Odkąd pamiętam, główną troską każdej władzy było wykształcenie narodu. Najpierw cieszyliśmy się, że w Polsce nie ma już analfabetyzmu. Potem mówiło się o upowszechnieniu wykształcenia średniego.Każdy Polak miał w perspektywie zostać inteligentem (człowieka z maturą za poprzedniego ustroju zaliczano do inteligencji). Ostatnio zaś tematem dyżurnym jest reforma. Piszę o tym, bo mamy właśnie czas egzaminów. Szóstoklasiści, maturzyści, gimnazjaliści, a wkrótce przyszli studenci... I po co to wszystko? Weźmy choćby maturę. W tym roku miała być nowa, ale jej, w wyniku zawirowań na scenie politycznej, nie było. A właściwie była, tyle że w pigułce. Zdawało ją około siedmiu tysięcy uczniów, czyli niecałe jeden procent. Co z tego wynika? Właśnie nie wiadomo! Bo kiedy władza ogłosiła, że w tym roku nowej matury nie będzie, w szkołach zawrzało. Uczniowie twierdzili, że przez ostatnie lata przygotowywali się do matury po nowemu, a teraz mają zdawać po staremu, co jest prawdziwym skandalem! No to ministerstwo się zreflektowało i dało młodzieży wybór: można zdawać po staremu albo po nowemu. I co? Ano, wszyscy wybrali po staremu! Gdzie tu logika? Nie ma, ale kto powiedział, że człowiek kieruje się w życiu wyłącznie logiką? Gdybyśmy jednak się zawzięli, by poddać zagadnienie analizie logicznej, to na czym właściwie miała polegać wyższość nowej matury nad starą? Przede wszystkim na tym, że oceniać ją miały komisje spoza szkoły, a w rezultacie matura miała być jednocześnie egzaminem wstępnym na studia! Ten drugi argument odpadł, bo uczelnie nie zdeklarowały gremialnie, że będą przyjmować na podstawie wyników maturalnych. A do obiektywnej oceny swojej wiedzy najwyraźniej uczniom nieśpieszno. Pedagogom pewnie też nie, więc za mocno podopiecznych do wyboru nowości nie namawiali (gdyby było inaczej, któżby przed maturą ryzykował konflikt z nauczycielem?). Wnioski nie są optymistyczne. Gdzie tu charakterystyczna dla młodego wieku fantazja, zadziorność, sportowe ambicje? Nic, tylko kunktatorstwo, żeby nie użyć określeń bardziej dosadnych! A ich przodkowie w tym wieku po Dzikich Polach hasali! Maturzystów władza oszczędziła, za to gimnazjalistom, zapewne dla równowagi, dołożyła. Egzaminy były ponoć za trudne nawet dla prymusów, a przecież zdawali je wyszyscy uczniowie bez wyjątku! No, ale może dzięki temu w przyszłości nie będą się obawiać trudnych wyzwań, jak ich starsi koledzy? W końcu był to najpoważniejszy egzamin na tym etapie życia. To chyba powinien być trudny, no nie? Ja wiem, że przyjemniej jest uzyskać sto punktów na sto, niż siedemdziesiąt na sto, ale życiowa przydatność łatwych sprawdzianów jest niewielka. W życiu możemy stanąć przed wyzwaniami bardzo poważnymi. I gdzie się mamy do tego przygotować, jak nie w szkole? Stare wojskowe przysłowie głosi: im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju! Cieszcie się zatem, drodzy gimnazjaliści, że ministerstwo dało wam szansę sprawdzenia się w warunkach ekstremalnych. A maturzyści niech wam zazdroszczą!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze