Reklama

Jaki oficer, tacy żołnierze... - Niesubordynacja w szeregach SLD?

24/04/2003 14:34
Oto reakcja łańcuchowa. Najpierw radny Stanisław Nawrocki protestuje i opuszcza podczas lutowej sesji miejskiej Klub Radnych SLD, bo nie podoba mu się zachowanie i postępowanie pozostałych członków klubu. Potem topnieje prowadzone przez niego Koło, uszczuplając szeregi płockiej Lewicy o około 40 członków, bo razi ich funkcjonowanie całej partii.Nasuwa się wniosek: jaki przewodniczący, takie Koło. Choć może to jeszcze za wcześnie na wyciągnie wniosków, nie wiadomo bowiem, czy to już koniec reakcji. Członkowie Koła nr 15 już od dłuższego czasu nie kryli swego niezadowolenia ze sposobu funkcjonowania partii i traktowania ich jako członków SLD. Czarę goryczy przelało w końcu 17 marca partyjne zebranie. Obowiązkiem przewodniczącego każdego partyjnego koła jest m.in. zdawanie relacji z wewnątrzpartyjnych spotkań na różnego rodzaju szczeblach. Stanisław Nawrocki zapoznał więc wszystkich zebranych z treścią swojego krytycznego, pełnego zarzutów pod adresem kierujących partią, przemówienia na lutowym zjeździe miejskim. - Żaden z prominentnych działaczy SLD, obecnych na tym spotkaniu, nie zajął stanowiska, co do kwestii poruszonych w wystąpieniu - twierdzi Stanisław Nawrocki. To wzburzyło członków “Piętnastki”. Dyskusja doprowadziła w końcu do podjęcia uchwał, w których czytamy, że w opinii członków koła 15 “władza SLD przestała być reprezentantem ich interesów, a fakt, że w jej kierownictwie znalazły się osoby bądź to skazane, bądź takie, przeciwko którym zostały wdrożone postępowania karne, bądź mają związek z próbą fałszerstwa wyborczego w ostatnich wyborach samorządowych, kładzie się cieniem na całą partię i wszystkich jej członków.” Wyjściem z sytuacji było albo radykalne opuszczenie szeregów SLD, na co zdecydowało się 6 osób, bądź ostrożne zawieszenie swojego członkostwa do czasu, kiedy przyczyny te ustaną, co też uczyniła reszta. Zanim jednak koło się “rozpadło”, członkowie podjętą uchwałą zsolidaryzowali się też z decyzją opuszczenia przez swojego przewodniczącego Klubu Radnych SLD-UP-WiD, uznając jego motywy za uzasadnione. Na koniec koło postanowiło swoje środki pieniężne przekazać na cel dobroczynny. 500 zł trafiło na konto płockiego Hospicjum. - Tam, gdzie oficer, tam jego żołnierze. Był to zdroworozsądkowy odruch ludzi normalnie myślących, nie zobowiązanych żadnymi obietnicami, ani układami. Koło nr 15 tworzyli ludzie inteligentni, nauczyciele, przedstawiciele instytucji kulturalnych, zwykli pracownicy. Połowa miała wyższe wykształcenie. Poniżej średniego nie było nikogo. To była decyzja poważnych i świadomych ludzi, którzy nie chcieli być kojarzeni z “przekrętami” - komentuje sytuację Stanisław Nawrocki, który twierdzi, że jeszcze nie wypisał się z SLD. Jak tłumaczy, musi najpierw pozałatwiać wszelkie formalności związane z rozwiązaniem koła, zawieszeniem członkostwa ludzi, albo całkowitym wykreśleniem. Wojciech Hetkowski, stojący na czele płockiej Lewicy stwierdził z kolei, że Stanisław Nawrocki po osiągnięciu sukcesu i objęciu stanowiska przewodniczącego Rady Miasta złożył rezygnację z członkostwa w SLD. Dodał też, że przyjął rezygnację kilku członków Koła nr 15, którzy wcześniej pisali do niego listy, że jeśli nie “załatwi” im pracy, to opuszczą szeregi SLD. Dowiedzieliśmy się jednak, że Koło nr 15 formalnie się nie rozpadło. Pozostali w nim jeszcze ludzie, którzy nie chcą żadnych zmian. Nawrocki przekazywał członkom swój punkt widzenia funkcjonowania partii. Jeśli członkowie koła mieli zastrzeżenia do konkretnych osób, mogli zaprosić ich na zebranie swojego koła, by sprawę wyjaśnić. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. A przecież nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko i wiedzą, czego inni chcą. Będziemy wkrótce rozmawiać z członkami Koła nr 15 - przekonuje Wojciech Hetkowski. W tej partii jest ponad 1200 osób A dlaczego nikt nie zareagował na wystąpienie przewodniczącego Koła nr 15 na lutowym zjeździe miejskim SLD? -Na zjeździe Nawrocki miał prawo do zabrania głosu. To odpowiednie forum na przedstawienie własnych racji. Ale ten delegat swoim wystąpieniem nikogo nie przekonał na tyle, żeby dyskutować z nim na ten temat, choć dla mnie to były pewne wytyczne. Mógł się nie zgadzać z tym, co ja proponowałem, jednak po zjeździe nie mógł przewidzieć, co jako przewodniczący płockiej lewicy zamierzam robić i w jakim kierunku działać. Z drugiej jednak strony bogate doświadczenie partyjne Nawrockiego pokazuje, że przez wiele lat nigdzie nie mógł znaleźć poparcia dla swoich pomysłów. Nie dziwi frustracja, a za zmiany poglądów politycznych nie można mieć pretensji - twierdzi przewodniczący płockiego SLD, który zdradził, że wcześniej prowadził rozmowy z Nawrockim, na temat wizji kierunku rozwoju partii, widział go nawet na miejscu wiceprzewodniczącego. Skończyło się jednak na dyskusji na temat poetyckiej twórczości Nawrockiego. Rozmowy nie przyniosły porozumienia, a wkrótce Klub Radnych SLD się zmniejszył. - SLD pomimo wielu problemów, nadal pełni ważną funkcję i w kraju i w mieście. W naszych szeregach są ludzie, którzy mentalnie nie dorośli do partii, lub tacy, którzy chcą załatwiać swoje interesy. To się skończy. Pożegnamy ich z radością, nie będzie wtedy zbędnego balastu przy wyborach parlamentarnych, unijnym referendum, czy wyborach do rad osiedli - zapewnia Hetkowski. W tej partii jest ponad 1200 osób. Na zarządach przyjmowane są nowe osoby. Liczba członków może ulec zmianie. Będą stawiane większe wymagania. Jakie? Przewodniczący SLD zapowiada, że nie będzie żadnej czystki. - Ale nowi członkowie wiedzą, co znaczy przynależność do partii. Zapytałem ostatnio nowicjusza, czy teraz chciałby dostać pracę. Usłyszałem, że najpierw chciałby przekonać, że warto w niego zainwestować. Chciałby też podzielić się swoimi spostrzeżeniami i uwagami, co zmienić w Płocku, by żyło się wszystkim lepiej - kończy z dumą Wojciech Hetkowski. Blanka Stanuszkiewicz Fragmenty wystąpienia Stanisława Nawrockiego na zjeździe SLD (...) Partia o aspiracjach i programach lewicowych tj. bliskich sprawom ludzi biednych, potrzebujących pomocy, jakże szybko stała się organizacją reprezentująca interesy oligarchii partyjnej. A jedynym rzeczywistym celem, dla którego taka partia istnieje, jest posiadanie władzy za wszelką cenę. Nawet jeżeli metody jej zdobycia lub utrzymania ocierają się o przestępstwo, co pokazały ostatnie wybory samorządowe w Płocku. Nie można się temu dziwić, skoro w SLD jest tak wiele tolerancji dla członków, których poczynania przekroczyły granice prawa, a mimo to, nie chcą się rozstać ze świecznikiem. Nawet ci, których zdekonspirowano, szybko przechodzą z jednej pracy do drugiej - oczywiście lepszej! Póki co - na pytanie, czy SLD dzisiaj jest tą samą partią, co w 1999 roku, należy odpowiedzieć, że nie tą samą!
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości