Reklama

(...) i płakać na tej ziemi do nieba i do wiatru

12/05/2015 13:09
Zisze Landau z Płocka, Izrael Stern z Ostrołęki i Rejzl Żychlińska z Gąbina byli bohaterami spotkania poświęconego żydowskim poetom z Mazowsza. O ich losach i twórczości opowiadała w Muzeum Żydów Mazowieckich Bella Szwarcman-Czarnota – tłumaczka, felietonistka i autorka książek.
– Bardzo się cieszę, że mogłam przyjechać do Płocka. Od wielu lat tłumaczę wiersze tych poetów z języka jidisz. Są mało znane, fragmentarycznie istnieją w różnych antologiach – mówiła podczas spotkania z publicznością.
Zisze Landau urodził się w 1889 roku w Płocku. Otrzymał wykształcenie teologiczne i świeckie dzięki macosze. W jego domu wydawano posiłki dla ubogich. Jako kilkunastoletni chłopak wyjechał do Wilna, potem do Ameryki. Został zaproszony do USA, żeby wyreżyserować sztukę na Broadwayu. Pisał potem pamiętnik. Wspominał m.in. podróż Wisłą statkiem z Warszawy do Płocka. Był członkiem grupy Die Junge, czerpał z literatury chasydzkiej, ale deklarował się jako niewierzący. Zmarł w 1937 roku w Nowym Jorku.
Rajzel Żychlińska urodziła się w 1910 roku w Gąbinie. Jej ojciec był grabarzem. Wyjechał do Ameryki za chlebem i chciał ściągnąć do siebie rodzinę. Żona bała się wyjeżdżać tak daleko. Rajzel przeżyła wojnę uciekając za granicę. Po wojnie na krótko wróciła do Gąbina. Później wyemigrowała do Francji. Przed wojną pisała wiersze do gazet. Jeden z jej wierszy zauważył kierownik sierocińca z Włocławka. Tak go wzruszył, że zaproponował autorce angaż. Rajzel pracowała tam dwa lata. Potem była urzędniczką w banku. Pierwszy tomik poezji pt. Lider wydała w 1938 roku, z okładką Adlera i wstępem Icyka Mangera. Drugi i trzeci ukazały się w jidysz. Rajzel Żychlińska zmarła w USA, w domu opieki, w wieku 91 lat, pod koniec życia często przypominając sobie Gąbin. Syn, który w jej imieniu przesyłał do Gąbina listy napisał: – Moja matka zachowuje wciąż dobrą pamięć o Gąbinie. O swoich wierszach twierdziła, że są młode, choć ich autorka jest starą kobietą. W jednym z nich wyraziła życzenie: „chcę przejść jeszcze raz po tej trawie i płakać na tej ziemi do nieba i do wiatru”.
Izrael Stern z Ostrołęki to jeden z najważniejszych poetów, stale odkrywany na nowo. Urodził się około 1894 roku. Ukończył Wyższą Szkołę Religijną w Łomży. Był żarliwie religijny, ale i osobny. Pojawiał się czasem w Związku Pisarzy i Dziennikarzy Żydowskich na Tłomackiem 13. Nie miał domu. Mieszkał kątem przy rodzinie. – Żył w poczuciu, że nadchodzi zły czas – mówiła Bella Szwarcman-Czarnota. – Znalazł się w getcie, o czym napisała Rachela Auerbach w powojennym szkicu A bojm in geto (Drzewo w getcie). Autorka szkicu – sama uratowana przez państwa Żabińskich, prowadziła w getcie kuchnię dla literatów przy ulicy Leszno 40. W 1942 roku Stern prawdopodobnie znalazł się w transporcie do Treblinki. Wiersze pisał w jidysz. Był skromny, nie zależało mu na rozgłosie. Po wojnie jego przyjaciele zaczęli zbierać poetycką spuściznę. Opowieść o losach trzech żydowskich poetów z Mazowsza Bella Szwarcman-Czarnota przeplatała z przetłumaczonymi z języka jidisz ich wierszami. (lesz)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości