Pani Justyna W. przez pięć lat toczyła walkę o niewytłumaczone przez lekarzy okoliczności zgonu jej dziecka przy porodzie w Szpitalu Miejskim w Płocku. Do ostatniej chwili zapewniano ją, że wszystko jest dobrze, ale córeczka urodziła się martwa. Mimo trwającego kilka lat koszmaru nie udało się nic wyjaśnić i ustalić, kto zawinił. Pan Antoni K. półtorej godziny czekał na poczekalni izby przyjęć sierpeckiego szpitala, aby przyjął go lekarz. Swoje musiał odczekać pomimo, że kilkakrotnie zgłaszał silne bóle i bardzo złe samopoczucie. W końcu usłyszał od lekarza, że nie może być przyjęty, ponieważ nie ma skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Za kilka godzin był operowany w innym szpitalu. Agnieszka D. bezskutecznie przez kilka lat walczyła o to, by udowodnić, że jej matka mogłaby żyć, gdyby pomoc lekarska nie dotarła zbyt późno. Chociaż kilkakrotnie dzwoniła na pogotowie i mówiła, że z jej matką dzieje się coś niedobrego. Ostatecznie usłyszała, że to ona zbyt późno wezwała pogotowie.
Według nieoficjalnych danych w kraju wielkości Polski rocznie nie mniej niż 20 tysięcy osób choruje lub umiera na skutek niewłaściwego leczenia. - Ci, którzy przeżyją błąd, często nie otrzymują pomocy medycznej i socjalnej, ponieważ łatwiej jest tuszować to co zrobiono niż pomagać chorym czy okaleczonym ludziom. Z tej przyczyny w Polsce jest o 30% więcej niepełnosprawnych niż w sąsiadujących krajach o podobnej historii - powiedział Adam Sandauer, prezes stowarzyszenia Primum Non Nocere.
O sytuacji poszkodowanych oficjalnie informowany jest parlament i rzecznicy przy Narodowym Funduszu Zdrowia. Tylko w ubiegłym roku do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Płocku wpłynęło około dwudziestu skarg od pacjentów. Jak powiedział nam rzecznik odpowiedzialności zawodowej Bogdan Gotowicki, w miesiącu jest ich co najmniej kilka. Tylko w jednym przypadku zakończyła się ona (sprawa dotyczyła skargi na lekarza z prywatnego gabinetu) podjęciem decyzji o zawieszeniu praw do wykonywania zawodu. - W jednym przypadku zapadła także decyzja o wypłaceniu przez szpital córce pacjentki, kosztów leczenia. Pacjentka, otrzymywała leki, którymi nie dysponował szpital. Były one kupowane przez jej rodzinę.
Niestety sprawa zakończyła się nieszczęśliwie. Rodzina wystąpiła o zwrot pieniędzy poniesionych na zakup leków. Ich żądania zostały uwzględnione - powiedział Bogdan Gotowicki.
Błąd w sztuce
Zdaniem pacjentów, którzy szukają pomocy w przypadku, gdy w wyniku nieprawidłowości w leczeniu pojawiają się komplikacje zdrowotne, potrzebna jest dodatkowa pomoc. - Nie mamy szans na to, by dowieść swoich racji. Nie możemy przedrzeć się przez lekarskie lobby mocno broniące swoich interesów. Zawsze pacjent jest winny. Trzeba wielu spraw na drodze cywilnej, aby udowodnić winę lekarza. Poszkodowany, czyli pacjent musi szukać dowodów i przedstawić je w sądzie. Absolutnie nie chodzi tu o nagonkę na lekarzy. Ale najgorsze jest to, że nawet wtedy, gdy ewidentnie wina leży po stronie lekarza, próbuje się to zatuszować, utrudniając dostęp do dokumentacji. Najczęściej mówi się o błędzie w sztuce i sprawę kończy. Tylko dlaczego winę za to ponosi pacjent - powiedziała Justyna W.
Od czterech lat stowarzyszenia działające w obronie praw pacjentów domagały się od władz ustawy powołującej instytucję Rzecznika pacjenta. Ostatecznie ustawa ta została przygotowana siłami społecznymi przez stowarzyszenie Primum Non Nocere i kilku współpracujących z nim prawników. Po wielu miesiącach przygotowań Komitet Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta został formalnie zarejestrowany. Teraz ma trzy miesiące na zebranie 100 000 podpisów osób popierających ustawę . Obecnie na liście jest około 30 000 tysięcy nazwisk. - W obecnej sytuacji jasno widać, jak bardzo potrzebny jest publicznie przejrzysty nie tylko lekarski nadzór nad funkcjonowaniem służby zdrowia. Organizowaliśmy konferencje, wiece, protesty. W wyniku tych nacisków w 1999 roku jako rozwiązanie przejściowe, powołano bez ustawowego określenia kompetencji i środków, rzeczników przy Kasach Chorych - powiedział Adam Sandauer, prezes stowarzyszenia Primum Non Nocere oraz pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej.
Status quo
Było to lepsze rozwiązanie niż żadne, ale dla pacjentów na dobrą sprawę nic nie wnoszące. Po wprowadzeniu Narodowego Funduszu Zdrowia rzecznicy nadal istnieją, działają bez zakresu praw i obowiązków określonych ustawą. - Jedni próbują pomagać ludziom, inni po prostu mają posadkę, a prawa pacjenta są ustawicznie łamane. Gdy dojdzie do popełnienia błędu lekarskiego, poszkodowani nie otrzymują pomocy. Nadzór nad wszystkim sprawuje medyczne lobby ordynatorsko - profesorskie zainteresowane utrzymaniem status quo - powiedział Adam Sandauer.
Nie ma co liczyć na to, że Sejm z własnej inicjatywy zacznie zmieniać prawo dotyczące poszkodowanych pacjentów, zważywszy na to, że inicjatywy legislacyjne przygotowywane są przez ministerstwo zdrowia i lekarską komisję w Sejmie. Zdaniem Adama Sandauera nadzór nad sprawnym funkcjonowaniem służby zdrowia w skali państwa wymaga innej wiedzy niż ta, którą lekarze uzyskują na studiach. Wymaga bardziej wiedzy administracyjno - menadżerskiej. Potrzebna jest także bezstronności i uczciwość a nie chęć zysku, tuszowania błędów i utrzymywania status quo.
Z powodu jakich zabiegów najczęściej dochodzi do składania skarg na lekarzy? Najczęściej przy narodzinach dzieci, kiedy pojawiają się przypadki, że dziecko ma 2 punkty w skali Apgar, jest wyrwanie splotu ramiennego. Także z powodu zakażeń wewnątrzszpitalnych, przy zabiegach ortopedycznych (źle ustawione kości, kończyny), wstawianiu implantów. Przedstawiciele stowarzyszenia Primum Non Nocere podkreślają, że ilość wpływających do nich skarg od pacjentów w całym kraju nie pozwala na obojętne pozostawanie wobec sprawy. O potrzebie realizacji takiej inicjatywy pozytywnie mówią także przedstawiciele służby zdrowia. Bogdan Gotowicki uważa, iż pacjenci powinni mieć możliwość reprezentowania swoich uzasadnionych interesów zwłaszcza w takim przypadku, gdy zachodzą jakiekolwiek nieprawidłowości. Takie samo zdanie ma na ten temat dyrektor Szpitala Miejskiego w Płocku Edward Szczawiński.
- Zakładam, że inicjatywa ta nie jest skierowana przeciwko komukolwiek. A czasami pacjent jest na tyle zagubiony, sfrustrowany i zmęczony chorobą, że sam nie jest w stanie zabiegać o wyjaśnianie i dochodzenie pewnych spraw - powiedział dyrektor Szczawiński.
Pacjenci mówią, że zawód lekarza to służba i o wyborze pacjenta nie może być mowy. Tak samo policjant nie wybiera przestępców, których łapie
- Jeśli lekarz ma problem z pacjentami, to powinien zmienić zawód. Wiele hurtowni farmaceutycznych czeka na takich. Przecież sami dokonywali wyboru. Pojmowana w chory sposób solidarność lekarska doprowadziła do takiej właśnie sytuacji, że ludzie są zdesperowani, a lekarze bezkarni - powiedział Marek J. pacjent z Płocka.
Lekarze podkreślają, że nie każde pogorszenie stanu jest wywołane błędem lekarskim. Błędna w Polsce jest polityka zdrowotna, gdzie lekarz zarabia śmiesznie mało i mniej od swojej sprzątaczki, gdzie warunki pracy są żałosne, szpitale niedofinansowane, lekarze są przepracowani, niedospani.
- I tak dziw, że tak mało błędów popełniają - dodają lekarze w rozmowie z nami. - Dowodem jest wyrok sądowy. Nie każda skarga przeciwko lekarzom jest uzasadniona. Równie dobrze mogę napisać że pan Sandauer podłożył mi nogę i teraz kuleję. To że sąd go uniewinni nie będzie miało znaczenia bo i tak umieszczę dokument na swojej stronie i napiszę, że sąd nie miał racji. Trzeba się opamiętać, bo nienawiść do lekarzy nie pozwala racjonalnie postępować. Podkreślają, że skoro pacjent ma prawo wyboru lekarza, to może również lekarz powinien mieć prawo wyboru pacjenta? Przecież może poinformować pacjenta, że nie chce go leczyć.
Bez pytań
Procedura w sprawach prowadzonych przez lekarski wymiar sprawiedliwości jest w dużym uproszczeniu następująca: poszkodowany zgłasza skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Izby Lekarskiej. Ten może podjąć decyzję o rozpoczęciu dochodzenia lub odmówić. Od decyzji, poszkodowany może odwołać się do Rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej, który bądź zmienia zaskarżoną decyzję bądź utrzymuje ją w mocy. Jeśli dochodzenie zostanie rozpoczęte, to po jego zakończeniu Rzecznik postanawia czy kierować oskarżenie do Sądu Lekarskiego czy też sprawę umorzyć. Sąd Lekarski, jest organem dwuinstancyjnym. Poszkodowany pozbawiony jest wszelkich praw przed sądem lekarskim. Nie może zadawać pytań, czy też występować w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Co najwyżej może zostać przesłuchany. Sprawę sądową można prowadzić nie tylko bez jego udziału, ale i utajniając ją przed poszkodowanym. Jest to naruszeniem zasady zawartej art. 10 Deklaracji Praw Człowieka i art. 6 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.
Jak wynika z danych stowarzyszenia Primum Non Nocere w 1998 r. do Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej IL wpłynęło około 1600 skarg. Bez rozstrzygania przez sąd Rzecznicy umorzyli bądź odmówiono wszczęcia postępowania w około 1400 sprawach. Mimo, iż dane ujawniane przez Izby Lekarskie są niepełne i miejscami ze sobą sprzeczne, można oszacować iż wszystkich prawomocnych orzeczeń I i II instancji niekorzystnych dla lekarzy było w 1999 roku mniej niż 100 na około 1900 skarg. (~ 5%). W 1998 roku, jak podała PAP, sądy lekarskie we Francji orzekły w ponad 600 wypadkach kary czasowego zakazu wykonywania zawodu ( 433 regionalne sądy i 195 władze centralne ).
- W Polsce, poszkodowani pacjenci, boją się dochodzić własnych praw. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, iż w ubiegłych latach Ministerstwa Zdrowia trafiało 20 - 30 tys. skarg i próśb o pomoc rocznie. Jest to 15 razy więcej niż skarg wpływających do Izb Lekarskich.
Koszty postępowań prowadzonych przez korporacyjny lekarski wymiar sprawiedliwości, finansowane są ze środków budżetu państwa.
Los człowieka, który wytacza sprawę lekarzowi, jest nie do pozazdroszczenia. Zostaje ochrzczony mianem “pacjenta roszczeniowego” (tak jakby cechą charakteru poszkodowanego było to iż ktoś wyrządził mu krzywdę). Jeśli potrzebuje pomocy dla naprawy popełnionych błędów, odmawia mu się. Trudno o większe okrucieństwo - powiedział Adam Sandauer.
Przyjęto zasadę: lepiej by “pacjent roszczeniowy” nie był leczony i zmarł, niż przyznać że lekarz popełnił błąd. Bez środków na życie i możliwości powrotu do zdrowia ofiara błaga bezskutecznie o pomoc. Powoli następuje degradacja bądź rozkład rodziny. Z czasem problem rozwiązuje się sam, drogą naturalną...
Natomiast lekarze i placówki lecznicze, które popełniają błędy, funkcjonują nadal.
Na zebranie pełnej listy wymaganych 100 000 podpisów pomysłodawcy i inicjatorzy mają czas do 14 lutego 2004 roku.
rad
Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze