Reklama

Felieton

24/04/2003 14:14

Wiosny jak nie było tak nie ma, ale na boiskach piłkarskich za nami już jedna trzecia rundy „wiosennej”. I ta wiosna piłkarska, podobnie jak klimatyczna, nie jest dla nas w Płocku łaskawa. Można miec obawy, że po chwilowym spokoju wracamy w stare koleiny. Może się tak zdarzyć, że kiedy wezmą Państwo ten tekst do ręki, zespół Wisły będzie już pod kreską spadkową. Nawet ludziom nie okazującym żadnego zainteresowania futbolem nie trzeba tłumaczyć co to oznacza. Do gry włączają się nerwy, a nerwy rzadko są dobrym doradcą. Zwłaszcza nerwy działaczy. Pierwszą ofiarą jest w takim przypadku trener. Bo cóż innego można zrobić? Zwodników w trakcie sezonu nie da się swobodnie wymienić, a trenera - w każdej chwili. Co prawda trzeba mu potem do wygaśnięcia kontraktu płacić, ale cóż to znaczy parędziesiąt tysięcy miesięcznie wobec widma drugiej ligi? Działacze, niewątpliwie pod wpływem stresu, nie chcą przy tym pamiętać, że to właśnie oni tegoż trenera wcześniej zatrudnili. I jeśli się nie sprawdził, to znaczy, że popełnili błąd. W takim razie chyba nie trenera, ale tych co go zatrudnili należałoby zwolnić w pierwszej kolejności? Bo jakie są gwarancje, że wybierając kolejnego szkoleniowca, znowu się nie pomylą? A teraz są w sytuacji sapera: jak popełnią błąd, to wylecimy! Oczywiście są to czyste spekulacje. Na razie w Płocku nikt trenera nie odwołuje i w ogóle żadnych nerwowych ruchów się nie wykonuje. I oby tak zostało do końca. No, może prawie do końca! Bo w sytuacji beznadziejnej warto się chwycić i brzytwy. Tymczasem nie traćmy optymizmu. W piłce sytuacja, że ci co dobrze zaczynają nie najlepiej kończą jest raczej regułą niż wyjątkiem. Miejmy więc nadzieję, że słabość płockich piłkarzy wynika z tego, że ciężko zimą pracowali, co zaprocentuje w końcówce sezonu. Przed nami jeszcze dziesięć kolejek i Puchar Polski. Nadal może to być radosna wiosna, zakończona przepustką na europejskie stadiony. Trzeba się też cieszyć i z tego, że w Płocku, jak na razie, chuligani zwani dla niepoznaki kibicami nie umawiają się na swoje wojny. Na dodatek kończy się chyba wojna prawdziwa. A jeszcze niedawno rokowania w tym względzie były mocno pesymistyczne. Pewnie nie mniej niż dzisiejsze perspektywy płockich futbolistów. Najtężsi fachowcy przewidywali długie i ciężkie walki, nawet amerykański prezydent żądał na cele wojenne kilkudziesięciu miliardów dolarów, a tu okazuje się, że łatwiej wygrać wojnę, niż przeprowadzić stosowną ustawę przez parlament. W wojsku na szczęście nie obowiązują procedury demokratyczne. Może to wszystko jest optymizm na wyrost, bo konflikt jeszcze trwa, ale nie przypuszczam, by mogła się powtórzyć historia czeczeńska. Armia radziecka (przepraszam: rosyjska) to jednak relikt czasów minionych i porównywanie jej możliwości z tym, co reprezentują dziś wojska amerykańskie ma tyle samo sensu, co wyścigi Łady Samary z najnowszym modelem Porsche. Możemy więc optymistycznie założyć, że wraz z prawdziwą wiosną za oknem będziemy witać koniec wojny w Iraku. No i początek marszu w górę tabeli naszych futbolistów.

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości