Walka z wirusem trwa. Co prawda Chińczycy komunikują, że u nich epidemia już się kończy, ale w innych krajach, w tym u nas, dopiero się zaczyna. W jakimś sensie nam powinno być łatwiej przewidzieć pewne sytuacje i zastosować odpowiednie środki, których z jednej strony przez zaskoczenie, z drugiej przez lekkomyślność nie przewidzieli i nie zastosowali choćby Włosi, dlatego u nich sytuacja jest tak poważna. Dobrze się stało, że zamknięte zostały szkoły, przedszkola i żłobki, choć nie brakuje maruderów, takich jak choćby była minister oświaty, pani Krystyna Szumilas, którym wydaje się, że potrafiliby lepiej zadziałać, mając na karku tak dramatyczną sytuację (wszyscy kandydaci na prezydenta też prężą muskułki chcąc pokazać, co to by nie zrobili, gdyby mogli). Zarzuty pani Szumilas są infantylne, jak infantylne było jej zarządzanie oświatą. „To decyzja kompletnie nieprzygotowana”. A jak miałaby być przygotowana, kiedy działać trzeba szybko, natychmiast, bez zwłoki, z godziny na godzinę? Pani Szumilas ma czas na rozmyślanie o działaniach
„osłonowych”, martwi się też tym, że „nie padła propozycja dotycząca nauczania on-line przez te dwa tygodnie przerwy”. Nie musiała, droga Pani, bo nauczyciele nie są w ciemię bici i takie metody stosują od dawna, nie czekając na Pani pozwolenie. I będą je stosować teraz, już stosują, w poczuciu odpowiedzialności za dzieci i młodzież.
Bez odpowiedzialności nie poradzimy sobie, a z tym może być różnie. Na pewno wiele działań władz jest spóźnionych. Kto wie, czy stan wyjątkowy, czy jakby go tam nie nazywać, nie powinien być wprowadzony wcześniej (czy w ogóle jest już wprowadzony?). Granice powinny być zamknięte, miasta objęte kwarantanną, ruch ograniczony do minimum. Jeżeli Chińczykom udało się zdusić epidemię, a wiele wskazuje, że tak, to tylko dzięki ogromnej dyscyplinie. W najbardziej narażonych na rozprzestrzenianie się wirusa miastach i regionach życie zamarło na ponad 45 dni. U nas i w europejskich miastach ulice wciąż są pełne, a granice otwarte. Nawet w momencie, kiedy ryzyko było już bardzo realne, odbywały się mecze, koncerty,
wycieczki, niektórzy mieli nieodpartą potrzebę, aby polecieć na wczasy właśnie do regionów objętych strefą podwyższonego ryzyka. Zamiast, będąc na świeczniku, dać przykład gotowości do samoograniczenia chłopisko zwane marszałkiem senatu nie mogło się powstrzymać od potrzeby wywczasowania się tam, gdzie szaleje zaraza.
Mimo że pan Marszałek zachował się jakby mu szelki jeszcze z ramion spadały, to w swoim środowisku politycznym spotkał się z dużym zrozumieniem. Oby nie wzięła z niego przykładu młodzież i zamiast korzystać z dobrodziejstwa, jakie oferują jej w czas morowy nauczyciele w postaci nauczania on-line przed maturą, nie zaczęła się wczasować, bo może się to tak skończyć jak we Włoszech. Strzeż nas, Panie Boże, już nie tylko od zarazy, ale i od takich lekkomyślnych marszałków, którym ego puchnie wraz z objęciem urzędu tak mocno, że przed lekkomyślnością nie może ich powstrzymać nawet epidemia. A przecież to dziwne ustrojstwo trzeba zniszczyć wszelkimi siłami. Przyszło przez lekkomyślność, to niech chociaż odejdzie przez odpowiedzialność i dyscyplinę.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze