– 9 sierpnia pojechała ze mną i dziadkiem Władkiem do Nieborowa i Płocka, żeby uzupełnić dokumentację. Nie pamiętam zupełnie tej wyprawy, ale zostały mi trzy zdjęcia na Tumie. Pierwsze zrobiła Anka: dziadek rozpromieniony i dumny patrzy prosto w aparat, trzyma mnie za ramię, a ja – z przekrzywioną kokardą i w płaszczyku uszytym w Cepelii – zerkam w stronę mamy. (…) Zdjęcie trzecie – najważniejsze i bardzo dla mnie cenne – przycupnęło schowane na dnie skrzyni. Nigdy przedtem go nie widziałam. Tak właśnie wyglądała Anka prywatnie. Nie w pracy, nie gdzieś tam. Taka była dla mnie i ze mną. Dziadek, zapatrzony w dal, obejmuje moją mamę ramieniem, a ona obejmuje mnie – pisze Ewa Zawistowska, wnuczka poety, córka Anki. Wspomnieniowy tom „Dziadek Władek. O Broniewskim, Ance i rodzinie” jest fascynującą opowieścią o odkrywaniu rodzinnych tajemnic wydobytych ze skrzyni z pamiątkami, opartą na niepublikowanej dotąd korespondencji. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Anka (właściwie Joanna), ukochana córka Broniewskiego, po której śmierci napisał poruszający cykl wierszy porównywanych z „Trenami” Jana Kochanowskiego, była jeszcze studentką, kiedy poznała dziennikarza Stefana Kozickiego. Pobrali się w 1947. Rok później przyszła na świat Ewa. Broniewski powitał ją wierszem: Jestem sobie dziadzio maluczki,/ piszę mały wierszyk dla wnuczki:/ po to, żebyś, Ewciu, była jak grusza w Płocku,/ w ogrodzie mojej matki,/ kiedy księżyc chodzi o północku,/ taki piękny i dziwny i rzadki/ zakochany w starej drewnianej dzwonnicy(...).
W 1949 roku Koziccy wyjechali do Francji. Ona dostała stypendium i studiowała reżyserię, on pracował u Putramenta, w ambasadzie polskiej w Paryżu.
Po powrocie do kraju w 1951 roku Anka uzyskała dyplom łódzkiej filmówki i wkrótce rozpoczęła pracę w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie. Na kilka miesięcy przed nagłą śmiercią przygotowywała film o Wiśle, którego współautorem był Broniewski. W poszukiwaniu plenerów jeździli po całej Polsce. Zajrzeli też do Płocka – rodzinnego miasta poety. Z tej wyprawy pozostały trzy zdjęcia zrobione na Tumie.
Anka odeszła przedwcześnie w 1954 roku. Ewa mająca wtedy niecałe sześć lat, zamieszkała z babcią Janiną – pierwszą żoną poety (małżeństwo rozpadło się jeszcze przed wybuchem wojny). Broniewski, który utrzymywał z byłą żoną dobre kontakty, odwiedzał wnuczkę, przynosił jej prezenty na urodziny, przysyłał kartki z podróży, dedykował wiersze. Ewa bywała też u niego w domu na Dąbrowskiego (dziś mieści się tam filia Muzeum Literatury).
Janina Broniewska – „babka komunistka która do końca życia nie zmieniła politycznych poglądów”, była dość zasadnicza. Karciła wnuczkę, kiedy płakała. W domu panował idealny porządek. Autorkę książek wspomnieniowych i powieści dla dzieci ceniły nowe władze. Została sekretarzem POP w Związku Literatów Polskich. Zmarła w 1981 roku. Ewa ukończyła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Mamy prawie nie pamięta. Odkryła ją na nowo dzięki babce, która w dwóch skrzyniach przechowała rodzinne pamiątki: listy Broniewskiego do córki, korespondencję Anki z matką, zdjęcia i dokumenty.
Domek dla wszystkich
Z listów pisanych do córki wyłania się obraz poety – kochającego ojca, który chce wynagrodzić swoją nieobecność. Ewa Zawistowska twierdzi, że Anka idealizowała ojca, którego po długiej rozłące spotkała ponownie w 1945 roku. Anka z matką wróciły ze Wschodu. Poeta, który miał za sobą aresztowanie, więzienie na moskiewskiej Łubiance, później służbę w Armii Andersa, zwlekał z powrotem. Decyzję podjął po otrzymaniu wiadomości, że jego druga żona Maria Zarębińska przeżyła obóz, ale nie udało się uratować jej życia.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze