Reklama

Jest żona, będzie kolacja. Premiera u "Szaniewskiego"

26/01/2022 17:01

Przyzwyczailiśmy się, że do styczniowego repertuaru płockiego teatru wchodzi farsa, która miała premierę w sylwestrowy wieczór. Gatunek (z tych lżejszych), reżyser (Stefan Friedmann), który ku uciesze publiczności obsadzi siebie w jakimś smacznym epizodzie, w roli tytułowej znajoma twarz (jak w serialu), powodują napływ widzów. Kupują bilety przekonani, że będą się dobrze bawić. Będą, jeśli przebrną przez dłużący się I akt i doczekają metamorfozy pani od sprzątania. Hanna Zientara-Mokrowiecka w roli Edny kradnie show. 

„Żona potrzebna od zaraz” (w oryginale „No dinner for sinners”) krąży po różnych teatralnych scenach od przeszło dziesięciu lat, co jej autor, uznany angielski dramaturg Edward Taylor może sobie poczytywać za kolejny sukces. Jednak te kilkanaście lat od premiery sztuki, której koncept zasadza się na konflikcie tego, co konserwatywne z liberalnym, nie działa na jej korzyść. Zmieniła nam się hierarchia problemów i dyżurnych tematów do żartów. Niemniej, może właśnie dlatego, żeby na chwilę uciec od rzeczywistości i oczywistości, dajemy się posadzić na salonach angielskiej klasy średniej, dobrze zarabiającej. 
Co mają do tego zarobki? Spodziewalibyśmy się bardziej luksusowego apartamentu. A tu mieszkanie, niezbyt ciekawie urządzone. Tapeta i wykładzina mogą się przyśnić. Kluczowy dla każdej farsy wymóg umieszczenia na scenie wielu drzwi, za które można kogoś wepchnąć albo kogoś ukryć, scenografia uwzględnia, ale ogólnie  jest przewidywalna. Może teatr ciął koszty?
Angielski niby-apartament zamieszkuje młody finansista Jim Watt (Mariusz Pogonowski), który musi rozwiązać problem braku żony. Owszem – ma dziewczynę, sekretarkę i sprzątaczkę, ale jego przybywający z wizytą amerykański konserwatywny szef chciałby poznać legalną małżonkę. Skąd wziąć żonę w tak krótkim czasie? Trzeba by kogoś przebrać. Jim musi szybko podjąć decyzję, kto najlepiej sprawdziłby się w roli.
Akt I sztuki rozwija się niespiesznie. „Kreatywna farsa” zaczyna się, gdy wchodzi listonosz. Aktorzy zgrabnie przeskakują do kolejnych scen. Ktoś się przebiera, innego należy szybko wyprosić, by uniknąć katastrofy. Jeden aktor za kanapą, drugiego trzeba zamknąć w łazience – widz to zna i akceptuje. Finał szczęśliwy, jakiego by sobie życzył szef z Nowego Jorku. 
Do sytuacji ogranych w innych farsach reżyser dodał ładną scenę rodem z niemego kina. 
Mówi się, że jeśli aktor umie zagrać w farsie, zagra wszystko. Tę prawidłowość potwierdza Hanna Zientara-Mokrowiecka, która znakomicie przeobraża się ze sprzątaczki w niby-żonę. A w perspektywie ma szansę zostać doradczynią finansową w firmie Jima. Jej metamorfozę publiczność nagradza gromkimi brawami. W tej roli aktorka obchodziła swoje prawdziwe urodziny.

(lesz)

Reklama

Fot. Waldemar Lawendowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości