praca. Trzeba było kompletować stroje, opracowywać nowe układy, przygotowywać kolejne grupy. Jednym słowem jak najlepiej rozbudowywać to, co odziedziczyliśmy. Zaczynaliśmy z młodzieżą szkolną, co dawało nam możliwość bezproblemowego, częstego spotykania się na próbach. Łatwiej było zatem przygotować nam się do koncertów. Oczywiście nie było tylu wyjazdów, koncertów, festiwali co w chwili obecnej – wspomina choreograf i kierownik Jadwiga Chojnacka.
Trudne początki nie przeszkadzały zespołowi w zdobywaniu renomy i odnoszeniu sukcesów na scenach ogólnopolskich, jak i międzynarodowych. Już w 1995 roku, czyli w niespełna dwa i pół roku od chwili reaktywowania działalności, otrzymał wyróżnienie – Brązową Jodłę na Festiwalu Kultury Młodzieży Szkolnej w Kielcach. Tu nawiązano także pierwsze kontakty, które dały możliwość wyjazdu na festiwal do Strzegomia. – Tak od kontaktu do kontaktu, od wymiany do wymiany zaczęła się wielka festiwalowa, muzyczna przygoda, która zaowocowała wyjazdami zagranicznymi i potem także wielkim festiwalem w Sierpcu jakim jest Kasztelania. W 1996 roku udało nam się zrealizować dwie wielkie sprawy: dostać na pierwszy festiwal zagraniczny i zorganizować pierwszą Kasztelanię – mówi o początkach zespołu jego kierowniczka.

Od poloneza do kujawiaka

Działalność zespołu to po trosze chęć zorganizowania spotkań dla dzieci i młodzieży, wypromowania miasta, pokazania piękna folkloru. Pierwszym zatańczonym układem był polonez przygotowany z okazji obchodów państwowych uroczystości. Dziś zespół tworzy siedemdziesięciu tancerzy i śpiewaków w dwóch grupach wiekowych. Działa kapela, chór. Kasztelanka w swoim repertuarze ma kilkadziesiąt tańców z różnych regionów Polski. W ich wykonaniu można oglądać między innymi tańce kaszubskie, łowickie, rzeszowskie, opoczyńskie, krakowskie, tańce narodowe. Ale każdy kolejny koncert to dla jego członków nowe wyzwanie. – Zawsze jest ta presja, aby jak najlepiej wypaść przed publicznością i oczywiście panią Jagodą. Taniec w zespole jest ogromną satysfakcją, odkrywamy jego magię, niesamowitą energię. Rozwijamy swoje umiejętności. Bawimy się słowem, gestem. Nie zapominamy jednak zarazem, że musimy dawać z siebie jak najwięcej. Stąd pewnie ciągła mobilizacja do dalszego działania – opowiada o zakulisowym życiu zespołu jedna z jego członkiń Katarzyna Ludwiczak.
Anna Szynkowska może pochwalić się imponującym stażem kasztelankowym. Trafiła do zespołu w ósmej klasie, od razu na bardzo ważny moment, bo jubileusz pięciolecia. – Jesteśmy pasjonatami tańca, dlatego nasze życie rodzinne, zawodowe jest tak zorganizowane, aby zdążyć na próbę, wyjazd, uczestniczyć w kolejnym koncercie. Udział w próbach, wyjazdy, koncerty są takim naszym pięknym rytuałem. To wchodzi w krew.
Jak mówi Konrad Gąsiorowski, nie przeszkadza ciężka praca. Bo tak wygląda zespół od kulis. To przyjemny obowiązek, który czasami doprowadza do tego, że można się zapomnieć. Na własnej skórze poczuł, jak to jest, kiedy nogi w tańcu poniosą i dosłownie skończy się scena. – Rzecz miała miejsce na festiwalu w Świnoujściu. Przy oberku z moją partnerką zapomnieliśmy się całkowicie, nie oglądaliśmy się za siebie i nagle scena „skończyła się”, mieliśmy ją na wysokości oczu. Na szczęście obyło się bez żadnych kontuzji. Kontynuowaliśmy taniec. A całe zdarzenie opowiadamy do dziś jako zespołową anegdotę.
Sławomir Gąsiorowski, który taneczną pasją skutecznie zaraził syna Konrada, o sobie mówi, że jest absolutnym weteranem w zespole. Widział początki budowania zespołu. – Zaczynaliśmy naukę jako zupełnie surowi ludzie przygotowywani przez Romana Bilskiego. Kiedy po dziewięciu miesiącach przygotowań wyszliśmy na scenę i daliśmy koncert, który podobał się publiczności sierpeckiej radość była ogromna. Dopiero wtedy tak naprawdę uwierzyliśmy w siebie. Dla nas ten aplauz był potwierdzeniem, że naprawdę warto robić to, co się zaczęło.
Podziękowania ze strony publiczności to najbardziej wzruszające momenty nie tylko dla członków zespołu, ale i jego szefowej. – Miło patrzeć, jak tancerze bawią się na scenie tańcem, śpiewem, a publiczność nagradza gromkimi brawami i prosi o kolejne występy – mówi Jadwiga Chojnacka.
Łatwiej wtedy myśleć o planach na przyszłość. A te związane są między innymi z przygotowaniem nowych tańców, strojów. Wśród nich np. bardzo widowiskowych tańców lubelskich czy tych z okresu Księstwa Warszawskiego.     rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości