Reklama

Felieton

21/03/2002 13:04

Ciepło się robi i niedługo w mieście zazielenią się drzewa i krzewy. No, nie wszystkie się zazielenią, bo niektóre zostały wycięte. A niejednego obywatela świerzbi ręka by, jak tylko słoneczko mocniej przygrzeje, chwycić piłę i siekierę i jakieś drzewko albo krzaczek wytępić! Stop! To kryminał!Zanim chwycisz obywatelu za siekierę, musisz udać się do ratusza i uzyskać zgodę! A jeśli drzewko czy krzaczek mają już parę latek, to taka zgoda kosztuje. I to niekoniecznie symbolicznie. Starą lipę w pewnym mieście władza "wyceniła", dla przykładu, na 70 tysięcy złotych! Jeśli więc komuś artretyzm łamie kości i tęskni do słoneczka, które mogłoby je (te kości) podczas drzemki na werandzie wygrzewać, ale nie może, bo stara lipa je (słoneczko) złośliwie zasłania, to musi policzyć, czy go na taki luksus stać. Może się okazać, zwłaszcza jeśli staruszek leciwy i niewiele wiosen do przesiedzenia na rzeczonej werandzie zostało, że taniej będzie spędzić te parę miesięcy w roku w jakimś ciepłym, egzotycznym kurorcie! Czy to nie paranoja? W zasadzie nie. To troska o przyrodę ojczystą. Taka lipa, która ma grubo ponad sto lat, a nieraz może i kilka setek, to rzecz imponująca. Raz wycięta, już nie odrośnie. Ucierpi na tym krajobraz (takich drzew nie ma u nas za dużo), w powietrzu będzie mniej tlenu, a więcej dwutlenku węgla... Słowem: jest wiele powodów, by przyrodę chronić. Tymczasem człowiek, jeśli nawet nie jest staruszkiem, ale facetem w sile wieku, cóż... Kilkaset lat nie pożyje, krajobraz raczej oszpeci niż ozdobi, powietrze zanieczyści. Dla środowiska same utrapienia. Co prawda ktoś może nieśmiało przypomnieć, że człowiek to też część przyrody, ale nie jest to pogląd wśród miłośników tejże bardzo popularny. Podsumowując, na odcinku troski o przyrodę rzecz nie podlega dyskusji. Ale chwileczkę, będzie się bronił niedoszły drwal, drzewo rośnie pod moim oknem, na moim gruncie, posadził je mój dziadek! To moje drzewo! I mogę zrobić z nim, co mi się podoba! Człowieku! Na jakim świecie żyjesz? Tak było za twojego dziadka! Teraz słowo "moje" co prawda w słowniku nadal istnieje, ale ma zgoła inne znaczenie! To rzecz w język nie taka rzadka. Kiedyś na przykład słowo "całka" oznaczało niewinne dziewczę, a obecnie jakiś koszmarny twór matematyczny. Podobnie "moje" nie oznacza obecnie swobody dysponowania, ale przeciwnie, kłopoty! Z "moich" pieniędzy trzeba się skrupulatnie rozliczyć. Nie przed żoną, broń Boże, ale przed Państwem. I niech ktoś spróbuje pominąć jedną zarobioną złotówkę! Na budowę "mojego" domu trzeba mieć niełatwe do uzyskania pozwolenie. Za chęć posiadania "mojego" samochodu trzeba zapłacić na granicy akcyzę. Kilka procent, a jak Państwo ma taką fantazję, to kilkadziesiąt! "Moje"dzieci trzeba posłać w wieku siedmiu lat do szkoły i muszą do niej chodzić do lat osiemnastu, choćby "wiedza", jaką stamtąd wynoszą ograniczała się do tego, gdzie najkorzystniej kupić "trawkę"czy piwko, skąd wziąść na to "kasę" oraz do "przysposobienia do życia w rodzinie"! Stop! Miało być o drzewkach i krzaczkach! Zatem Obywatelu! Odłóż siekierę i piłę! Wszystkie krzaki są nasze!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości