W kalendarzu jesień w pełni, ale aura na dworze kojarzy się raczej z zimą. Dzień zaczynać trzeba od skrobania szyb w samochodzie, a to pierwsza z zimowych uciążliwości dotykających kierowców. Oczywiście tych, co nie mają garaży.Niektórzy próbują z tym walczyć, stosując różne płyny odmrażające albo przykrywając szyby tekturą czy innymi „wynalazkami”. Z efektami bywa różnie. Minęły te czasy kiedy zima była zimą i temperatura przez cały czas utrzymywała się wyraźnie poniżej zera. Teraz mamy prawdziwą huśtawkę. Plus pięć, po paru godzinach minus trzy... A jak tektura do mokrej szyby przymarznie, to naprawdę poważny kłopot. Ale i na to pewnie kiedyś znajdzie się sposób. Bo niezaprzeczalny urok naszego zmiennego klimatu polega na tym, że zmusza ludzi do nieustannego wysiłku. I pewnie dzięki temu najbardziej rozwinięte kraje świata prawie bez wyjątku leżą właśnie w umiarkowanej strefie klimatycznej. Słowo „umiarkowana” może słabo oddaje to, co się u nas ostatnio dzieje. „Umiarkowany” to jest klimat na Nowej Zelandii. Tam mają zawsze ciepło, ale nie upalnie, klasycznej zimy ze śniegiem i mrozem nie ma w ogóle, rozmaite kataklizmy: wulkany, trzęsienia ziemi, huragany itp. też nie występują... Słowem: idealne warunki dla człowieka. Do tego jeszcze politycy apetyty na „branie w swoje ręce” wszystkiego też mają umiarkowane. Na przykład jako wyjątek w skali świata nie mają „polityki rolnej”, tzn. nie dotują rolnictwa. I mimo to albo, jak kto woli, właśnie dlatego, nowozelandzcy producenci żywności radzą sobie świetnie. Również na rynkach światowych. Poddaję to pod rozwagę naszym rolnikom (ale nie działaczom partii „chłopskich” - dla nich walka o „wsparcie państwa” dla rolników to sprawa „być albo nie być”). I dlatego ilekroć w akcie rozpaczy zdarza mi się myśleć o opuszczeniu na zawsze naszego pięknego kraju, kierunek jest nieodmiennie ten sam - Nowa Zelandia! Poza wszystkimi wymienionymi zaletami ma ów kraj ma jeszcze jedną: leży od naszego piekiełka najdalej, jak to tylko możliwe! Chociaż w dobie internetu... Spokojnie mógłbym nadal prześladować Szanownych Czytelników swoimi felietonami, pisząc tekst jak zwykle - w czwartek rano. Ale to tylko mrzonki. Na razie pozostańmy w klimacie, przepraszam za wyrażenie, umiarkowanym. Od czasu do czasu literaci raczą nas opowieściami o ludziach, którzy żyją w spartańskich warunkach gdzieś w rejonach odciętych od cywilizacji, w surowym klimacie, bez jakichkolwiek „wynalazków” ułatwiających człowiekowi egzystencję. W domyśle ma to być przykład godny podziwu. Ale co tu podziwiać? Jeśli nie jest to świadomy wybór (są różni dziwacy na tym świecie), to trzeba raczej ubolewać nad biernością i nieporadnością tych ludzi. Normalny człowiek w takich okolicznościach albo za wszelką cenę stara się wiać z takiego miejsca gdzie pieprz rośnie (klimat tam na pewno cieplejszy), albo robi wszystko, by sobie warunki poprawić. Oczywiście nietrudno udzielać dobrych rad, siedząc przy biurku w ciepłym pomieszczeniu. Ale jeśli mówimy o postawach godnych podziwu, to trudno oczekiwać zachwytów nad łatwizną. Na podziw zasługuje tylko wysiłek ponad normę.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze