Reklama

Felieton

28/02/2002 13:34

(Ciąg dalszy z poprzedniego numeru) Silny oddział halabardników pochwyca kandydata do zdjęcia z urzędu i skrępowanego doprowadza do Sali Tortur, gdzie podany zostaje przesłuchaniu na okoliczność pewnych nieprawidłowości, jakie miał popełnić wiele lat wcześniej, gdy zajmował inną lukratywną posadę. A następnego dnia rano przesłuchanie przeprowadza sam Wielki Śledczy. Jak to rozumieć? Czy chodzi o uzasadnienie, że pozbawienie urzędu następuje „ze względów merytorycznych”? Czy też na dworze knują pogrobowcy poprzednika i cała akcja ma na celu pokazać, że obecny władca posługuje się dla odwołania niewygodnego człowieka prymitywną intrygą z udziałem siły zbrojnej? Czy wreszcie chodzi o delikatne zasugerowanie człowiekowi, że wszelkie próby zapobieżenia odwołaniu nie mają sensu, bo władca dysponuje takimi "atutami", które pozwalają mu na całkowitą swobodę poczynań. Oczywiście wszystkie te warianty zasługują na wnikliwe rozważenie, ale nie sposób pominąć jeszcze jednej hipotezy. Oficjalne stanowisko dworu głosi bowiem, że cała historia jest wynikiem zwyczajnego zbiegu okoliczności. Słowem: nie ma żadnego związku między działaniami Poskarbiego Koronnego, a poczynaniami Wielkiego Śledczego, poza zbieżnością w czasie. Sprawa o cytowane wyżej nieprawidłowości była prowadzona dużo wcześniej a to, że wezwanie na przesłuchanie nastąpiło akurat w przeddzień posiedzenia Organu Odwoławczego, to czysty przypadek. I nie ma powodu w to wątpić. Po prostu odwoływany jest wielkim pechowcem. Bo naprawdę trzeba mieć pecha, by dwie tak różne sprawy zbiegły się akurat w jednym, najmniej odpowiednim na dodatek momencie! Pozostają do wyjaśnienia jedynie pewne okoliczności sprawy. Dlaczego mianowicie wysłano halabardników? Zazwyczaj wezwanie dstarczane były przez umyślnego, który żadnymi środkami przymusu nie dysponuje. Hm! To rzeczywiście ciekawe. Przekonującego wyjaśnienia nie przedstawiono. W każdym razie takiego, które by bez zstrzeżeń pasowało do teorii przypadkowego zbiegu czasowego. A nawet przeciwnie, rodzi się podejrzenie, że czynnik czasu odgrywał tu decydującą rolę. Z historii bowiem wiadomo, że wezwania dostarczane trdycyjną metodą, przez umyślnych, były przez wzywanych nagminnie lekceważone. Preteksty bywały rozmaite: od złego samopoczucia po zaplanowane wcześniej ważne spotkanie w zupełnie innym miejscu. Nasuwa się więc myśl, że chciano takiego scenariusza za wszelką cenę uniknąć. No, ale to tylko hipoteza! Dowodów nie ma żadnych. Równie dobrze mogło być tak, że halabardnicy znaleźli się w tym miejscu w całkiem innym celu, a opisywaną sprawę załatwili po prostu przy okazji! Wyjaśnienie jest śmieszne, powie ktoś. Może, ale z tego nie wynika, że nieprwadziwe. Bo czy nie jest równie śmieszne, że Newton odkrył prawo powszechnego ciążenia w wyniku uderzenia jabłkiem w czoło? A przecież to najprawdziwsza prawda! Nie przesadzajmy więc z tym lekceważeniem przypadku. Ten tekst, dla przykładu, jak już wcześniej wspomniałem, też nie ma nic wspólnego z wydarzeniami rzeczywistymi, które mogłyby ewentualnie być z nim kojarzone. Mogłyby ale, jako się rzekło, niesłusznie! Najlepszy dowód, że pomysł powstał w mojej głowie znacznie wcześniej, nim zaszły okoliczności, które ewentualnie mogłyby się niektórym czytelnikom z opisanymi tutaj, całkowicie hipotetycznymi zdarzeniami skojarzyć.

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości