Wczoraj pochowano nauczycielkę. Umarła młodo, prawdopodobnie (postępowanie w toku, więc nie przesądzam sprawy) wskutek błędów lekarskich. Nie tak dawno moja rodzina przeżyła podobne doświadczenie.To są sprawy poważne, ale z drobiazgami, jak by się wydawało, też są kłopoty. Wyleczenie dziecka z przeziębienia (czy też infekcji, jak mówią medycy - ja nie wiem czy to to samo) napotyka poważne przeszkody i trwa tygodniami. Co ciekawe, ilu fachowców, tyle diagnoz, nie mówiąc już o metodach leczenia i stosowanych środkach. Te okoliczności prowadzą do wniosku, że medycyna to nie tyle nauka, co sztuka. Tak jak malarstwo albo sztuka kulinarna. Lekarz powinien więc być artystą! I z tym jest kłopot. Zaczyna się już w momencie rekrutacji na studia medyczne. Pomijam takie historie, jak afera z testami na Łódzką Akademię Medyczną. Ale przez lata całe, zupełnie legalnie, obowiązywał regulamin przyjęć, który przewidywał niższy limit punktów egzaminacyjnych dla kobiet niż dla osobników płci dominującej. Słowem: jeśli kandydat, by zostać studentem, musiał uzyskać na egzaminie na przykład 110 punktów, to kandydatce wystarczyło 105! Czyli o tym, kto nas będzie leczył decydowała nie tyle, a w każdym razie nie tylko, zawartość czaszki, ale wręcz przeciwnie! Szczęśliwie nie wprowadzono preferencji dla rudych, choć też są przecież pokrzywdzeni przez naturę! Nie wiem, co na to Pełnomocnik Rządu d/s Klepania Po Tyłku (dla niepoznaki: Pełnomocnik d/s Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Pani Minister Jaruga - Nowacka, ale chyba ten aspekt sprawy nie budzi jej zainteresowania (molestowanie pielęgniarek to co innego!). I choć z punktami sprawa zdaje się już została załatwiona, to będzie walczyć zaciekle o to, by kobiety stanowiły odpowiedni odsetek wśród dyrektorów szpitali, ordynatorów, kierowników przychodni itp. I tu nie ma zgody! Tam, gdzie chodzi o życie, liczy się wiedza i umiejętności, a nie to, co poniżej pasa! Oczywiście nie twierdzę, że najlepszymi fachowcami od medycyny są panowie. Nie mam ku temu żadnych podstaw. A ta zawziętość, z jaką atakuję Panią Nowacką, to pokłosie incydentu z posłem Iwińskim. Rozumiem reakcje mediów. Mają prawo pokazywać i komentować wszystko, co uznają za stosowne. Ale urząd państwowy? To już nie wystarczy im ograbianie podatnika z dochodów, ale i tyłki będą nacjonalizować? Owszem, Pan Poseł zachował się "spontanicznie". To się w przyrodzie zdarza, zwłaszcza wiosną. Ale klepał prywatny tyłek Pani Tłumaczki. Adresatka gestu nie ma pretensji. Zatem co tu ma do roboty Pani Jaruga - Nowacka? Ją klepano? A może Pani Minister też ma taki południowy temperament, że na widok ręki zbliżającej się do pośladka spontanicznie reaguje oświadczeniem? No, jeśli tak jest, jeśli za każdym razem między męską ręką a damskim tyłkiem wyrastać będzie niewidzialna dłoń Pani Pełnomocnik, to ja dziękuję! Wyjeżdżam z tego kraju. Na Nową Zelandię, bo tam klimat łagodny i, zdaje się, jeszcze nie wymyślono Urzędu Pełnomocnika d/s Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze