Gorączka przedreferendalna narasta. Tym bardziej, że wszyscy kandydujący sąsiedzi już swoje zdanie wyrazili i gdyby nie daj Bóg (odpukać w niemalowane) u nas coś nie tak... to spełni się najczarniejsza z wizji roztaczanych przez Pana Premiera. Będziemy wyspą otoczoną zewsząd unijnym oceanem.A dokładniej mówiąc półwyspem, bo zachowamy (na razie) połączenie ze stałym lądem przez Ukrainę i Białoruś. I właśnie ta Białoruś to druga odsłona czarnego snu naszych przywódców. Groźba, że staniemy się drugą Białorusią prześladuje ich niczym wizja zmartwychwstania teściowej. Jużci, że dwa grzyby w barszczu to zbytek i jedna Białoruś w Europie zupełnie wystarczy. Z tym, że o ile stres Pana Premiera jest zupełnie racjonalny - jego odpowiednicy na Białorusi nie mają łatwo, o tyle Pana Prezydenta nie bardzo rozumiem. Co go niepokoi w ewentualnym wcieleniu w rolę prezydenta Łukaszenki? To, że nie najlepiej gra w hokeja, czy też niechęć zachodnich kolegów do zapraszania na swoje salony? Jakby nie było sytuacja jest poważna, co pokazuje przypadek słowacki, gdzie trzeba było działań nadzwyczajnych w postaci złamania ciszy wyborczej, by odnieść upragniony sukces. No, trzeba tu jasno powiedzieć, że Słowacy sami są sobie winni. Gdyby zastosowali wariant litewski w postaci talonów na piwo, czekoladę i proszek do prania dla każdego głosującego, obyłoby się bez niepotrzebnego zabierania czasu reklamowego w telewizji na gorączkowe wystąpienia przywódców narodu. W każdym razie nasi przywódcy chyba wyciągnęli wnioski i przygotują jakieś posunięcia nadzwyczajne, oprócz rutynowego zaszczycania swoimi osobami ludu pracującego miast i wsi w całym kraju? Gdyby jednak żadne perswazje nie pomogły (wiadomo, Polak krnąbrny i lubi robić na przekór), zostaje jeszcze wariant ostateczny. Jeden ze znanych socjologów stwierdził w wywiadzie prasowym, że jest przeciwny dyskusjom z eurosceptykami, gdyż elegancka szermierka na argumenty nie jest możliwa kiedy jeden z przeciwników posługuje się szpadą, a drugi łomem. Ten drugi to oczywiście eurosceptyk. Cóż więc zrobić, gdy “łomiarze” okażą się na tyle skuteczni, że sukces będzie zagrożony? Nie przekonywać, nie apelować, bo to nie ma sensu (patrz wyżej)! Trzeba po prostu przygotować odpowiednio wcześniej siły szybkiego reagowania (chyba nie całe wsłaliśmy do Iraku?), które w razie potrzeby opornych wyłapią i siłą doprowadzą do urny, celem spełnienia obowiązku względem naszych dzieci i wnuków. Oczywiście nie wszystkich, bo wtedy mogłoby się okazać, że frekwencja jest na odpowiednim poziomie, ale wynik sprzeczny z oczekiwaniami. Trochę to pewnie niezgodne z ordynacją wyborczą, ale przecież można zwołać na poniedziałek posiedzenie parlamentu i dokonać stosownej poprawki. Że dzień później? Po pierwsze doświadczenie już mamy (ze stanem wojennym), a po drugie czy wypada się spierać o jeden dzień, gdy podejmuje się decyzję na dziesiątki lat albo i dłużej? No i gdy ma się absolutną rację, której nie mogą podważyć pokrzykiwania grupki nieokrzesanych miłośników Białorusi z łomami w rękach!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze