Reklama

Jak to z Dromostem było...

20/05/2004 12:24
Ogólnopolskie media sporo uwagi poświęcały ostatnio osobom z byłych lewicowych zarządów miasta Płocka. Jednym z najbardziej nośnych medialnie tematów była kwestia prywatyzacji spółki Dromost. Dotychczas opierano się głównie na cytowaniu zarzutów, jakie stawiała ostrołęcka prokuratura byłym członkom zarządu. Bardzo niewielu dziennikarzy pokusiło się o rzeczową, głębszą analizę kwestii. Tygodnikowi Płockiemu jako pierwszemu udało się też uzyskać oficjalne stanowisko w tej sprawie Stanisława J., byłego prezydenta miasta Płocka.
Akt oskarżenia przeciw byłym członkom zarządu miasta trafił do Sądu w Żyrardowie. Andrzejowi R. obecnie prezesowi Orlen Gazu, Zygmuntowi B. pełniącemu funkcję zastępcy prezesa spółki ZE, Krzysztofowi K., Jarosławowi P., płockiemu adwokatowi, Wojciechowi Ch. oraz Stanisławowi J. – prezesowi PERN-u prokuratura postawiła zarzuty z art. 231 paragrafu 1 kodeksu karnego, dotyczącego przekroczenia kompetencji w czasie prywatyzacji upadłej obecnie spółki Dromost.
Od początku lat 90 Dromost, na początku jako zakład komunalny, potem jako spółka, podlegał pod gminę Płock. Zatrudnienie miało w nim ponad 170 pracowników. Do spółki należało kilka procent udziałów, lwia większość zaś do gminy płockiej. W maju 1998 roku zarząd miasta, którym kierował prezydent Stanisław J. w imię uchwały miał poinformować radę miasta o planach i decyzjach wobec Dromostu. W lipcu 1999 roku odbyło się Walne Zgromadzenie Wspólników Spółki. Jego przewodniczącym został Jarosław P., prawnik, zasiadający w zarządzie miasta. Na spotkaniu Tadeusz Kobierecki, prezes Dromostu ocenił wartość jednego udziału w spółce na 50 zł. Pozwoliło to na zwiększenie kapitału firmy, w której najwięcej do powiedzenia miał Zarząd miasta Płocka. Siedmioosobowy zarząd przystał na utworzenie 16 tys. nowych udziałów, jednak nie wykazał później nimi zainteresowania. Trafiły do nowego prywatnego inwestora – Andrzeja Bielickiego, szefa Ajmeksu. – Dobrze, że trafiły one do inwestora z Płocka – komentuje Stanisław J., kierujący wcześniej zarządem miejskim, a obecnie prezes PERN “Przyjaźń” S.A..

Prokuratorska lupa
Niestety, “Dromost” w 2002 roku upadł. Pracę straciło wielu ludzi. W grudniu tegoż roku sprawą prywatyzacji Dromostu zajęła się prokuratura w Ostrołęce (powodem było zachowanie bezstronności, ponieważ wśród podejrzanych osób był też adwokat, zasiadający w zarządzie miasta). Prokuratura wszczęła śledztwo z artykułu 231 paragraf 1 kodeksu karnego, biorącym pod lupę “funkcjonariuszy publicznych, którzy przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działali na szkodę interesu publicznego lub prywatnego”. Powołany przez prokuraturę specjalista - inżynier wyliczył, że na operacji przekazania Dromostu prywatnemu inwestorowi, Płock stracił ponad milion złotych.
Prokuratura zarzuciła też ówczesnemu zarządowi miasta, że nie miał on prawa samodzielnie decydować o sprywatyzowaniu spółki, miał za to obowiązek powiadomić o rezygnacji z udziałów radę miasta.

Nie ryzykował
Akt oskarżenia postawiono trzem ówczesnym wiceprezydentom: (Wojciechowi Ch. Krzysztofowi K. i Zygmuntowi B. oraz Jarosławowi P., Andrzejowi R. i Sylwestrowi W.) Prokuratura nie mogła przedstawić zarzutów ówczesnemu prezydentowi Stanisławowi J., który przez dwa lata nie stawiał się na wezwania, tłumacząc się złym stanem zdrowia. W kwietniu br. stawił się jednak w Ostrołęce.
- Jestem chory na nadciśnienie tętnicze. Powoduje ono wysokie nadciśnienie, prowadzące do poważnych konsekwencji zdrowotnych, co też napisało mi kilku biegłych w zakresie medycyny sądowej. Wiele osób piastujących urzędy cierpi na tę chorobę. Pozwala mi ona pracować, ale objawia się w chwilach dużego stresu. To jest moje ryzyko, którego się nie wstydzę, ale się go boję. Teraz jestem w lepszej kondycji zdrowotnej niż dwa lata temu, więc mogłem się w końcu stawić w prokuraturze – tłumaczy Stanisław J.
Tomasz Mierzyński, prokurator i rzecznik prasowy prokuratury w Ostrołęce potwierdza tę informację.
– Prowadzone przez nas śledztwo zostało praktycznie zakończone. Akt oskarżenia wystosowaliśmy już przeciwko sześciu osobom. Sprawą dalej zajmie się sąd w Żyrardowie. Postępowanie w sprawie siódmego oskarżonego - Stanisława J. powinno być zakończone do końca maja. Śledztwo może być odnowione, w przypadku gdy pojawią się nowe wnioski dowodowe. Jeśli nic nowego do sprawy nie zostanie dodane, do końca maja akt oskarżenia Stanisława J. trafi do sprawy pozostałych sześciu oskarżonych.

Nagonka
W chwili, gdy sprawą prywatyzacji i udziałów Dromostu zajęła się ostrołęcka prokuratura, w niektórych mediach pojawiły się przeciwko oskarżonym, związanym z płocką lewicą, artykuły, zwracające uwagę na niedopełnianie obowiązków poprzedniego zarządu miasta, niepoinformowanie o decyzjach w sprawie Dromostu rady miasta, która również może decydować o majątku komunalnym Płocka, oraz na narażenie na milionowe straty gminy.
- To wszystko nieprawda. Rada miasta była informowana o decyzjach w sprawie Dromostu. Nikt nie przekraczał żadnych kompetencji, działaliśmy w oparciu o prawa kodeksu handlowego. Dziś tak samo byśmy postąpili i też byśmy miasta nie narazili na straty. Stwierdzam niekompetencje aktu oskarżenia prokuratury. Powołany przez nią rzeczoznawca wprowadza do sprawy wiele błędów. Przede wszystkim źle wyliczył majątek firmy, ponieważ większość urządzeń była brana w leasingu, a nie byłą własnością Dromostu. Teraz, kiedy firma upadła, gmina nie musi nic dopłacać -– przekonuje Zygmunt B.
Podobnie Andrzej R. nie czuje się winny. Twierdzi, że “to, co znalazło się w akcie oskarżenia, nie miało miejsca, a jest to jedynie efekt zapotrzebowania politycznego”. - Gdybym dziś miał głosować po raz kolejny, znów byłbym za Jarosławem P. jako przewodniczącym Walnego Zgromadzenia, bo tylko w takim głosowaniu uczestniczyłem – powiedział.
Stanisław J. przyznaje, że gdyby miał podejmować ponownie decyzję w sprawie Dromostu, byłaby ona taka sama. – Dziś doświadczony tą nagonką otworzyłbym jeszcze szerzej drzwi, żeby wszyscy widzieli i słyszeli. Dromost był spółką o słabej kondycji finansowej. Trzeba było do niej wprowadzić zastrzyk kapitału. Można było doprowadzić inwestora strategicznego. My wybraliśmy podniesienie udziałów, godząc się tym samym na propozycję zarządu tej spółki. Dobrze, że kupił ją płocki inwestor. Niestety, pewnie słaba dbałość właściciela doprowadziła do tego, że Dromost upadł. Ten fakt jednak jeszcze bardziej mi uświadamia, że podjęliśmy trafną decyzję. Teraz miasto ponosiłoby konsekwencję kosztów likwidacji tej spółki, której ogromna ilość maszyn była wzięta w leasingu, czyli de facto nie była jej własnością. Płock nie płaci dziś rat, tylko Ajmex ponosi koszty upadłości. Szkoda jest jednak ludzi, którzy stracili pracę. Zarzuty prokuratury, według mojej oceny, są niewłaściwe, ponieważ kodeks handlowy wyraźnie daje uprawnienia radzie nadzorczej i walnemu zgromadzeniu wspólników i te organy podjęły w tym przypadku decyzję. Kolejny zarzut, o którym się wspomina, to niepowiadomienie rady miasta o decyzjach podjętych w sprawie Dromostu. Zgodnie z prawem zarząd nie musiał tego robić, a jednak powiadamiał. Niektórzy radni poprzedniej kadencji (także z opozycji) pamiętają o tym i stwierdzili to w zeznaniach w prokuratorze. Niektórzy nie pamiętają, inni nie chcą pamiętać - tłumaczy rozgoryczony Stanisław J.
Ówczesny prezydent Płocka uważa ponadto, że gdyby rada miasta miała jakieś wątpliwości, nie udzieliłaby zarządowi dwukrotnie absolutorium. Na stwierdzenie, że była to błędna decyzja, odpowiada, że w samorządzie podejmuje się dziennie wiele decyzji. - Można się pomylić i nawet jeśli popełniłem błąd, to czy zasłużyłem na taką nagonkę? Teraz też nikt nie patrzy na to, co pozostało po mojej kadencji, oraz jak pracuję w PERN-ie. Zobaczymy ile dobra pozostanie po innych – przekonuje Stanisław J.

Zdaniem specjalisty
- Od początku śledztwo prokuratury było jednokierunkowe (nie ma wielowątkowości). Nie weryfikowało innych wersji procesowych. Prokuratura w całości oparła swoje stanowisko w sprawie, na uzyskanej opinii prawnej biegłego mgr inż. Piskorskiego, pomimo, że stwierdzenia zawarte w tej opinii zawierały szereg wątpliwości natury zarówno prawnej, jak i ekonomicznej. Przykładem na to, że postępowanie było prowadzone w sposób jednokierunkowy (wręcz tendencyjny) jest fakt, że prokuratura nie zweryfikowała procesowej opinii prawnej, uzyskanej przez podejrzanych w tej sprawie, a która została sporządzona na ich zlecenie przez niekwestionowane autorytety prawne profesora Okolskiego i doktora Modrzejewskiego. Autorzy tej opinii zakwestionowali podstawy prawne dla formułowania zarzutów stawianych osobom podejrzanym w tej sprawie. W takiej sytuacji, wobec rozbieżności opinii, prokuratura powinna “uprocesowić” opinię “prywatnych” biegłych, poprzez przesłuchanie ich w charakterze świadka, na okoliczności dotyczące rozstrzygnięcie tej opinii. Prokuratura natomiast przesłuchała jednego z biegłych, na okoliczność o charakterze formalnym, dotyczącą tego, kto zlecił sporządzenie tej opinii. Prokuratura powinna również rozpatrzyć celowość powołania “superarbitra”, biegłego, który rozstrzygnie takie rozbieżności między obiema opiniami – stwierdził adwokat dr Ryszard Kuciński.
W opinii prawnej wystawionej przez profesora Józefa Okolskiego i doktora Jerzego Modrzejewskiego (która sporządzona została m.in. w oparciu o akt założycielski spółki, protokół z Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników “Dromost”, uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału spółki, a także opinię biegłego, mgr inż. Grzegorza Piskorskiego w sprawie przekroczenia uprawnień przez członków zarządu miasta,) czytamy, iż “podejmując uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego i następnie nie obejmując nowo utworzonych udziałów, członkowie Zarządu Miasta Płocka nie naruszyli prawa i działali w granicach uzasadnionego racjonalnego ryzyka gospodarczego”.

Murem za prezesem
Ostatnio spośród wszystkich członków byłego zarządu miasta, głównym celem ataków jednej z gazet ogólnopolskich stał się Stanisław J. Przypadkowo (?) zbiegło się to z wyborem zarządu PERN “Przyjaźń” S.A. na kolejną, 3-letnią kadencję. Kadencja obecnego zarządu kończy się w drugiej połowie czerwca; zgodnie z ustawą o prywatyzacji rada nadzorcza musiała ogłosić konkurs. Swoje oferty pracy złożył obecny zarząd PERN jeszcze w marcu. Rada przeprowadziła rozmowy kwalifikacyjne i... na tym sprawa się zakończyła. Przyszłość prawdopodobnie ostatniego (personalnie) płockiego zarządu w firmie stanęła pod dużym znakiem zapytania.
- Cała ta sztucznie wywoływana w mediach sprawa napełnia mnie sporym niesmakiem – nie kryje swojego zdania Zenon Kijuć, szef Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników PERN “Przyjaźń” S.A., największego z trzech funkcjonujących w firmie.
- Nie rozumiem, dlaczego na siłę próbuje się powiązać sprawę Dromostu, która dotyczy rzeczy sprzed lat kilku, z aktualnym funkcjonowaniem naszego zakładu. Zakładu, który, co jest warte podkreślenia, pod wodzą obecnego prezesa notuje tak znakomite wyniki finansowe, jakich chyba nigdy nie miał. Powiem więcej, gdyby nasze przedsiębiorstwo funkcjonowało na giełdzie i odwołano by nam prezesa, który tak dobrze prowadzi firmę, natychmiast jako związki skierowalibyśmy sprawę do prokuratury. To jedno. Po drugie dziwi mnie inercja rady nadzorczej. Sprawa powołania zarządu na kolejną kadencję powinna być dawno rozstrzygnięta: albo na tak dla obecnego zarządu, albo na tak dla jakiegokolwiek innego zarządu. Bo sytuacja, w której się tak ważne decyzje odwleka, nie służy dobrze ani tej firmie, ani pracy w niej realizowanej. Sprzyja jedynie domysłom i plotkom.

Co dalej?
Wszyscy zainteresowani tą sprawą życzyliby sobie, aby trafiła ona w końcu na wokandę i żeby sąd po pięciu latach wydał sprawiedliwy wyrok. Okazuje się, że to również nie jest proste. Sprawa przeciwko sześciu oskarżonym z prokuratury w Ostrołęce trafiła do sądu w Żyrardowie. Przez blisko rok nie mogła się odbyć, ponieważ jeden z wezwanych – Sylwester W. systematycznie nie odbierał wezwań. Sąd w Żyrardowie przekazał sprawę do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Stąd akta wróciły znów do Żyrardowa. Najprawdopodobniej pod koniec maja dotrze akt oskarżenia siódmego podejrzanego w sprawie. – Nadal nie wiadomo, kiedy dojdzie do procesu. Mamy zajęte wszystkie terminy. Choć jest to dla nas sprawa priorytetowa, być może będzie można się nią zająć nie wcześniej niż w połowie lipca – powiedziała przewodnicząca Wydziału Karnego, sędzia Iwona Grabowska z Sądu Rejonowego w Żyrardowie.
Blanka Stanuszkiewicz
Tomasz Szatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości