Reklama

Henryk Jastrzębski spławikowym mistrzem Polski. Pojedzie na mistrzostwa świata?

10/10/2021 12:35

Malownicza Wisła w Piekarach, naprzeciwko opactwo benedyktynów w Tyńcu. W takiej scenerii odbyły się Mistrzostwa Polski Weteranów w dyscyplinie spławikowej. Płocczanin Henryk Jastrzębski, mistrz okręgu mazowieckiego, wrócił z tytułem Mistrza Polski.

Na Mistrzostwa Weteranów (65+) w dyscyplinie spławikowej trafił dzięki wygranym dwa lata temu zawodom okręgu mazowieckiego na Zalewie Wykrot koło Myszyńca. Po spowodowanej pandemią rocznej przerwie, mistrzostwa wznowiono. W tym roku w Piekarach o tytuł Mistrza Polski walczyło 32 zawodników, również poprzedni zwycięzca Zbigniew Korytowski.
Zawody rozpoczęły się od obowiązkowego treningu. To dla uczestników możliwość sprawdzenia, na jakie zanęty ryby reagują, jaka jest głębokość wody, jaki nurt. Ważne jest wylosowane stanowisko. Na mistrzostwa wędkarz zgłaszany jest razem z trenerem, który może być na stanowisku i udzielać wskazówek. Nie może dotykać wędki. – Każdy uczestnik zawodów wie, jak ma się przygotować. Trzeba mieć rozeznanie wody, wiedzieć, jaki jest rybostan, jakie warunki panują. Kiedyś było o wiele trudniej. Teraz jest internet. Można sobie obejrzeć wszystkie imprezy, które się na danym akwenie odbywały i z tego wyciągnąć wnioski. Krakowskie zawody były w sam raz dla mnie  – mówi Henryk Jastrzębski.
Wędkarze rywalizowali dwa dni. Każdego po 4 godziny. – Pierwszego dnia zawodów nie miałem szczęścia. Trafiło mi się najgorsze stanowisko. Po godzinie łowienia dowiedziałem się, że dobrze mi idzie. Uradowany tą informacją zapomniałem o systematycznym nęceniu, na które ryba tam bardzo reagowała. Zacząłem żyć sukcesem. Ryby mi odchodziły. W tej turze łowiłem tyczką. Po zważeniu okazało się, że złowiłem 2 kg 605 gramów ryb. Mimo wszystko obroniłem II miejsce w sektorze. Wygrał ze mną Adam Kruk z Piotrkowa, bardzo znany zawodnik.
Drugi dzień zawodów zaczął się dla płocczanina pomyślnie. Wylosował dobre, ostatnie stanowisko w sektorze B. Jednak okazało się dużo głębsze niż zakładał. Przygotowane nocą zestawy trzeba było odłożyć. Wszystkie były za krótkie. – Nad wodą musiałem poprawić sprzęt. Nastawiłem się na małą rybę ukleję. Pomyślałem, że tylko taką rybą mogę wygrać. 5-metrowym batem złowiłem 2 kg 410 gramów. To wystarczyło, żeby wygrać.  Na zawodach spławikowych punkty przyznaje się za sumaryczną wagę ryb. Oczywiście tych, które są dozwolone do łowienia, o określonej długości – wyjaśnia Henryk Jastrzębski. – Trzeba uważać, co się wpuszcza do siatki i jeśli znajdzie się  tam jakiś gatunek będący pod ochroną, sędzia może doliczyć punkty karne. Nawet przypadkowe wrzucenie ryby do siatki to strata punktu.

Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.

Reklama

(l)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości