Reklama

Impas w PKS-ie

03/11/2005 16:20
Wszystko zaczęło się od propozycji zwolnienia w zakładzie jednej osoby – Edwarda Chojnackiego, przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Transportu Samochodowego. Związki odpowiedziały na pismo zarządcy komisarycznego, a zarazem dyrektora PKS Gostynin negatywnie. Ten wycofał się z pomysłu, ale w firmie wciąż trwa pogotowie strajkowe. Zdaniem B. Justyńskiego, Chojnacki na zwolnienie zasługiwał sobie od dawna: – Otrzymał wcześniej dwie nagany za notoryczne opuszczanie miejsca pracy. Jest dyżurnym ruchu – dyspozytorem, nie może wychodzić z pracy, kiedy chce, bez zgody pracodawcy. Narusza w ten sposób obowiązek pracy.
Za dyżurnym ruchu ujęły się działające w zakładzie związki zawodowe. Oflagowali swoje miejsce pracy, ogłosili pogotowie strajkowe, zagrozili, że autobusy nie wyjadą z bazy we wtorek 25 października: – Mamy umowy, kontrakty, wynajmujemy autokary, prowadzimy stację paliw. Tymczasem z powodu jednego człowieka firma mogła ponieść ogromne szkody, utracić reputację. Postanowiłem więc, że nie zwolnię dyżurnego ruchu – mówi Bolesław Justyński, który jest zarządcą komisarycznym od 2000 r. i to on wyprowadził firmę z poważnych trudności finansowych, w zamian wybrano go na Gostynianina Roku 2001.
Zwolnienie odwołano, pogotowie strajkowe trwa, mimo rozmów z przedstawicielami związków. Zdaniem dyrektora oflagowanie budzi niepokój, nie tylko pracowników gostynińskiego PKS. Jeśli w firmie jest jakieś zarzewie buntu, to znaczy, że źle się w niej dzieje. W konsekwencji może to narazić zakład na straty finansowe i utratę wiarygodności. B. Justyński dodaje, że już wcześniej wszedł z pracownikami w spór zbiorowy. Żądali m.in. podwyżek płac, a w tej chwili nie jest to możliwe: – Nawet gdyby doszło do wypowiedzenia umowy o pracę, to przecież są sądy, nie trzeba od razu „podkładać” całego przedsiębiorstwa. Rozumiem, gdybym nie spełniał wymagań zgodnych z kodeksem pracy, ale w tej sprawie chodziło przecież o coś zupełnie innego. Przecież nasz PKS wciąż się rozwija: kupujemy nowe autobusy, prowadzimy działalność gospodarczą, jesteśmy w dobrej kondycji finansowej. To prawda, ostatnio drożało paliwo, więc nie mogło być podwyżek.
Jego adwersarz Edward Chojnacki na pytanie, co się dzieje obecnie w PKS Gostynin, odpowiada przypomnieniem o istniejącym sporze zbiorowym: postulatach podwyżki płac, wypłacenia pieniędzy za nagrody i zaprzestanie rozmów z PKS Płock o fuzji przedsiębiorstw: – Przypadkiem dowiedzieliśmy się, że dyrektor prowadzi rozmowy na ten temat, a połączenie firm, wiadomo, wiąże się z redukcją zatrudnienia. W poniedziałek ogłosiliśmy pogotowie strajkowe, będzie ono obowiązywać w dalszym ciągu, mimo że dyrektor wycofał się z pomysłu zwolnienia mnie z pracy – mówi E. Chojnacki. Przyznaje, że ma na koncie zawodowym już dwie nagany, ale niezawinione: – Ochrona zapisała mi, że dwa razy opuściem miejsce pracy. To dlatego, że kiedyś zaproponowałem, aby nie korzystać z obcej firmy ochroniarskiej, ale zatrudnić przy ochronie naszych pracowników. Teraz z tego powodu jestem szykanowany.
Z jego wypowiedzi wynika, że personalne problemy w firmie zaczęły się dziać w lipcu tego roku. Załoga podjęła uchwałę o utworzeniu spółki pracowniczej z inwestorem. Jedynym kandydatem okazał się Justyński. Załoga postulowała o gwarancje zatrudnienia, trzech przedstawicieli w radzie nadzorczej, zabezpieczenia odszkodowań. Zarządca komisaryczny nie był w stanie temu sprostać, więc w lipcowym referendum odrzucono jego kandydaturę.
W gostynińskim PKS-ie mamy do czynienia z sytuacją patową. W tej sytuacji optymistyczne więc wydaje się być jedynie to, że i zarządca komisaryczny, i przedstawiciele związków twierdzą, że chodzi im o dobro firmy.
(eg)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości