Reklama

Jak pies z kotem...

05/08/2004 16:34
Hera – znajda w Boże Narodzenie, miała przenocować u pani Magdy tylko jedną noc. Wystarczyło jednak tylko jedno kocie spojrzenie i kobieta wiedziała, że malutka kotka zostanie u niej w domu. Był tylko jeden mały problem. Mieszkanie z panią Magdą dzieliła już od 10 lat Mucha. Pierwsze spotkanie kota z psem nie wróżyło nic dobrego. Przyjaźnie nastawiona Mucha zainteresowana małą, czarną kulką w rękach pani natychmiast została ostro ofuknięta.Dla pani Magdy każde wyjście do pracy poprzedzone było zamykaniem zwierząt w oddzielnych pokojach. Kotka w sypialni, suczka w pokoju. – I oto pewnego dnia wracam do domu. Drzwi do sypialni są otwarte, a Mucha z Herą śpią na kanapie. Jak doszło do porozumienia między nimi, tego pewnie nigdy się nie dowiem – śmieje się właścicielka.
Mucha najprawdopodobniej przyjęła, że Hera to jej szczeniak. Opiekowała się kotkiem. Sprawdzała, czy wszystko wyjada z miseczki, czy regularnie odwiedza kuwetę. Czasami starała się w zębach przenieść malucha na legowisko. Tu kotka jednak protestowała i zwinnie wywijając się przybranej matce, uciekała w bezpieczniejszy kąt. Razem wychodziły z panią na spacery przed blok. Kotka biegła w swoje ulubione ogródki z kwiatami, a suczka na zielony trawnik.
Pewnego dnia Muchę zaatakowała potężna, młodsza i agresywna suka. Mucha nie miała z nią najmniejszych szans. Leżąc na grzbiecie, przeraźliwie skowyczała przyciśnięta przez oprawczynię. Pani Magda stała bezradnie. – W jednej chwili wprost z ogródków wybiegła niczym dzika puma Hera. Wskoczyła na atakującą sukę i wbiła się jej pazurami w kark. Pies był zdezorientowany i na chwilę puścił Muchę. Hera jeszcze raz zaatakowała, tym razem z jeszcze większym zapałem. Oszalały ze strachu, a może bólu pies ruszył do ucieczki. Hera pobiegła za nim i jeszcze raz na niego wskoczyła – relacjonuje pani Magda, która w tej chwili zaczęła nawoływać pupilkę. Hera zawróciła i wskoczyła na ręce właścicielki. – Z rozwścieczonej przed chwilą zażartej bestii przemieniła się momentalnie w przymilnego siedmiomiesięcznego kociaka. Nie uwierzyłabym w to, co przed chwilą widziałam, gdyby pod pazurami Hery nie było kłębów sierści tamtego psa.
Mucha nie kryła wdzięczności. Cały wieczór lizała pysk kotki, która z dumnie podniesionym ogonem chodziła po domu. To podobno w języku kotów oznaka szczęścia i zadowolenia. Niedawno Mucha mogła się odwdzięczyć za pomoc. - Hera wpadła przez piwniczne okienko do czarnej dziury. Nie pomagały nawoływania. Hera zniknęła. Wyszłam z Muchą na spacer, a ta zaprowadziła mnie szybko do piwniczki, w której rozpaczliwie miauczała uwięziona kotka.
W domu okazało się, że kotka ma pazury pozdzierane do krwi. Nie mogła poradzić sobie z betonową ścianą. I tak Mucha z Herą żyją w doskonałej komitywie. Przy czym suka nie uznaje innych kotów, a Hera innych psów. I kto to zrozumie?
tekst i fot. BeeS

Historia Twojego zwierzaka także może znaleźć się w naszej gazecie. Czekamy na telefony (024 262-55-88) lub listy. Nasz adres „Tygodnik Płocki”, ul. Stary Rynek 27, 09-402 Płock z dopiskiem „Ja i mój zwierzak”.



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości