Reklama

Felieton

31/05/2001 12:03

Pewien angielski lord wybrał się pierwszy raz w życiu na wyścigi konne. Kiedy bomba poszła w górę i konie ruszyły z kopyta, zdziwiony lord patrzył przez chwilę, po czym pyta lokaja: dokąd oni tak się spieszą?Ten, który przybiegnie pierwszy, dostanie wysoką nagrodę, milordzie - odpowiada lokaj. No, dobrze - lord na to - ale w takim razie po co tak gnają ci pozostali? Ten stary dowcip przyszedł mi na myśl w związku z toczącą się w coraz szybszym tempie kampanią wyborczą. Od dawna wiadomo, kto wygra tegoroczne wybory. Wiadomo też, że zwycięstwo będzie zdecydowane, tymczasem największy ruch obserwujemy wśród tych "pozostałych". To zrozumiałe, w wyborach, inaczej niż w opisanym wyżej wyścigu, nagród do wzięcia jest więcej. Toteż "podmioty" na scenie politycznej mnożą się, dzielą, dodają i odejmują, niczym na klasówce z arytmetyki. W efekcie przeciętny obserwator owej sceny przestaje cokolwiek z tego bałaganu rozumieć i nie ma najmniejszych szans rozeznać, z której też partii startuje jego faworyt. Jeśli w ogóle ma jakiegoś faworyta. Bo okazuje się, że i z odróżnianiem osób też są problemy. Ale skoro mamy tyle partii, a każda ma przywódcę i co najmniej kilku członków... To nie Ameryka, gdzie mają do wyboru Gore`a albo Busha! Chociaż... Oni mają wieloletnie doświadczenie, a dla nas, amatorów w korzystaniu z praw wyborczych (przypominam, że w PRL głosowanie polegało na wrzuceniu kartki do urny, bez skreśleń, a teraz trzeba stawiać jakieś krzyżyki) nawet odróżnienie dwóch polityków sprawia niejakie trudności. Dowodzi tego zabawny incydent z braćmi Kaczyńskimi. Jak pamiętamy, w sondażach popularności Lech doganiał Samego Pana Prezydenta (obaj mieli po siedemdziesiąt parę procent). Doganiał, ale przestał, bowiem badacze tej popularności umieścili na liście kandydatów jego brata, Jarosława, dotąd nie uwzględnianego. I oto nagle Lech spadł z pozycji drugiej na szóstą, a wiceliderem został jego brat! Tyle, że ze znaczną do Pana Prezydenta stratą ok. dwudziestu procent. Ki diabeł? Czyżby niezwykle popularny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński aż tak czymś "elektoratowi" podpadł? Oczywiście, że nie. "Elektorat" po prostu nie odróżnia bliżniaków Kaczyńskich. Nic dziwnego, po zgoleniu wąsów przez Lecha są podobni jak dwie krople wody. Ale powstaje pytanie: czy człowiek, który nie wie na kogo głosuje powinien decydować w tak ważnej sprawie, jak władza w państwie? Włos się jeży na głowie, jak się pomyśli, komu "elektorat" może przez pomyłkę powierzyć rządy w kraju. Zazwyczaj o polityce nie pisuję, ale w tej sytuacji widzę pilną potrzebę zmiany konstytucji.Zamiast prawa wyborczego dla wszystkich, trzeba go natychmiast ograniczyć do tych obywateli, którzy na podstawie okazanych przez komisję wyborczą dwóch zdjęć potrafią bezbłędnie odróżnić Lecha Kaczyńskiego od jego brata Jarosława. Kto tego testu nie zda, niech wraca do domu i decyduje, jaką zupę żona ma ugotować na obiad!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości