Reklama

„Hotel Westminster” na płockiej scenie

15/01/2020 11:31

Trzeba dużej sprawności ruchowej, by trafić w te właściwe i nie pomylić ogromnej ilości tekstu, którą dla aktorów napisał autor farsy „Hotel Westminster” Ray Cooney. Publiczność ma łatwiejsze zadanie. W lot chwyta dowcipy, śmieje się z zabawnych, choć przewidywalnych sytuacji i ukontentowana opuszcza teatr. Przyzwoita propozycja na karnawał.

Sztuki Raya Cooneya u „Szaniawskiego” gościły już nie raz. Dość przypomnieć „Mayday” (2014), „Mayday 2” (2016) i „Kochane pieniążki” (2016). Około Sylwestra do repertuaru weszły także inne komediowe przedstawienia: „Szalone nożyczki” Paula Pörtnera czy „Nic nie gra” Lewisa, Sayera i Shieldsa. Wniosek z tego, że Teatr Dramatyczny w Płocku co roku, konsekwentnie, proponuje widzom chwilę wytchnienia od żmudnej rzeczywistości.
W najnowszym spektaklu nie odpoczniemy od niej tak zupełnie, ponieważ główny bohater farsy „Hotel Westminster” (tytuł oryginalny „Two Into One”), wokół którego zbudowana jest intryga, to polityk w randze wiceministra Richard Willey (Mariusz Pogonowski). Richard posiada własnego sekretarza George’a (Łukasz Mąka), który nie tylko nosi za nim teczkę z dokumentami, ale stanowi bezcenną pomoc w najtrudniejszych sytuacjach. Żona ministra Pamela (Magda Tomaszewska) zadowolona jest wprawdzie ze statusu społecznego, lecz znudzona małżeńską rutyną. Ponieważ państwo Willey mieszkają pod Londynem, podczas sesji parlamentu zatrzymują się w eleganckim, bardzo drogim Hotelu Westminster. W ulubionym miejscu spotkań politycznych elit pokój ma również posłanka opozycji Lily Chatterton (Hanka Zientara-Mokrowiecka).
Najłatwiej byłoby posądzić tych dwoje o romans, jednak brytyjski autor, wytrawny mistrz farsy, aktor i reżyser, który doskonale potrafi wykorzystać możliwości sceny, całą rzecz skomplikował. Richard w tym samym hotelu umawia się na randkę z ponętną sekretarką Jennifer (Sylwia Krawiec). Każe George’owi wynająć pokój na wymyślone nazwisko Noel Christmas (ta gra słów też jest źródłem kilku dowcipnych sytuacji). Traf chce, że więcej wolnych pokojów nie ma i obie „pary” zamieszkują obok siebie. Jakby tego było mało – żona wiceministra zamiast do końca obejrzeć w teatrze spektakl „Pułapka na myszy” i iść na zakupy, niespodziewanie wraca do apartamentu. Jaki jest powód tego „nagłego” powrotu, nie zdradzę, ale tu właściwie zaczyna się lawina zdarzeń i zwrotów akcji, a tempo przyspiesza. Sześcioro drzwi nieustannie otwiera się i zamyka. A ten, kto ma do nich zapasowy klucz, może nieźle dorobić do skromnej pensji (w roli przygłuchego kelnera Jerzy Bończak). Nastały ambaras stara się opanować kierownik hotelu (Marek Walczak), choć na swój personel nie bardzo może liczyć (w roli pokojówki gościnnie Weronika Asińska). Historię jeszcze bardziej komplikuje pojawienie się w hotelu męża Jennifer – Edwarda, zresztą niespełnionego aktora, która miał być na nartach (Adam Gradowski).
Trudno nie zgodzić się z reżyserem płockiego przedstawienia Jerzym Bończakiem, który przed premierą komplementował płockich aktorów grających „eklektyczny repertuar”, że są przygotowani do fars jak mało kto. Potrafią grać zespołowo i świetnie sobie radzą. Łukasz Mąka, Mariusz Pogonowski i Magda Tomaszewska trzymają poziom. Zwłaszcza Mąka w roli sekretarza żegna się z płocką sceną w bardzo dobrym stylu. Trudno też nie zauważyć kierownika muzycznego Krzysztofa Misiaka i jego gitary.

Lena Szatkowska
fot. Waldemar Lawendowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości