Reklama

Głowa na tranzystorach

06/11/2000 16:21
W naszych autoironicznych, samoszyderczych, postmodernistycznych czasach, coraz trudniej przychodzi robić i mówić cokolwiek całkiem serio. Im bardziej coś poważne, solenne, pobrzmiewające spiżowym tonem wzniosłych idei i ostatecznych prawd, tym więcej bywa w tym zwykłego zadęcia, zachłyśnięcia sobą, albo pospolitej hucpy, kiedy za Bogiem, Honorem i Ojczyzną kryją się prywatne interesy, osobiste urazy i kompleksy lub doraźne rachuby polityczne.Lata ciężkiej – i wbrew pozorom wspólnej – pracy najrozmaitszych instytucji, korporacji, ministerstw i sztabów nie poszły na marne. Szefowie wydziałów propagandy partyjnej i specjaliści od telewizyjnych reklam, tajniacy z SB, zakładający kartoteki komu popadnie, i maklerzy z Wall Street, przelewający przy komputerach z pustych dolarów w próżne, aby dorobek życia milionów drobnych ciułaczy stał się tylko rzędami migocących na ekranie cyferek – wszyscy oni pracowali łeb w łeb, zjednoczeni, wydawać by się mogło, w jednym celu: odebrania ludziom świadomości, że ich życie dzieje się naprawdę. A nie jest tylko marnym, nie dopracowanym scenariuszem, pełnym ckliwego mieszczańskiego sentymentalizmu, przeplatanym nagłymi wybuchami, agresji i furii. Tymczasem skutek jest wręcz odwrotny, bo stopniowo ludzie przestają im wierzyć, w głębi serca ufając tylko w swoje własne, biologiczne istnienie. Swoje dołożyli także artyści. I to zarówno najwięksi, uznawani za szamanów i proroków, wyznaczający nowe trendy i style, tasujący karty przed kolejnym rozdaniem, jak i cała rzesza pomniejszych, snujących cierpliwie nad światem ogromną, lepką sieć kultury masowej, w którą w końcu wszyscy wpadliśmy. Pierwsi – w swojej zachłannej dekonstrukcji, pełnym podejrzanej pasji w demaskowaniu odwiecznych mitów i sensów, hipnotycznym transie, w którym za pomocą rzeźnickiego noża szatkowali plaster rzeczywistości na strukturalistyczną sałatkę – odebrali sztuce jedną z najważniejszych funkcji. Przestała pomagać w istnieniu, objaśniać je i oswajać, stając się jedynie abstrakcyjną grą w style, konwencje i chytre sztuczki ich przełamywania, a tym samym tracąc zaufanie odbiorców. Drudzy, ci od kultury masowej, wcale nie byli lepsi, upychając złożoną, wielobarwną rzeczywistość w prostokątne tekturowe pudła komercyjnych mód, gdzie miarą artystycznego sukcesu staje się nakład, widownia i ostatecznych zysk. Jednych i drugich łączyło jedno: osobiste nadęcie i dużo wzniosłych, poważnych słów komentarza do własnej wytwórczości, za którymi coraz częściej kryła się wewnętrzna pustka, schlebianie snobizmom lub starannie wyreżyserowana kpina w żywe oczy. O rock’n’rollu i nieufności Nie udawajmy zatem ambitnych, rozsmakowanych w ideach, zasłuchanych w muzykę sfer – i zajmijmy się rozrywką dla mas. Tym bardziej, że w obrębie muzyki zwanej popularną, to samo zjawisko narasta z taką szybkością i siłą. Pozycję rynkową określa ilość sprzedanych płyt, ta zaś bywa uzależniona od wpasowania twórczości w określony nurt i modę, nagrywania zrealizowanych w odpowiedniej manierze teledysków oraz utrzymania we właściwej (ugrzecznionej lub skandalizującej) aurze wywiadów dla prasy. I tak grupa młodych ludzi, zainteresowana emisją ciężkich, zgrzytliwych, agresywnych dźwięków, mimowolnie pada ofiarą konwencji, która nakazuje im przywdziewanie skórzanych strojów, nabijanych asortymentem z pobliskiej składnicy złomu, szorowanie papierem ściernym gardeł wokalistów, by nadać śpiewowi należytą, wymaganą przez odbiorcę demoniczność, oraz dzielenie się programowymi refleksjami z cyklu: Szatan żyje, Szatan tyje, Szatan w twoim sercu wyje. Z kolei zwolennicy niskich tonów, mile pieszczących podbrzusze, i łagodnych pulsacji w stylu reggae, bywają zdeterminowani modą na zaplatanie włosów w dredy, mistyczną, rastafariańską afektację i wykrzykiwanie gniewnych oskarżeń prosto w paskudną twarz Babilonu. Zaś na powabnych dziewczętach i gładko zaczesanych chłopcach, których artystyczną ambicją jest solowa kariera śpiewającej Barbie lub Kena, taktyka promocyjna oraz oczekiwania małoletniej widowni wymuszają poddanie się dyskretnemu urokowi słodkiego bełkotu i wody sodowej buzującej w syfonie głowy. Trzeba uczciwie przyznać, że wszystkie te konwencje spisują się bez zarzutu, a naoliwiona nimi maszyneria show biznesu działa. Mają tam swoje miejsce co sezon nowe gwiazdki dyskotekowe, wiecznie wkurzeni rockmeni, brutalnie szczerzy raperzy, nie zawsze rozumni w szale metale, no i ci, którzy chcą smakować jak przed obiadem ma się musztarda – awangarda. Kłopot tylko w tym, że nikt trzeźwo myślący – nie zarażony modą, nie bijący pokłonów przed obiektami kultu i nie traktujący dyskotekowych rytmów jako afrodyzjaka dla nieśmiałych nastolatek – nie bierze tego wszystkiego na poważnie. Radiohead – czyli sztuka przekory Rozmyślałem o tym, słuchając do późnej nocy nowej płyty brytyjskiej grupy Radiohead zatytułowanej tajemniczo „Kid A”. Zespół ten, założony latem 1991r. w Oxfordzie, sukces odniósł najpierw w USA. Dopiero wydanie w 1997r. trzeciego albumu „OK Komputer” przyniosło jej zawrotną popularność także w ojczyźnie, sama płyta zaś uznana została przez krytyków i publiczność za jedno z najlepszych wydawnictw lat 90-tych (obok „Nevermind” Nirvany czy „Blue Lines” Massive Attack). Rozgłos był jak najbardziej zasłużony, bo płyta zawierała materiał, będący niezwykle oryginalnym i przekonującym konglomeratem tego, co najbardziej wartościowe w rockowej tradycji i najciekawsze obecnie. Łączyła na wskroś nowoczesne efektowne brzmienie ze swobodą w korzystaniu z doświadczeń poprzednich rockowych pokoleń. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że nowa płyta Radiohead będzie logiczną kontynuacją wydanego trzy lata temu „OK Komputer”, na swój sposób przebojowego, wpadającego w ucho chwytliwymi riffami i rytmami, przewrotnie spektakularnego mimo swoistej muzycznej dekadencji i pesymizmu w tekstach (znów skojarzenie z „Nevermind”). Tymczasem muzycy grupy (tradycyjnie kryjący się pod wspólną nazwą Radiohead, nie ujawniający nazwisk nawet wewnątrz okładki) zaproponowali album, który brzmieniowo nawiązuje do swego słynnego poprzednika, jednak kompozycyjnie idzie w innym kierunku. Zespół wydaje się kompletnie lekceważyć style i mody – także te, które sam wykreował – a także wymogi rynku, oczekiwania krytyków oraz kaprysy publiczności, przekornie proponując materiał efektownie wyprodukowany (ależ ta płyta brzmi, głośniki zdają się na przemian szeptać i krzyczeć, a ich oddech niemalże łaskocze w ucho), ale sprawiający wrażenie ledwie szkicu, rusztowania do właściwego dzieła, trudny w odbiorze i coraz dalej odchodzący od schematu rasowego, rockowego grania. Gwiazdy mediów, pupile publiczności i nadzieje krytyki nie popełniają takich towarzyskich gaf i dopóki starczy tchu brną w bagno sprawdzonej konwencji. Chyba że w tym przypadku, o dziwo, naprawdę chodzi o muzykę, a zespół ma coś do przekazania całkiem serio. Tylko kto w to jeszcze uwierzy. Nie wróżę zatem albumowi „Kid A” wielkiego powdzenia. Zaczyna się go słuchać przy trzecim odtworzeniu (przepiękne brzmienie klawiszy w otwierającym płytę „Everything In It’s Right Place”), intryguje i wciąga przy czwartym (hipnotyczne rytmy „The National Anthem” i „Idioteque”), zaś uwodzi i nie daje zasnąć w nocy po piątym (chorałowa melodyka i brzmienie „How To Disappear Completely” i „Motion Picture Soundtrack”). Ale przeważająca większość mieszkańcó tej niewielkiej planety, okrytej ulotnym obłoczkiem atmosfery jest już zbyt nieufna wobec wszelkich artystycznych przekazów, by szukać na płytach czegoś więcej poza chwilowymi mocnymi wrażeniami, ironicznymi uśmiechami gatunkowych pastiszy i parodii albo pewnymi i bezpiecznymi - bo zesztywniałymi w chłodzie kostnic – stylami, nurtami i modami. Maciej Woźniak Za płyty i życzliwość dziękujemy stoisku płytowemu ”Swing” w Domu Handlowym TSS na I piętrze.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości