Reklama

Jesteśmy winni...

29/11/2006 13:11
Zakończyła się runda jesienna ekstraklasy piłki nożnej mężczyzn, runda wyjątkowo dla Wisły Płock nieudana. Wszyscy doskonale wiedzą, że zespół prowadzony przez Josefa Csaplara zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i co prawda do rozegrania jest jeszcze cała runda wiosenna, ale trudno się dziwić, że fachowcy nie wierzą w metamorfozę zespołu i jego wspaniały marsz ku górze tabeli w rundzie rewanżowej.
Po konferencji prasowej, jaka odbyła się w siedzibie klubu po zakończonych rozgrywkach, mamy dla kibiców dwie wiadomości, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, dobrą i złą. Dobra jest taka, że będą zmiany, a zła, że nie takie, jakich oczekiwali sympatycy tej dyscypliny sportu w Płocku.
Do rundy wiosennej przygotowywać będzie drużynę ten sam sztab szkoleniowy, który pracował z zespołem do tej pory. Zmieni się za to znacznie skład zespołu. W przerwie między rozgrywkami dojdą do drużyny nowi zawodnicy, ale nie będzie wśród nich obcokrajowców. Najprawdopodobniej ich dotychczasowa ilość zostanie znacznie ograniczona. Wszystko na to wskazuje, że pożegnają się z płockim klubem Serbowie, choć nie wszyscy.
Te zmiany są konieczne, by rozgrywki wiosną wyglądały zupełnie inaczej. – To jest najgorsza runda w historii płockiego klubu – powiedział na konferencji prezes Krzysztof Dmoszyński. – Wiemy, jakie popełnione zostały błędy i jakie obiektywne przyczyny doprowadziły do takiej sytuacji. Jesteśmy w trakcie przygotowywania programu naprawczego, którego głównym założeniem jest wzmocnienie zespołu i pożegnanie się z niektórymi zawodnikami. Testujemy wychowanków klubu, zawodników, których wezwaliśmy z wypożyczenia oraz penetrujemy niższe klasy. Na razie jesteśmy zainteresowani dwoma zawodnikami z niższych klas, których kibice zobaczą w sobotnim meczu Pucharu Ekstraklasy z ŁKS-em.
Prezes twierdził kategorycznie, że klub nie ucieka od odpowiedzialności, a powodem dramatycznie słabej rundy był także brak szczęścia i skuteczności. Po pierwszych meczach była radość, że drużyna jest bardzo dobra, ale niestety, nie szły za tym zdobywane punkty. Do listy powodów ostatniego miejsca w tabeli prezes dodał pomyłki sędziowskie, które pozbawiły zespół punktów. – Mamy taki zespół, na jaki nas stać – tłumaczył. – Przed rundą jesienną rozmawialiśmy z kilkoma zawodnikami, ale oni wybrali inne kluby. Jestem optymistą i wierzę, że utrzymamy się w lidze, choćby dlatego, że więcej spotkań rozegramy w Płocku.
Od odpowiedzialności nie próbował także uciekać trener Josef Csaplar. – Zaczynamy budować nową drużynę – powiedział. – Najpierw potrzebne jest wzmocnienie linii obrony, bo to największy problem Wisły, brak dobrych obrońców. Straciliśmy w rundzie jesiennej 30 bramek, to zbyt wiele, stąd konieczność uzupełnienia składu. Dotychczasowi piłkarze tracili zbyt wiele bramek takich dziwnych. Po meczu okazywało się, że nikt nie ponosi winy za ich stracenie. A te dziwne bramki to takie, które nas zbyt wiele kosztują, a rywali nic. Moim największym błędem jest to, że po zdobyciu Pucharu Polski zamiast ściągnąć dobrego polskiego zawodnika do obrony, pozwoliłem, by niektórzy spoczęli na laurach.
Dyskusję po wypowiedziach prezesa i trenera zdominowała sprawa wizerunku klubu. Nie da się ukryć, że Wisła traktowana jest po macoszemu, a przecież może się pochwalić wieloma osiągnięciami. Niestety, wizerunek klubu budowany jest przez wynik zespołu seniorów, a ten jest wyjątkowo zły.
Często słyszy się wręcz opinie, że Płock nie zasługuje na ekstraklasę, bo nawet nie ma tu kibiców. – Gdyby liczyć statystycznie, to mamy więcej kibiców na tysiąc mieszkańców niż Legia – dodaje prezes Dmoszyński. – Ale my mamy kibiców tylko w Płocku i okolicy, a inne kluby mają w całym kraju. Stąd nasza niewielka popularność. Dodać w tym miejscu trzeba, że przez lata pracy w klubie prezesowi nie udało się zmienić tego wizerunku, a wprost przeciwnie, dziś jest więcej powodów, by źle mówić i pisać o płockim klubie.
O płockim klubie mówi się głośno, że dopiero jak odchodzą z niego zawodnicy, to rozwijają swój talent. Płock nie potrafił zatrzymać piłkarzy, którzy z innych klubów trafiają do kadry narodowej. Tu nikt się na nich nie poznał. Prezes Dmoszyński wyjaśnił, dlaczego Wisłę w ostatnim czasie opuścili zawodnicy, którzy dziś są gwiazdami.
Radosław Matusiak był tylko wypożyczony do Wisły, gdzie rzeczywiście się nie sprawdzał. Po zakończonym okresie wypożyczenia jego klub chciał zbyt wielkich pieniędzy, jak na możliwości Wisły, stąd decyzja o rezygnacji z piłkarza, który w Bełchatowie rozwinął się rzeczywiście znakomicie.
Radosław Sobolewski nie chciał się zgodzić na proponowane przez Wisłę warunki finansowe, a kończył mu się kontrakt. Lepiej było więc rozstać się wcześniej, zarobić jakieś pieniądze niż potem puścić piłkarza za darmo. Marcin Wasilewski także nie chciał się zgodzić na warunki zaproponowane przez klub, Rafała Grzelaka wytransferowano za bardzo dobrą kwotę, a Wojciech Łobodziński miał trudniejszy okres w karierze, wypadł z reprezentacji U-21, a klub dogadał się z Zagłębiem, by za niego i wynegocjowaną kwotę, przyszedł do Płocka Krzysztof Kazimierczak.
Można długo rozprawiać, czy to były dobre rozwiązania. Dobre na pewno dla piłkarzy, których kariery po odejściu z Płocka bardzo się rozwinęły. W następnym numerze TP będziemy mogli napisać już prawie wszystko o tegorocznych transferach. Miejmy nadzieję, że tym razem będą trafione w dziesiątkę, a za kilka tygodni nie będziemy martwić się o to, czy zespół utrzyma się w ekstraklasie.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości