Jesteśmy w okresie międzyświątecznym. Jeszcze nie wyregulowaliśmy przemiany materii po wielkanocnym jajeczku, a już za parę dni kolejne zakłócenia rytmu funkcjonowania organizmu wywołane czterodniowymi obchodami świąt państwowych.Jeszcze niedawno głośno domagano się likwidacji święta pierwszego maja jako reliktu epoki minionej. Dziś takich głosów prawie nie słychać. Względy, że tak powiem, komercyjne wzięły górę nad ideologią. Dwa “konkurencyjne” święta w odstępie dwóch dni powodują, że co rok mamy długi majowy weekend. I spodobało się nam to na tyle, że o zmianach nie ma mowy. A jeżeli już, to o likwidacji pewnej drobnej, acz uciążliwej przeszkody. Chodzi oczywiście o dzień drugiego maja, który tkwi między dwoma świętami niczym drzazga w ... wiadomym miejscu. Dotychczas załatwiano problem metodą odrabiania. Ale nie jest to z pewnością rozwiązanie doskonałe - zabiera jeden dzień z weekendu normalnego. Jak dobrze pójdzie. A jak źle, to nawet kilka dni. Bo w odrabianiu nie dopracowaliśmy się jeszcze żadnego porządku. I może się zdarzyć tak, że mąż odrabia w ostatnią sobotę kwietnia, żona w pierwszą w maju, a dzieci w szkole jeszcze kiedy indziej. Przy dużej liczbie pociech i takiejż dawce pecha koszmar ów może się ciągnąć przez kilka tygodni... Toteż likwidacja tej uciążliwości jest potrzebą chwili. Nieśmiałą próbę mamy w tym roku. Tyle, że jej skuteczność jest niepełna. Działa tylko wtedy, gdy któreś z majowych świąt wypada w sobotę lub niedzielę. Tymczasem potrzeba nam rozwiązań trwałych. Można by sięgnąć do pomysłów sprawdzonych gdzie indziej. Na przykład przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Tam termin jest jednoznacznie określony w konstytucji: wtorek po pierwszej niedzieli listopada. Z podobną precyzją można wyznaczyć obowiązujący powszechnie termin odrabiania dnia drugiego maja (o ile zachodzi taka potrzeba). Jest to jakieś rozwiązanie, ale przecież wszyscy wiemy, że nie o to chodzi! Najlepszą wydaje się koncepcja sięgnięcia do historii. Trzeba znaleźć wydarzenie godne upamiętnienia czerwoną kartką w kalendarzu, które szczęśliwie miało miejsce drugiego maja! A gdyby z tym były trudności, może sięgnąć do innej tradycji, w ramach której przetrwały jeszcze Dzień Kobiet i Dzień Górnika. Nie są to co prawda dni wolne od pracy, ale gdyby okoliczność była Bardzo Ważna? Tak ważna jak, dla przykładu, “wejście do Europy”? To może ustanowić drugi maja Dniem Europejczyka? Dlaczego akurat ten dzień? Nad tym niech się zastanowią fachowcy. A ludowi pracującemu miast i wsi z pewnością wystarczy fakt, że oto otrzyma wymierną i bezdyskusyjną korzyść z “wejścia”! I to może być decydujący argument, rozwiewający wątpliwości sceptyków i wytrącający oręż z ręki tym, którzy w zacietrzewieniu twierdzą, że “wejście” przyniesie nam same straty. Oczywiście stosowny zapis trzeba uchwalić w trybie awaryjnym, przed “godziną zero”. Ale przykład ustawy o ustroju rolnym pokazuje, że dla naszego parlamentu to kaszka z mlekiem. Jeśli tylko ma odpowiednio silną motywację. No to do czynu!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze