Reklama

Jazz między stylami i pokoleniami

08/05/2003 14:52
W środę 23 kwietnia, kiedy całe miasto tonęło jeszcze w poświątecznej atmosferze leniwego spokoju, występ kwartetu AAJE perkusisty Jacka Kochana w POKiS-ie spowodował skok ciśnienia i solidny zastrzyk jazzowej adrenaliny.Nowocześnie opracowana i odważnie zagrana muzyka zabrzmiała ożywczo i trzeźwiąco, nie mając wiele wspólnego z typowym “dżezikiem” pod kotleta, gdzie każdy takt i fraza są równie przewidywalne, co kolejne świąteczne posiłki na tle zmienianych od niechcenia telewizyjnych kanałów. Perkusista Jacek Kochan to jeden z najbardziej doświadczonych polskich muzyków jazzowych. W latach 70-ch występował w August Trio i słynnych Dżamblach, w 80-tych mieszkał najpierw w USA (gdzie zetknął się m.in. z Jaco Pastoriusem, Mike´em Clarkiem i Robim Gonzalesem), a później w Kanadzie (gdzie grał zarówno jazz, jak i muzykę etniczną, rhytm and blues, funk, oraz stworzył kilka projektów na chór i orkiestrę), zaś w 90-tych, po powrocie do Polski, współpracował z czołowymi rodzimymi jazzmanami (m.in. Tomaszem Stańką, Zbigniewem Namysłowskim, Tomaszem Szukalskim, Leszkiem Możdżerem, Piotrem Wojtasikiem). Łącznie wydał kilkanaście płyt firmowanych własnym nazwiskiem i drugie tyle jako muzyk sesyjny. Do swego nowego zespołu Kochan zaangażował muzyków młodych, debiutujących raptem parę lat temu, pośród których na scenie POKiS-su w swoim śmiesznym kapelusiku wyglądał niczym wujek Donald w otoczeniu trójki niesfornych siostrzeńców. Jednak kiedy zabrzmiała muzyka, rychło okazało się, że gra prawdziwy mistrz w otoczeniu uczniów tak zdolnych, że niedługo z pewnością go dościgną. W środowy wieczór kwartet AAJE dopełniali: saksofonista Jakob Dinesen, (rodowity Duńczyk, laureat nagrody Grammy w 1995 wraz z zespołem Unity, Once Around The Park), pianista Slawek Jaskulke (absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku, w 2001r. zwycięzca plebiscytu magazynu Jazz Forum w kategorii “Nadzieja Roku” oraz laureat nagrody telewizyjnego “Pegaza” za osiągnięcia artystyczne) i kontrabasista Krzysztof Pacan (który ma na koncie współpracę m.in. z Januszem Muniakiem, Markiem Bałatą, Leszkiem Możdżerem i Maciejem Sikałą). Młodzi zdolni okazali się również młodymi gniewnymi. Rozbudowane, zwykle grubo ponad 10-minutowe kompozycje Kochana - które lider obudował gęstą, lecz zarazem precyzyjną i czułą tkanką rytmiczną - zabrzmiały niezwykle dynamicznie, śmiało przełamywały schematy melodyczne i harmoniczne, a rozpędzone i wewnętrznie rozwibrowane przywoływały na przemian to nostalgiczny klimat jazz-rocka lat 70-tych (brzmiąc momentami niczym nagrywana wtedy muzyka Milesa Davisa, i grup Return To Forever czy Weather Report), to znów na wskroś nowoczesne poszukiwania na styku jazzu i klubowej elektroniki (spod znaku Isotope 217 czy Cinematic Orchestra). Wyraźnie w tym kierunku zmierzają fascynacje Slawka Jaskulke, którego gra na elektronicznym fortepianie Rhodesa (instrumencie o urokliwym, perlistym, cudownie archaicznym brzmieniu) w najbardziej porywających solówkach przywodziła na myśl Joe Zawinula, Chicka Coreę albo George´a Duke´a. Niejako dla przeciwwagi solowe partia saksofonowe Jakoba Dinesena raczej łamały płynny rytm i spowalniały tempo kompozycji, brzmiąc matowo i chropawo, gubiąc oddech w dygresjach improwizacji, ocierając się o surrealistyczną groteskę. Zdawać się mogło, że saksofonista jest małym dzieckiem, które znalazło swój instrument na podwórku i dmucha weń całkiem spontanicznie i bezwiednie. Chwilami aż się prosiło o wtrącenie melodyjki z “Reksia” czy “Bolka i Lolka”. A jednak dzięki kunsztowi Dinesena i czujnej obecności pozostałych muzyków - którzy nie pozostawiali mu ani za mało, ani za dużo miejsca - całość, nawet w tak wielowątkowych kompozycjach, jak otwierające występ “Attention Shoppers”, zabrzmiała spójnie i przekonująco. Najpiękniejszym momentem koncertu była nastrojowa ballada zatytułowana z francuska “Reve d´hiver”, gdzie cała towarzysząca perkusiście młodzież zaimponowała klasycznym smakiem i wyrafinowaniem. Saksofonowe partie Dinesena urzekały łagodną, pieszczącą płatki uszu melodyjnością, kontrabas Pacana szeptał niczym czuły kochanek, zaś palce Jaskulke potrąciły o uśpione w jego Rhodesie struny najczystszego liryzmu. Kochanowi pozostało jedynie spiąć to wszystko oszczędnym, nie narzucającym się rytmem - i powstała prawdziwa perełka. Niespieszne tempo kompozycji miejscami jeszcze bardziej zwalniało, jej tętno jakby zatrzymywało się, muzycy jakby wahali się przed każdym kolejnym taktem, nutą, wziętym oddechem, przez co miało się wrażenie, że czas wstrzymał swój bieg, opuścił wyznaczone koryto i płynie nie tyle gdzieś w bok czy wstecz, co w kilku kierunkach na raz. Na chwilę muzycy i publiczność znaleźli w innym wymiarze, z którego aż żal było wracać. Występ kwartetu AAJE na scenie POKiS-u po raz kolejny pokazał, że przepaście międzypokoleniowe łatwo zasypać, jeśli tylko ma się czym, jeśli tylko młodym wystarcza umiejętności, a starszym wyobraźni. Bo zamiast pozostawać zaprzysięgłym tradycjonalistą albo równie zawziętym rzecznikiem muzycznej awangardy, bardziej opłaca się czerpać to, co najcenniejsze, i stąd, i stąd. I z przeszłości, która przecież nigdy tak do końca nas nie opuszcza, i z przyszłości, która gdy tylko nadejdzie, od razu przestaje być sobą. Maciej Woźniak Fot. Dariusz Ossowski Podpis pod zdjęciem: Mistrz, perkusista Jacek Kochan skrył się w cieniu, ustępując pola młodzieży.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości