Reklama

Jak się wydostać z kredytowej pętli? - Przegrałam swoje życie

13/05/2002 10:57
Pani W. przyszła do redakcji zapłakana. – Jak wy mi nie pomożecie, to już nikt mi nie pomoże, a ja zrobię sobie coś złego. Zmarnowałam sobie życie i choć teraz nie wiedzę żadnej nadziei, to tak sobie myślę, że może znajdzie się ktoś, kto zechce mi pomóc. Ja nie jestem żadną oszustką, myślałam, że sobie poradzę, ale stało się inaczej.Pani W. pracuje w jednym z największych płockich zakładów i zupełnie przyzwoicie zarabia. Dzieci są już dorosłe, poszły na swoje i jakoś sobie radzą. Ona też by sobie dobrze radziła wraz z mężem, gdyby nie fakt, że mąż zachorował na stwardnienie rozsiane. - Początkowo żyliśmy z oszczędności – opowiada. – Mąż był w szpitalu w Warszawie i potrzeby były coraz większe. Wzięłam pierwszy kredyt, potem drugi. Nieźle zarabiam, więc problemów z tym nie było. Potem wzięłam trzeci po to, by spłacić ten pierwszy, i tak dalej. W pewnym momencie okazało się, że nie ma pieniędzy, a banki domagają się spłaty kredytów. Wpadłam w popłoch, wzięłam pieniądze z jednej z firm, ale ten kredyt był bardzo drogi, też trzeba go spłacać. Wreszcie trafiłam na fundusz. Miał w nazwie słowo europejski i obiecywano szybki i wysoki kredyt. Zapożyczyłam się, wpłaciłam tysiąc złotych, bo policzyłam, że wystarczy mi pieniędzy by oddać cały dług. Fundusz spłacałabym z mojej pensji. Niestety okazało się, że to wyrzucenie pieniędzy, w błoto. Nie dosyć, że nie dostałam kredytu, to nie mogę odzyskać tysiąca złotych. Czego się nie dotknę, to wpadam w następne kłopoty. Na razie do pani W. nie zapukał jeszcze komornik, ale to tylko kwestia czasu. Banki przecież nie podarują jej swoich pieniędzy. Na dodatek rosną odsetki. Już nigdy nie wyjdzie z tego zadłużenia. Ale jeszcze zaświtała jej nadzieja. – Czytelnicy Tygodnika pomagają bardzo wielu ludziom, często czytam o tym, jak udaje się wyjść z opresji ludziom, którym pomagacie. Dlatego ja też mam ostatnią nadzieję. Może znajdzie się ktoś, kto pożyczy mi pieniądze, choćby pod zastaw mojego własnościowego mieszkania. Bo to mieszkanie to jedyne, co mam. Wszystko inne, co tylko nadawało się do sprzedaży, dawno sprzedałam. Ale mam mieszkanie i mam pracę. Gdybym pożyczyła tyle pieniędzy, żeby uregulować mój dług wobec banku, to potem mogłabym spokojnie, każdego miesiąca spłacać ze swojej pensji. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce mi pomóc? Pani W. z nadzieją w oczach patrzy na mnie, liczy na naszych czytelników, zapewnia, że nie jest oszustką, że poradzi sobie, ale musi dostać szansę. – Mąż jest nieuleczalnie chory, ale beze mnie zginie. Muszę dla niego żyć, nie mogę stracić mieszkania, bo nie pójdziemy mieszkać pod mostem. Do tej pory jakoś się trzymałam, ale nie mam żadnego pomysłu. Tylko czarne myśli. Czy i tym razem wspólnie z czytelnikami TP uda nam się pomóc komuś potrzebującemu? J. Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości