Nie traci na popularności typ nieco tajemniczego, romantycznego mężczyzny, który musi pozostawać odpowiednio daleki i nieosiągalny, by bezpośredni, rzeczywisty kontakt nie zniszczył, broń Boże, tej koronkowej, wysnutej z kobiecych westchnień i snów aury. Albumy Bryana Ferry dają dobrą okazję do wglądu i wsłuchania się w atmosferę męskiego wdzięku, subtelności, elegancji - jak należy ulotnych i kapryśnych, bo z tego, co robi się stałe, powszednie, bezpowrotnie łuszczy się srebrzysty brokat marzeń. Tak jak picie jednego wieczoru różnych rodzajów alkoholu, podobnie źle znosimy mieszanie sobą rzeczywistości i wyobrażeń, ogólnodostępnej jawy i własnych, intymnych snów. Aby jakoś się z tym nieuchronnym pęknięciem, rozszczepieniem uporać, trzeba często wieść prawdziwe podwójne życie. Jedną siebie – jak strzykwa z wiersza Szymborkiej - oddawać na pożarcie światu, drugą sobą uciekać. Jedną siebie poświęcać na ołtarzu codziennych spraw, rodzinnych kłopotów, zawodowych i domowych obowiązków, drugą sobą chyłkiem przemykać się księżycowymi ścieżkami ukrytymi w sercu, biec boso po mokrej od rosy łące, która rośnie w głowie. Oczywiście jak zwykle najważniejsza jest miłość. I jak zwykle to o nią chodzi, tym bardziej, im bardziej wydaje się, że chodzi o wszystko inne. Więc i ona pęka, rozszczepia się i rozdwaja. Na miłość powszednią, tę oswojoną, praktykowaną, całkiem legalną, z mniejszym lub większym powodzeniem uprawianą przy stole czy w łóżku, i na tę drugą, o wiele bardziej namiętną, gwałtowną, szczerą, nie na tyle jednak, by wyjść z ukrycia, by dać znać o swoim istnieniu. Najczęściej jest to uczucie w zasadzie samowystarczalne, tęsknota, która sama za sobą tęskni, sen, który śni się sam sobie. Jeżeli czasem pojawia się obiekt westchnień, jeżeli ciepły obłoczek, koronkowy haft nieopatrznie przyobleka się w czyjeś dojmująco prawdziwe życie, trzeba bardzo dbać, aby ten ktoś pozostawał wystarczająco daleki, aby nie mieszać tego, czego mieszać nie należy, nie zakłócać harmonii, nie budzić snu, nie próbować przeciskać ludzkiego ciała i krwi przez ucho igielne marzenia. Bryan Ferry to wręcz modelowy przykład mężczyzny, którego wyrafinowana elegancja, romantyczne maniery, pełen dyskretnej dekadencji styl bycia czynią idealnym obiektem kobiecej tęsknoty. Uczucia najlepszego z możliwych – mogącego w nieskończoność szlifować samo siebie w zaciszu jubilerskiego warsztatu serca - bo szczęśliwie nie mającego szans na spełnienie. Od ironii do melancholii Na początku było inaczej. Kiedy w 1970r. Ferry zakładał grupę Roxy Music – której najsłynniejszy skład współtworzyli oboista i saksofonista Andy Mackay, gitarzysta Phil Manzanera, basista Graham Simpson, perkusista Paul Thompson, a przede wszystkim grający na instrumentach klawiszowych i eksperymentujący z preparowanymi taśmami Brian Eno (którego w 1973r. zastąpił skrzypek Eddie Jobson) – ambicją jego i kolegów było stworzenie repertuaru, w przewrotny sposób łączącego powszechnie stosowane środki wyrazu muzyki popularnej z oryginalną instrumentacją i zaskakującymi, nieraz wręcz szokującymi pomysłami brzmieniowymi. Efekty były znakomite, co słychać szczególnie na płytach z pierwszego okresu działalności zespołu (1972-1976) na których celowo banalne melodie, sentymentalna nastrojowość i typowa dla popu przewidywalność były tak przemyślnie i z wyczuciem kontrapunktowane przez intrygujące zabiegi aranżacyjne (użycie nie spotykanych w tego rodzaju muzyce instrumentów, jak obój czy skrzypce, taśmowe efekty specjalne, gwałtowne zmiany rytmów i kontrasty dźwiękowe), że powstał z tego nader wyrazisty styl, mocno zapadający w pamięć. Niezwykle przenikliwa brzmieniowa ironia grupy karmiła się nie tylko stereotypami popu czy rocka. Sięgała znacznie głębiej, w rejony oczekiwań odbiorców tej muzyki – od cukierkowo ckliwej romantyczności aż po absurdalnie zachłanne zmysłowe rozpasanie rozwijającego się właśnie stylu ˝glam˝ - na tereny ukrytych tęsknot i marzeń, sporządzając ich złośliwe karykatury lub tylko odbicia w poczciwych krzywych lustrach z gabinetu śmiechu. Znakomicie wpisywała się w ten klimat sam Ferry, zarówno jako wokalista, groteskowo eksponujący naturalną wibrację głosu, jak i tekściarz, który brawurowo miesza całe wielowiekowe dziedzictwo sentymentalnych przesądów z całkiem nowymi nabytkami rewolucji obyczajowej. Na dokładkę szyderczemu zapałowi i demaskatorskiej pasji zespołu dorównywały techniczne możliwości oraz wyobraźnia Ferry´ego i kolegów, dzięki czemu muzyka grupy mimo upływu lat nadal poraża instrumentalną wirtuozerią i niebywałą ekspresją. Ten stan rzeczy utrzymał się do 1976r., kiedy Roxy Music zawiesiło działalność. Dwa lata później na scenie pojawił pod tą samą nazwą i z tymi samymi muzykami już całkiem inny zespół. Muzyka zaproponowana przez grupę na przełomie lat 70-tych i 80-tych była wyrazem rezygnacji z całej przewrotności i wieloznaczności stylu na rzecz czystego, wygładzonego przez syntezatory brzmienia (echo rodzącej się właśnie mody New Romantic), łagodnych melodii i jawnie sentymentalnego nastroju. Ukoronowaniem tych prób była wydana w 1982r. płyta ˝Avalon˝, niepowtarzalny melancholijny przebój, zadziwiający wyrafinowanym smakiem i dyskretnym umiarem. Z jednej strony grupa sięgnęła tu prawdziwych artystycznych szczytów, z drugiej jednak jej nagrania stanowiły zupełne zaprzeczenie tego, co robiła na początku – tak jakby Ferry zdecydował się nagrywać całkiem serio to, co wcześniej tak zjadliwie wyszydzał i karykaturował. Brunet wieczorową porą Rozwiązanie grupy wkrótce po wydaniu ˝Avalonu˝ było tylko organizacyjną formalnością, bo płyty, które Ferry nagrywał później samodzielnie, były w zasadzie kontynuacją udoskonalonej tam koncepcji. Wokalista jawił się na nich jako stopniowo – począwszy od znakomitej ˝Boys And Girls˝ z 1985r., przez wysmakowaną brzmieniowo ˝Bete Noire˝, czy późniejsze, znacznie gorsze artystycznie ˝Horoscope˝ i ˝Mamouna˝ - coraz bardziej sentymentalny brunet wieczorową porą, który patrząc uwodzicielsko spod starannie zaczesanej grzywki, czułym, nastrojowo zniżonym głosem snuje romantyczne opowieści. Pewną zmianę wizerunku przyniósł wydany w połowie lat 90-tych album ˝Taxi˝ z własnymi wersjami standardów muzyki popularnej (m.in. ˝I Put A Spell On You˝, ˝All Tomorrow Parties˝, ˝Amazing Grace˝), nie były one jednak dość przekonujące czy choćby oryginalne, by zmienić wizerunek Ferre´go, lekko znudzonego playboya, snobującego się kolekcjonera dzieł sztuki, bywalca wernisaży i salonów, subtelnie wystylizowanego dekadenta, łamiącego kobiece serca, jak łamie się wafelki przy herbacie punktualnie o piątej. Nie zmienia jego wizerunku także najnowszy album ˝Frantic˝, na którym obok własnych utworów pojawia się znowu kilka ˝coverów˝, w tym tak zaskakujące, jak dwa utwory Boba Dylana (otwierający płytę cokolwiek nijaki ˝It´s All Over Now Baby Blue˝ oraz przykuwający uwagę szlachetną surowością ˝Don´t Think Twice, It´s All Right˝ ze świetną partią harmonijki ustnej) czy stylowo opracowana na sopran, wirginał, harfę i flet średniowieczna ballada ˝Ja Nun Hons Pris˝ skomponowana przez... króla Ryszarda Lwie Serce, kiedy przebywał w więzieniu we Francji. Pośród utworów autorskich zdarzają się znakomite (˝San Simeon˝), ale większość to bezbarwna - choć trzeba przyznać nie schodząca poniżej poziomu przyzwoitości, nie tracąca dobrego smaku – muzyczna tapeta, którą można wyłożyć ściany sentymentalnego wieczoru marzeń albo wspomnień. I to wcale niekoniecznie we dwoje, bo zawsze można przecież pomyśleć o kimś takim jak Bryan – sentymentalnym, patrzącym czule mężczyźnie, który szepcze nam do ucha dokładnie to, co chcemy usłyszeć. A jednocześnie wystarczająco dalekim, by kontakt z nim – tak jak poprzez zdjęcie na okładce czy piosenki na płycie – nigdy nie musiał być skażony powszednią rzeczywistością, nie wchodził w konflikt z codziennym życiem. By prawdziwe uczucie mogło pozostać bezpiecznie ukryte gdzieś po wewnętrznej stronie powiek, jak orzeszek w łupinie, jak ziarenko groszku na dnie strąka, który prędzej uschnie niż się otworzy. Maciej Woźniak *Za płyty i życzliwość nieustające podziękowania dla stoiska muzycznego ˝Swing˝ w Domu Handlowym TSS na I piętrze
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze