Czy można sobie wyobrazić szkołę, która kończy się jakimś poważnym egzaminem, którego założeń w momencie rozpoczęcia nauki uczniowie nie znają? Można, a nawet trzeba. W takiej sytuacji są w tej chwili uczniowie klas pierwszych 4-letniego liceum i 5-letniego technikum, czyli uczniowie szkół średnich na podbudowie niedawno powołanej 8-klasowej szkoły podstawowej, którzy w roku 2023 będą zdawać egzamin maturalny, nie wiadomo, jaki. Nie jest to pierwsza tego typu sytuacja. Paręnaście lat temu było podobnie, a przy władzy był ktoś z dzisiejszej opozycji, chyba SLD. Wtedy sytuacja była trudniejsza, bo szkoła średnia trwała krócej i trudniej było nadrobić stracony czas. Oczywiście uczyć można i bez znajomości reguł egzaminu. Fundamenty kształcenia wyznacza przecież „podstawa programowa”. Można, ale w normalnym kraju, gdzie uczy się normalnie i sprawdza wiedzę też normalnie.
U nas taka nauka obarczona jest dużym ryzykiem, przynajmniej z tak niewdzięcznego przedmiotu jak „język ojczysty”, który spełnia w szkole wiele funkcji. Jest kursem literatury, filozofii, sztuki, językoznawstwa ogólnego, retoryki, gramatyki, teorii komunikacji, wiedzy o mediach, w tym o reklamie, i diabeł wie jeszcze czego, a na wszystko przewidziano 4 godziny w tygodniu. Do tego trzeba jeszcze nauczyć pisać tak dziwacznych form, całkowicie bezużytecznych z punktu widzenia kariery zawodowej abiturienta, przyszłego prawnika, urzędnika, lekarza, leśnika, jak analiza i interpretacja wiersza, analiza porównawcza dwóch wierszy, analiza porównawcza dwóch fragmentów prozy. To są formy (jeszcze nie wszystkie!), które tłucze się w szkole do dziś, a są pomysłem naszej Jaśnie Oświeconej opozycji (że też nie ma kary na tych, którzy powymyślali te brednie). Kiedyś było jeszcze gorzej – przez jakieś dziesięć lat „doskonalono” w szkole „formy pisarskie” w których młodzi ludzie w wieku rozrodczym zastanawiali się nad tak doniosłymi sprawami jak te, „w jaki sposób artysta opisał Zosię, Telimenę, Jagnę”, albo porównywali „dwa opisy drogi, lasu, łąki” i tym podobne bzdury – przez całą dekadę (2005-2015).
Taka była edukacja humanistyczna, wyznaczona przez kryteria egzaminu maturalnego niestety, z nadania wszystkich dotychczasowych opozycyjnych mądrali. Niech ich szlag trafi za to, co zrobili polskiej szkole przez ostatnie 20 lat. Na co stać nową władzę, jeszcze nie wiemy. Na razie uczniowie klas pierwszych popodstawówkowych prezentują się nieźle, są dobrze zmotywowani do nauki i zdyscyplinowani, choć wyglądają też na mocno zmęczonych chłonięciem przeładowanych programów. A co z ich maturą? W ostatnim tygodniu niespodziewanie pojawił się komunikat CKE, że od roku 2023 pułap zaliczenia egzaminu pozostanie na poziomie 30%, czyli nic się nie zmieni, jedynie dodano wymóg zaliczenia poziomu rozszerzonego, też na 30% (wielkie hola!). Na temat ważniejszych spraw władza milczy. Poprzednia chciała z wszystkich zrobić interpretatorów poezji, chodzą słuchy, że obecna z tego nie zrezygnuje, ale dodatkowo wszyscy zostaną krytykami literackimi. Na maturze ma się bowiem pojawić „szkic krytyczny”, którego nawet nauczyciele nie potrafią na razie napisać. Zamiast tzw. „rozprawki” ma być jakaś „wypowiedź argumentacyjna” (co za bies?). I pomyśleć, że były czasy, kiedy „czytało się tylko mądre książki” i pisało po prostu dobre „wypracowania”, a w nich badało prawdziwie ważne problemy filozoficzne, etyczne, społeczne. A teraz? Na pierwszym planie „rola środków artystycznych”, „wpływ sytuacji komunikacyjnej na kształt komunikatu”, „sposób osiągania efektu perswazyjnego”. Analiza formy zastąpiła badanie treści, a człowiek przez to robi się coraz bardziej pusty. Czy ktoś zatrzyma to szaleństwo?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze