Reklama

Hubertus w Luszynie

18/10/2017 08:43
Z roku na rok coraz więcej osób uczestniczy w imprezie organizowanej przez miłośników koni z Gąbina i gminy Pacyna. W nierozerwalnie związanym z hubertowskimi obyczajami korowodzie wzięło udział w ostatnią sobotę około 20 powozów i wielu konnych. Była tradycyjna grochówka, a niezapomniane emocje przyniosła „pogoń za lisem”
Dzień Świętego Huberta obchodzą uroczyście zarówno myśliwi, jak też miłośnicy koni. Impreza w Luszynie zdominowana była przez tych ostatnich. Duże wrażenie na gościach luszyńskiego Hubertusa robiła grupa rekonstrukcyjna 4 Pułku Strzelców Konnych Ziemi Łęczyckiej, którą dowodził porucznik Andrzej Żabka, współorganizator imprezy. Oczy cieszyły też pięknie utrzymane powozy. Okazuje się, że w naszym regionie nie brak miłośników koni. Choćby takich jak Krzysztof Woźniak, wójt Pacyny. Polana, na której odbyła się pogoń za lisem to teren jego gminy. Kierował własnym powozem, a jego żona Anna częstowała zainteresowanych pyszną wędzoną słoninką z cebulą. Były powozy dwu-, cztero- i wieloosobowe; jeden z nich prowadził m.in. lider zespołu Bayer Full Sławomir Świeżyński.
– Na naszą imprezę przyjeżdżają zainteresowani z powiatu płockiego, ale nie tylko – mówi Andrzej Żabka, gąbinianin. – Są też reprezentanci Sierpca, Płońska, Gąbina, Łowicza, Skierniewic, Krośniewic, Łomianek i Radzymina.
Warto zwrócić uwagę, że końmi interesują się nie tylko mężczyźni. W Grupie rekonstrukcyjnej Żabki (formacja brała ostatnio udział m.in. w defiladzie z okazji Dnia Wojska Polskiego, a także w rekonstrukcji bitwy pod Łomiankami z roku 1939) pięknie prezentowały się w Luszynie dwie panie: Aleksandra Szabert i Joanna Malachińska.
Wyjątkowe zainteresowanie i emocje wzbudziła tegoroczna pogoń za lisem. Ekologów uspokajamy. Nie ma tu mowy o krwawym polowaniu. Lisem jest jeden z jeźdźców, gonią go inni konni. Tym razem zadanie nie było proste, bowiem rolę lisa wziął na siebie znany w kraju i za granicą kaskader Robert Rozwód. Pan Robert na co dzień ma własną stajnię „Bajka” w Radzyminie, prowadzi także grupę kaskaderską, uczestniczy w wielu produkcjach filmowych, takich jak choćby „Rok 1920”.
Nie było łatwo zatem zostać królem pogoni za lisem. A jednak ta sztuka udała się po wielu daremnych próbach. Dokonał jej Grzegorz Matusiak z Łącka, inżynier budownictwa mostowego, aktualnie pracujący przy budowie metra w Warszawie. – Cieszę się, że zostałem takim czarnym koniem pogoni za lisem, bo pewnie nikt na mnie nie stawiał – mówi Grzegorz Matusiak. – Oczywiście mam swoje konie już od 13 lat, ale nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w tego rodzaju gonitwie z powodu nawału pracy zawodowej. Pewnie więc muszę być wdzięczny mojemu zwierzęciu, ambitnemu 3-letniemu Lucyferowi. Jaki jest sposób na wygraną w pogoni? Chyba nie ma żadnego. Z takim „lisem” jak pan Rozwód to nie dość, że należy jechać na 110%, wręcz szaleńczo, to jeszcze liczyć trzeba na łut szczęścia. Mnie się udało, po prostu...
Finał Hubertusa odbył się w pałacu w Luszynie. O dobre humory gości zadbali jego właściciele i współorganizatorzy imprezy, Jolanta i Mirosław Olszewscy.

T. Szat

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości