Hera – znajda w Boże Narodzenie, miała przenocować u pani Magdy tylko jedną noc. Wystarczyło jednak tylko jedno kocie spojrzenie i kobieta wiedziała, że malutka kotka zostanie u niej w domu. Był tylko jeden mały problem. Mieszkanie z panią Magdą dzieliła już od 10 lat Mucha. Pierwsze spotkanie kota z psem nie wróżyło nic dobrego. Przyjaźnie nastawiona Mucha zainteresowana małą, czarną kulką w rękach pani natychmiast została ostro ofuknięta.Dla pani Magdy każde wyjście do pracy poprzedzone było zamykaniem zwierząt w oddzielnych pokojach. Kotka w sypialni, suczka w pokoju. – I oto pewnego dnia wracam do domu. Drzwi do sypialni są otwarte, a Mucha z Herą śpią na kanapie. Jak doszło do porozumienia między nimi, tego pewnie nigdy się nie dowiem – śmieje się właścicielka.
Mucha najprawdopodobniej przyjęła, że Hera to jej szczeniak. Opiekowała się kotkiem. Sprawdzała, czy wszystko wyjada z miseczki, czy regularnie odwiedza kuwetę. Czasami starała się w zębach przenieść malucha na legowisko. Tu kotka jednak protestowała i zwinnie wywijając się przybranej matce, uciekała w bezpieczniejszy kąt. Razem wychodziły z panią na spacery przed blok. Kotka biegła w swoje ulubione ogródki z kwiatami, a suczka na zielony trawnik.
Pewnego dnia Muchę zaatakowała potężna, młodsza i agresywna suka. Mucha nie miała z nią najmniejszych szans. Leżąc na grzbiecie, przeraźliwie skowyczała przyciśnięta przez oprawczynię. Pani Magda stała bezradnie. – W jednej chwili wprost z ogródków wybiegła niczym dzika puma Hera. Wskoczyła na atakującą sukę i wbiła się jej pazurami w kark. Pies był zdezorientowany i na chwilę puścił Muchę. Hera jeszcze raz zaatakowała, tym razem z jeszcze większym zapałem. Oszalały ze strachu, a może bólu pies ruszył do ucieczki. Hera pobiegła za nim i jeszcze raz na niego wskoczyła – relacjonuje pani Magda, która w tej chwili zaczęła nawoływać pupilkę. Hera zawróciła i wskoczyła na ręce właścicielki. – Z rozwścieczonej przed chwilą zażartej bestii przemieniła się momentalnie w przymilnego siedmiomiesięcznego kociaka. Nie uwierzyłabym w to, co przed chwilą widziałam, gdyby pod pazurami Hery nie było kłębów sierści tamtego psa.
Mucha nie kryła wdzięczności. Cały wieczór lizała pysk kotki, która z dumnie podniesionym ogonem chodziła po domu. To podobno w języku kotów oznaka szczęścia i zadowolenia. Niedawno Mucha mogła się odwdzięczyć za pomoc. - Hera wpadła przez piwniczne okienko do czarnej dziury. Nie pomagały nawoływania. Hera zniknęła. Wyszłam z Muchą na spacer, a ta zaprowadziła mnie szybko do piwniczki, w której rozpaczliwie miauczała uwięziona kotka.
W domu okazało się, że kotka ma pazury pozdzierane do krwi. Nie mogła poradzić sobie z betonową ścianą. I tak Mucha z Herą żyją w doskonałej komitywie. Przy czym suka nie uznaje innych kotów, a Hera innych psów. I kto to zrozumie?
tekst i fot. BeeS
Historia Twojego zwierzaka także może znaleźć się w naszej gazecie. Czekamy na telefony (024 262-55-88) lub listy. Nasz adres „Tygodnik Płocki”, ul. Stary Rynek 27, 09-402 Płock z dopiskiem „Ja i mój zwierzak”.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze