Zrobiło się naprawdę gorąco. Nie może być inaczej, skoro płoną swastyki, a posłowie, którzy zostawili żony na wioskach, dogadzają sobie bez pardonu w pozamałżeńskim seksie w hotelu sejmowym w Warszawie. Te dwie rzeczy nie na żarty wstrząsnęły w ostatnich dniach Polską. Faszyzm odkryto niespodzianie w jakimś ogródku na starym filmie sprzed dwu lat. Nie żeby przez te dwa lata na tym filmie nie było faszyzmu. Był, ale nikomu przez tak długi czas nie przeszkadzał. Traf chciał, że akurat teraz faszyzm się znalazł i od razu nadał się na mocne otwarcie nowego portalu internetowego. To się nazywa prawdziwe wejście smoka. Inne media od razu dodały gazu i zrobiła się prawdziwa breja, w której ktoś wyraźnie chce utopić ministra Giertycha. Niektórzy nawet się zastanawiają, czy „Der Dziennik”, a za nim i inne media nie popełniły przestępstwa, rzucając takie siły w promocję owego faszyzmu. No bo dopóki tak ten faszyzm spokojnie i prywatnie spoczywał sobie w szufladzie, nikomu nie szkodził, nikogo nie obrażał, nie poniżał, nie niszczył, nawet nikt nie sądził, że istnieje, bo przecież na co dzień tak jakoś go nie było widać. W każdym razie rodzi się pytanie, czy Liga Polskich Rodzin kolektywnie i minister Giertych osobiście przetrzymają tę niespodziewaną nawałnicę. A nie będzie łatwo, bo na „odrodzenie się” faszyzmu w Polsce (nie u zachodnich sąsiadów) nikt zgodzić się przecież nie może.
Podobnie rzecz ma się z seksaferą w Samoobronie. I tu siła natarcia wskazuje, że być może nadszedł już decydujący moment ostatecznych porachunków z rządzącą koalicją. Moment najwłaściwszy wobec faktu, że zwycięstwem w wyborach samorządowych podzieliły się dwie partie opozycyjne, które wyraźnie smolą cholewki do siebie, choć kiedyś za obraźliwe uznałyby wszelkie insynuacje na podobny temat, tym bardziej że przynajmniej jedna z nich wyrasta z tradycji, która ma na swoim koncie o wiele więcej ofiar niż ten tak sumiennie napiętnowany faszyzm. Do końca nie wiadomo, co takiego się stało, że nic już nie stoi na przeszkodzie, by mógł zaistnieć ten tak długo zawstydzający „historyczny kompromis”. A co to byłby za kompromis, gdyby nie dało się go jakoś z pożytkiem skonsumować, szczególnie teraz, kiedy dzięki wyborcom z potencją obie strony nie będą miały problemów.
Chyba że chodzi o coś zupełnie innego. Na przykład krąży podejrzenie, że cały ten szum medialny to tylko przykrywka dla jakiejś poważniejszej sprawy, na której jeszcze się dobrze nie potrafimy rozeznać. Niektórzy sądzą, że chodzi niewątpliwie o raport Macierewicza na temat powiązań mediów z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, a ten lada dzień ma ujrzeć światło dzienne. Już nawet pojawiły się sugestie rozrzedzające zagęszczoną wcześniej mocno atmosferę wokół niego. Ponoć cały raport to blef, nuda, a co smakowitsze kąski już i tak dawno przeciekły do prasy. Jeśli tak, to czyżby to święte oburzenie na faszyzm i podkopywanie moralności małżeńskiej było jednak dowodem, że nagle obudziła się w naszym kraju szczera tęsknota za oczyszczeniem życia społecznego z brudów tak dużego kalibru? I to nawet w nowoczesnym społeczeństwie otwartym, do miana którego niewątpliwie pretendujemy, w którym przecież w zasadzie nie stawia się tamy żadnym patologicznym zjawiskom z pornografią, aborcją czy obscenicznymi paradami odmieńców seksualnych na czele. Jeśli jednak tak miałoby być, to tylko wypada się z tego cieszyć. Dla tak wzniosłej sanacji życia społecznego z pewnością warto poświęcić nawet całą koalicję rządzącą. Pewnikiem jednak chodzi tylko o sprytne przejęcie władzy. Jeśli tak, to chluby to wielkiej sanatorom nie przyniesie, a i pożytek społeczny z tego będzie niewielki.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze