Nasz piłkarz laureatem najważniejszego indywidualnego wyróżnienia roku! Nie Złotej Piłki, bo jej w tym nietypowym sezonie nie wręczano, ale… Cóż, był najlepszy, wygrał wszystko, co było do wygrania zarówno w drużynie (to najważniejsze, piłka jest wszak grą zespołową), jak i indywidualnie (tytuł króla strzelców we wszystkich rozgrywkach). Takiego gracza jeszcze w naszym pięknym kraju nie było! Owszem, zdarzyły się dwa trzecie miejsca w plebiscycie France Football, medale mistrzostw świata, zwycięstwa w Lidze Mistrzów, ale taka kumulacja…
To gdzie tu tytułowy pech? Cóż, oprócz talentu, siły charakteru i innych predyspozycji trzeba mieć w życiu trochę szczęścia. I jeśli los (czy Stwórca) czegoś naszemu laureatowi poskąpił, to właśnie tego! W rezultacie jednej cegiełki w tak pieczołowicie budowanej karierze brakuje. I niestety (tu pozwolę sobie na wycieczkę w przyszłość) będzie brakować. Sukcesu z reprezentacją naszego pięknego kraju! Po prostu urodził się nasz bohater w złym czasie (o miejscu nie dyskutujmy, nie wypada, on jest patriotą i obywatelstwa raczej nie zmieni).
Inna sprawa, że w naszym pięknym kraju tego szczęścia musiałby mieć naprawdę dużo (mówi się o takim, że w czepku urodzony). Marna kondycja futbolu to u nas stan naturalny. Poza jedną niezwykłą dekadą nie odgrywają nasi reprezentanci w piłce światowej ani nawet europejskiej istotnej roli. A to i tak szczęście, bo w rozgrywkach klubowych nawet światełka w tunelu nie było nigdy. Jeden drobny wyjątek to przegrany finał nie istniejącego już Puchar Zdobywców Pucharów. Równo pięćdziesiąt lat temu! Dziś szczytem marzeń jest faza grupowa Ligi Mistrzów. Udało się trzy razy w dwudziestoośmioletniej historii tych rozgrywek…
Ironia losu sprawiła, że w dniu, kiedy odbierał swoje trofeum, los obnażył całą mizerię rodzimego futbolu. Myślę, rzecz jasna, o „popisach” mistrza kraju w kwalifikacjach do Ligi Europy, czyli drugorzędnych rozgrywek klubowych (w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów skompromitowali się wcześniej). I choć nasza, pożal się Boże, ekstraklasa to tylko w części potencjał polskiego futbolu, bo w ligowych zespołach rodacy stanowią jedynie tło dla trzeciorzędnych kopaczy ściąganych za marne pieniądze zza granicy, a najbardziej zdolni Polacy szukają szczęścia w klubach zagranicznych, z marnym na ogół skutkiem, to trudno o optymistyczne prognozy na najbliższe lata. A nasz bohater dłużej grać nie będzie. Chyba…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze