1 maja minęło pięć lat od wejścia Polski do europejskiej wspólnoty. Jest to wystarczający czas, aby pokusić się o pewne podsumowania. Na pewno polska wieś zyskała wiele różnego rodzaju dopłat i programów pomocowych, jednak opłacalność produkcji jest na podobnym poziomie. Aby sprawdzić, jak rolnicy z naszego regionu oceniają członkostwo w Unii Europejskiej, postanowiliśmy ich o to zapytać osobiście.
śmy ich o to zapytać osobiście.
Rolnik specjalizujący się w uprawie rzepaku oraz radny powiatu płockiego Maciej Jabłoński z gminy Bielsk. - Dzięki wstąpieniu do Unii w Polsce nastąpiło wyraźne ożywienie. Zmieniła się wielkość gospodarstw, które z każdym rokiem powiększają się. Programy pomocowe sprawiły, że rolnicy mogą modernizować swój park maszynowy. Programy unijne wniosły dla polskiej wsi znaczący postęp. Pozytywnie można ocenić otwartość europejskich rynków zbytu, stabilność oraz przewidywalność cen skupu płodów rolnych. Negatywnie oceniam fakt, iż polscy rolnicy mają zbyt niskie dopłaty bezpośrednie w porównaniu do ich kolegów z Zachodu, a koszty produkcji są podobne. Jestem plantatorem od 25 lat i widzę, że ceny rzepaku są bardziej stabilne niż ceny zbóż. Zauważam brak jednolitego działania ze strony rządu polskiego, jeśli chodzi o produkcję biopaliw.
Henryk Gołębiowski, rolnik z gminy Brudzeń Duży, specjalizujący się w produkcji mleka.
- Pięć lat temu, jak i teraz jestem przeciwnikiem wstąpienia Polski do Unii. Nawozy, opryski, pasze i inne środki do produkcji są bardzo drogie. Kosmiczne ceny mają także maszyny rolnicze. Aby zakupić kombajn, musiałbym sprzedać całe gospodarstwo, a i tak pewnie nie starczyłoby mi pieniędzy. Za mleko płacą grosze, za litr klasy ekstra dostaję jedynie 50 groszy. Przed wstąpieniem do Unii nie było żadnych limitów, a za mleko dostawałem dwa razy tyle pieniędzy. Droga jest również energia elektryczna, opał i paliwo do ciągnika. Ludziom na wsi żyje się bardzo ciężko, tutaj się tylko po prostu wegetuje z dnia na dzień.
Sadownik jabłek i członek zarządu powiatu płockiego Lech Dąbrowski z gminy Stara Biała.
- Pierwsze lata członkostwa w Unii Europejskiej dużo pomogły rozwojowi sadownictwa i rolnictwa. Można zauważyć, że standard rolnictwa podniósł się. Poprawiła się jakość wyrobów, a gospodarstwa zaczynają stawać się firmami produkcyjnymi. Jeśli chodzi o dopłaty bezpośrednie, to należy stwierdzić, że dostaliśmy je w niższej wysokości niż rolnicy z Zachodu, a środki produkcji poszły w górę. Tylko dzięki zaradności polskiego chłopa te gospodarstwa, pomimo problemów, rozwijają się. Jeśli chodzi o sadownictwo, to w momencie wchodzenia do Wspólnoty było ono już na dość wysokim poziomie. Modernizowaliśmy swoje sady od momentu, kiedy zaczęliśmy konkurować z Zachodem. Sadownicy reprezentują wysoki poziom, ale mają problem ze zbytem owoców po opłacalnej cenie. Niestety, u nas najwięcej zarabiają pośrednicy. Aby produkcja stała się opłacalna muszą powstać silne organizacje producenckie.
Janina Ziemińska, rolniczka z gminy Brudzeń Duży. - Co z tego, że udzielają nam pomocy. Aby ją uzyskać, trzeba wypełnić górę papierków, a w każdej chwili można spodziewać się rozmaitych kontroli. Przed wstąpieniem do Unii było lepiej. Niekorzystne jest również przeliczanie dopłat bezpośrednich po cenach euro z ubiegłego roku. Dopłaty zasilają moje gospodarstwo w minimalnym stopniu, nic konkretnego za nie nie kupię. Kiedyś z dochodów gospodarstwa wychowałam czworo dzieci, obecnie ciężko jest wychować jedno. Ludzie pobrali kredyty na modernizację gospodarstw, a teraz okazuje się, że wszystko jest tanie i nic się nie opłaca chować, czy uprawiać. Rolnicy, aby się utrzymać, często muszą pracować dodatkowo na etacie w mieście. Pomimo ciężkiej pracy, nie mam nawet czasu odpocząć. Nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio na urlopie.
Z rolnikami rozmawiał
Marcin Śmigielski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze