Wabią temperaturą kolorów na płótnach Jakuba Cwieczkowskiego. Próżno ich szukać natomiast w otoczeniu galerii, choć możemy tam wypatrzeć nawet rzadkie dziewanny, nie licząc białych i czerwonych nenufarów w stawie. Sam artysta określa tym mianem rośliny niezidentyfikowane, rosnące w sposób naturalny, ot, przydrożne biedactwa – rodem ze Stanisławskiego – do którego wpływów przyznaje się, na równi z fascynacją kolorystami francuskimi. Nastrojowe i spontaniczne pejzaże Cwieczkowskiego zdają się być malowane „z ręki”. Nic bardziej mylnego. Inspirowane wprawdzie fascynującą i wciąż podglądaną naturą są „zaklęte w liczby”, przetworzone na kolor i walor. Ale nawet na ekspozycji urzekają radosnymi jasnymi barwami, szczerością artystycznych emocji, ale i widoczną pokorną próbą zbliżenia się do tajemnicy natury.
Jakub Cwieczkowski ukończył warszawską ASP w pracowni prof. Ludwika Maciąga: – Robiłem eksperymenty, próbowałem kubizmu, ale okazało się, że to sztuka na raz, później zaczyna się powtarzanie, wykonuje się tylko minimalne ruchy w tę i tamtą stronę. Dlatego znajduję wyzwanie w kolorze i obserwuję naturę. To jest niezwykle inspirujące i wzbogacające – mówił artysta TP.
Mieszka i tworzy w Otrębusach koło Warszawy. Oprócz czystego malowania lubi dzielić się wiedzą z innymi. Jest padagogiem, prowadzi ognisko plastyczne w Grodzisku Mazowieckim. Ze swymi uczniami przyjechał na plener do Koszelówki. Wystawę malarstwa Jakuba Cwieczkowskiego można oglądać jeszcze do końca tygodnia w galerii Alka Belcerzaka. Stojąca obok zabytkowa chata również znalazła się na dwóch obrazach Cwieczkowskiego.
(lesz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze