Reklama

Felieton

23/04/2002 13:14

Działkowicze wiedzą, jak przykrym zdarzeniem jest włamanie. Ja też już wiem. Nie są to tylko straty materialne, też w końcu bardzo ważne, ale i obciążenie psychiczne. W końcu "mój dom moją twierdzą", nawet jeśli to tylko dom rekreacyjny.I nagle okazuje się, że fosa zarośnięta, mury słabe, armat brak... Słowem: twierdza nie stanowi żadnej zapory, nawet dla pospolitego ruszenia. Wprawdzie można się tego było spodziewać, ale skoro przez kilka lat nic się nie działo, człowiek żył złudzeniami. No i czujność osłabła. Nie wywiozło się do domu wszystkich przedmiotów wartych co najmniej flaszkę piwa. Jedyna pociecha, że robota była profesjonalna, żadnej demolki, bezmyślnego niszczenia... Tylko to, co absolutnie konieczne! Druga strona medalu, to szanse na wykrycie sprawców. Te oczywiście nie wyglądają najlepiej. To nie serial "07 zgłoś się", gdzie super - porucznik na podstawie koloru cebulki włosowej, drogą wytężonej pracy umysłowej, bezbłędnie wskazuje sprawcę. Tu cała daktyloskopia sprowadza się do wzrokowego oglądu śladu buta odciśniętego na posadzce. Nawet gdyby złodzieje wpadli, udowodnić im cokolwiek byłoby ciężko. Chyba, że nie zdążą upłynnić towaru... Wiadomo, nie chodzi o mord zbiorowy, ale o kilka butli, kosiarek i rowerów. Tyle, że bezkarność rozzuchwala i kiedyś ci sami złodzieje mogą odwiedzić dom, w którym śpią gospodarze. Co więcej, mogą być na tę okoliczność odpowiednio przygotowani... Właśnie odwiedził nas William Bratton, były szef nowojorskiej policji. To z nim kojarzy się zasadę "zero tolerancji". Czy nasi policjanci wyciągną wnioski z lekcji, jaką od niego otrzymali? Oby, ale wątpliwości są poważne. Już pierwsze komentarze po wizycie nie pozostawiają złudzeń. No tak, mówili prominentni przedstawiciele policji, ale ile u nich się na policję wydaje! Stara śpiewka! Nie ma pieniędzy, więc nic się nie da! Gdyby tak myślał Robinson Cruzoe, po tygodniu umarłby z głodu i zamiast grubej powieści mielibyśmy dwustronicowy komiks! Będę się teraz powtarzał, ale trudno. Nie chodzi o pieniądze. Zacząć trzeba od dobrych chęci. Już to pisałem, ale powtórzę: jak nie ma na benzynę, trzeba chodzić piechotą! Problemy do rozwiązania znają wszyscy: grupki "złotej młodzieży" gromadzące się na klatkach schodowych, przed szkołami, w różnych "newralgicznych" punktach miasta, niszczenie przystanków, autobusów, elewacji, bluźnierstwa w miejscach publicznych, nocne "imprezy" w blokach, wymuszenia pieniędzy od dzieci w szkołach, chuligaństwo na stadionach... To są rzeczy drobne, walka z nimi nie wymaga wielkich "sił i środków". Tyle, że nie można ich lekceważyć. Nietrudno ustalić gdzie i kiedy te zjawiska występują. I tam trzeba po prostu być. Legitymować, zwracać uwagę. Wywierać presję. A chuliganów na stadionie nie "rozpraszać" tylko łapać i karać! Tak w Anglii poradzono sobie ze zjawiskiem. Teraz angielscy "kibice" jeżdżą rozrabiać na kontynent. Przy okazji wpłynie trochę pieniędzy do kasy. A patrole w postaci spacerów umundurowanych funkcjonariuszy, przechadzających się dostojnie po Tumskiej, trzeba jak najszybciej odesłać do lamusa. W pracy trzeba się, niestety, narobić! Czasem za marne pieniądze.

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości