Z prezesem Wisły Płock Jackiem Kruszewskim rozmawia Jola Marciniak
Pamięta pan, kiedy pierwszy raz przyszedł pan na stadion? – Przyprowadził mnie ojciec, drużyna grała jeszcze przy ul. Kochanowskiego, miałem wtedy chyba 3 lata. Nie za bardzo pamiętam te czasy, ale kiedy został otwarty nowy stadion w 1974, miałem wtedy 5 lat i już przychodziłem świadomie. Najpierw jako mały sympatyk, potem postanowiłem spróbować swoich sił w zespołach juniorskich. Chodziłem do SP 18 i razem z kolegami kopaliśmy na boisku piłkę. Ale był to epizod w moim życiu, miałem problemy z kolanami i szybko skończyłem tę mini-przygodę ze sportem. Kolejne lata to kibicowanie. W Płocku dość późno powstały grupy kibicowskie, chyba dopiero po awansie do I ligi w 1994 roku. Zaczęliśmy marzyć, by powstała oficjalna grupa. Udało się to dopiero na początku XXI wieku, kiedy powstało Stowarzyszenie Sympatyków Klubu Wisła Płock. Stanąłem na jego czele nie jako pierwszy prezes, ale w pierwszym roku działalności, i byłem nim aż do momentu, gdy rozpocząłem pracę w klubie, czyli około 10 lat. Była to piękna przygoda i mimo wielu zawirowań zawsze byliśmy wraz z kolegami przy klubie, poświęcaliśmy mnóstwo czasu prywatnego, jeździliśmy na ligowe mecze, także za granicę. Kiedy Wisła grała w pucharach, byliśmy na turniejach. Mogę śmiało powiedzieć, że zawsze byłem przy klubie, choć zwykle powodowało to kłopoty w życiu osobistym, bo nie zawsze udawało się znaleźć czas na wszystkie obowiązki. Jakim był pan kibicem? – Obserwowałem spokojnie to, co działo się w klubie z trybun, byłem życzliwym kibicem. Bardziej starałem się pomagać, podpowiadać dobre rozwiązania. Kiedy trzeba było, krytykowałem, ale ta krytyka była sporadyczna. Zawsze podpisywałem się pod nią nazwiskiem, jako szef stowarzyszenia. Przez te lata wiele się wydarzyło. Które momenty były najtrudniejsze? – Przede wszystkim, kiedy PKN Orlen wycofywał się ze sponsorowania klubu, a także wtedy, gdy spadaliśmy do II ligi w 2009 roku. Kilka lat wcześniej zdobywaliśmy Puchar Polski i Super Puchar Polski, byliśmy w gronie najlepszych zespołów, graliśmy w europejskich pucharach. Byliśmy na szczycie hierarchii piłkarskiej. Nigdy wcześniej nie udało się osiągnąć takich wyników, a już kilka lat później, patrząc z naszej perspektywy, znaleźliśmy się na dnie. Jeździliśmy na mecze do Niepołomic, Łowicza, Sokółki, ta wielka Wisła znalazła się na strasznych nizinach. To był chyba najtrudniejszy moment. Wydawało się, że lata świetności już nigdy nie wrócą.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze