Rozmowa z marszałkiem Adamem Struzikiem o sytuacji, w jakiej znalazło się Mazowsze
Panie marszałku, wszędzie przewija się temat tego, że Mazowsze musi płacić coś takiego jak „janosikowe”. Co to jest?
– Powszechnie wiadomo, że płaci je Mazowsze, ale „janosikowe” to ogólnie pieniądze, które płacą zamożniejsze województwa, powiaty czy gminy. Z województw pieniądze idą do województw, z powiatów do powiatów, a z gmin do gmin. O ile jest wiele powiatów i gmin płacących „janosikowe”, to wśród województw płaci je tylko Mazowsze.
Jak to się stało, że nie macie środków na wrześniową ratę?
– Inaczej postawiłbym to pytanie. Jak to się stało, że przedsiębiorcy z Mazowsza nie mają na podatki, które zasilają budżet województwa, z którego co druga złotówka trafia w tym roku do innych regionów?
Czyli kryzys?
– Oczywiście. W całej tej dyskusji zapominamy że pieniądze w budżecie województwa to nie jakieś wirtualne liczby, tylko podatki płacone na Mazowszu przez działające w naszym regionie firmy. Kryzys wszystkim dał się we znaki – im szczególnie. Efekt jest taki, że mazowieckie firmy płacą coraz niższe podatki. A mniejsze podatki to mniejsze wpływy do budżetu województwa.
I na wrześniową ratę mieliście tylko 127 tys. zł?
– Zgadza się. Tyle mieliśmy wolnych środków po zapłaceniu za realizowane właśnie inwestycje, po przekazaniu dotacji dla naszych placówek i zapłacie bieżących zobowiązań – jednym słowem po zrealizowaniu tego, do czego przede wszystkim jesteśmy powołani jako samorząd województwa. Choć czasem – szczególnie po kolejnych rozmowach z Ministerstwem Finansów – mam wrażenie, że naszym podstawowym zadaniem ma być płacenie „janosikowego”…
A rata to 55 mln zł?
– Tak, tyle musimy do 15. dnia każdego miesiąca oddać do budżetu państwa. I nieważne, czy mamy fizycznie te środki na kontach, czy też nie. Absurd polega na tym, że wysokość tegorocznego „janosikowego” oblicza się na podstawie dochodów sprzed dwóch lat. Tylko, że jeśli po latach koniunktury w gospodarce przychodzi kryzys, dochody sprzed dwóch lat są już mglistą przeszłością i nie mają nic wspólnego z dzisiejszą sytuacją regionu. Jednym słowem rząd Leszka Millera, proponując tę ustawę, zaprojektował ją na czasy dobrobytu. Nie pomyślano, że pewnego dnia samorządy – jak i cały kraj – zmierzą się z kryzysem.
Ale kryzys dotyka w takim samym stopniu wszystkie województwa. Inni nie mówią o takich problemach. – Bo ich nie mają, ponieważ regularnie otrzymują pieniądze od naszych przedsiębiorców. Dochody pozostałych województw są zatem znacznie stabilniejsze od naszych. Co miesiąc wiedzą, ile dostaną z Mazowsza. My nie wiemy, ile wpłynie do nas z tytułu podatku CIT, a aż 85 proc. naszych dochodów stanowi właśnie ten, niestabilny w czasie kryzysu, podatek. Jedynym pewnikiem jest to, że co miesiąc musimy zapłacić kolejną ratę „janosikowego”. To trochę tak jak w tym powiedzeniu, że w życiu pewne są tylko dwie rzeczy – śmierć i podatki.
A jeśli pieniądze nie wpływają od podatników? – Do tej pory zaciągaliśmy kredyt. W tym roku jest to już jednak niemożliwe. Grozi nam bowiem przekroczenie dopuszczalnego progu zadłużenia. Doszliśmy do ściany.
Może trzeba było takiej sytuacji, aby w końcu zmieniono „janosikowe”?
– Być może. Choć koszty, jakie ponieśliśmy, są bardzo wysokie. I nie myślę tu tylko o pieniądzach. Są jeszcze koszty społeczne, polityczne i wizerunkowe. Zmiany powinny pojawić się już wcześniej. Pamiętajmy, że mogło do tego dojść chociażby rok temu, kiedy do Sejmu trafiły dwa projekty zmian w ustawie – przygotowany przez ruch społeczny „Stop janosikowe” i samorządowy. Rozwiązania podaliśmy na tacy. Wystarczyło po nie sięgnąć.
Zmiany poparło 150 tys. osób, tyle podpisów zebrano w akcji „Stop janosikowe”.
– Tak, to dobrze odzwierciedla nastroje społeczne. W tym roku oddajemy co drugą złotówkę – w sumie 661 mln zł. Dla pełniejszego obrazu od 2004 r. pozostałe województwa otrzymały od nas 6,2 mld zł! Nie chcę mówić, ile można by za te pieniądze wybudować, zmodernizować, ulepszyć. To ponad dwa roczne budżety województwa.
Zdaje się, że twórcom ustawy chodziło o solidaryzm społeczny?
– Zapewne tak. Zresztą sam zgadzam się z tą ideą. Uważam, że bogatsi powinni pomagać biedniejszym. Problem w tym, że ta wadliwie skonstruowana ustawa nie przewiduje, że ci bogatsi na skutek kryzysu, z którym walczy cała Europa, mogą już nie być tacy bogaci. A po zapłaceniu „janosikowego” stają się najbiedniejsi. Tak jest dziś z Mazowszem. Po zapłaceniu „janosikowego” wydajemy na inwestycje najmniej spośród wszystkich województw. Czy taki był cel tej ustawy?
Ale inne województwa potrzebują wsparcia.
– Zgadza się. Tylko trzeba zadać pytanie, czy rolą Mazowsza jest niwelowanie strat wyrządzonych przez kryzys w pozostałych województwach. Czy kosztem własnego rozwoju i zadłużania mamy ratować innych? Jak długo mamy w tym wyręczać państwo? Czy tylko nasze województwo ma odczuwać skutki kryzysu?
Przeciwnicy powiedzą, że to na Mazowszu mamy najwięcej firm i inwestorów.
– Proszę powiedzieć to mieszkańcom ponad stu najbiedniejszych gmin z Mazowsza, obszarów z największym bezrobociem, ludziom z gmin ściany wschodniej. Mazowsze to nie tylko Warszawa. Niestety, niektórym politykom, którzy nie za często wyjeżdżają poza opłotki stolicy, wydaje się, że Mazowsze to kraina mlekiem i miodem płynąca. To nieprawda. To region olbrzymi i niezwykle zróżnicowany. Jeszcze kilka lat temu jako jedyne województwo w kraju oprócz środków unijnych przekazywaliśmy do mazowieckich samorządów lokalnych pieniądze z budżetu województwa. Budowano z nich drogi, kanalizacje, wodociągi, remontowano szkoły i przedszkola. Zamiast na „janosikowe” powinniśmy właśnie na takie cele przekazywać pieniądze.
A gdyby ściągnąć jeszcze więcej firm, jeszcze więcej inwestorów zagranicznych?
– Absurd tych przepisów polega na tym, że niewiele by to dało. Analizowaliśmy dane na wszelkie sposoby i okazuje się, że nawet gdyby nasze dochody się podwoiły, ta „janosikowa gilotyna” zabrałaby tyle, że w kasie województwa zostałoby raptem odrobinę więcej niż obecnie.
To znaczy?
– Spróbuję zobrazować. Jeśli Mazowsze się rozwija i osiąga więcej ponad średnią krajową dochodów podatkowych województw na jednego mieszkańca – załóżmy 220 proc., a może prościej np. 220 zł, to 95,5 zł trafia do budżetu państwa w ramach „janosikowego”, a na Mazowszu zostanie 124,5 zł. Wie Pan, ile by zostało, gdyby dochody osiągnęły 250 proc. średniej krajowej? 1,5 zł więcej! A na „janosikowe” poszłoby 124 zł – czyli o 29,5 zł więcej. Wygląda na to, że nie należy się rozwijać. Dobrze zobrazował to jeden z dziennikarzy, pisząc, że nawet gdyby ściągnąć na Mazowsze siedzibę Google, nie zmieniłoby to naszej sytuacji finansowej, bo nadwyżkę zjadałoby „janosikowe”. Czy to nie absurd?
Mało optymistyczne. Ale przeciwnicy polityczni twierdzą jednak, że „janosikowe” to nie jedyny powód problemów.
– Taka rola przeciwników politycznych. W końcu pojawiła się sposobność, aby zaatakować Struzika, z czego chętnie korzystają ci najbardziej sfrustrowani. Cóż, tak to jest w polityce. Kryzys to z jednej strony prawdziwa próba dla rządzących, z drugiej – idealne warunki dla opozycji do atakowania i obarczania rządzących całym złem tego świata. Problem w tym, że od pokrzykiwania opozycji sytuacja firm z Mazowsza się nie poprawi, pieniędzy w budżecie też nie przybędzie. Mogą za to zaszkodzić sprawie.
Czyli?
– Odwracając kota ogonem, odsuwają uwagę społeczną od problemu „janosikowego”. Sprawy będą ważyć się w Sejmie, a przeciwnicy zmian, których niemało – bo z pieniędzy z Mazowsza korzystają wszystkie pozostałe województwa – dostają gotowe kontrargumenty. Nie rozumiem więc, w czyim interesie działają nasi mazowieccy radni z opozycji.
Nie ma Pan poczucia, że za dużo pieniędzy przeznaczono na administrację? Że można było inaczej wydawać pieniądze? – Powiem krótko – średnio utrzymanie urzędu marszałkowskiego w Polsce kosztuje obywatela 14 zł. Na Mazowszu jest to ok. 9 zł. Skończmy więc tę szkodliwą dla Mazowsza nagonkę. Radni opozycji chcą zaszkodzić mnie, ale swoim działaniem szkodzą całemu Mazowszu. Jeśli przegramy batalię o zmianę „janosikowego”, będą musieli wytłumaczyć mieszkańcom regionu, dlaczego do tego doprowadzili.
Premier chyba już dał zielone światło?
– Tak, rząd w końcu otwarcie mówi o potrzebie zmian. Nasz głos przebił się do szerokiej opinii publicznej, nasze argumenty zostały przyjęte, a rząd przyznał, że system jest wadliwie skonstruowany i uniemożliwia nam normalne funkcjonowanie.
Będą zmiany?
– Mamy nadzieję, że tak. Pytanie tylko – kiedy? Aby wyjść naprzeciw stronie rządowej, zaprosiłem do wspólnej debaty samorządowców z gmin i powiatów Mazowsza płacących „janosikowe” oraz przedstawicieli akcji „Stop janosikowe”. Podczas środowego spotkania opracowaliśmy konieczne, naszym zdaniem, poprawki do obecnie obowiązującego prawa. Wszystkie te sugestie i gotowe rozwiązania strony samorządowej i społecznej przekażemy premierowi Donaldowi Tuskowi. Mam nadzieję, że przyspieszy to prace nad zmianami w ustawie. Rozmawiała Halina Napora
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze