Reklama

EURO-truskawki

13/06/2012 11:03
– Tu żaden student nie przyjdzie pracować. Nikt o pracę nie pyta. Uczniowie to może by jeszcze przyjechali, ale na razie mają szkołę. Gdyby nie pracownicy z Ukrainy, nie byłoby komu zbierać – mówi pan Józef, właściciel kilkuhektarowej plantacji truskawek w okolicach Czerwińska.
Problem braku chętnych do zbioru owoców sezonowych co roku dotyka właścicieli upraw. Polscy bezrobotni nie chcą takiej pracy. Jedni mówią, że za ciężka, drudzy – że nieopłacalna. A truskawkowych plantacji w ostatnich latach znacznie przybyło. W okolicach Wyszogrodu, Płońska i dalej po trasie do Warszawy widać prawie wyłącznie pola truskawek. Nad niskimi zielonymi krzakami pochylają się przeróżne kolorowe czapki – pracownicy, którzy przyjeżdżają z Ukrainy. U pana Józefa jest dwadzieścia kilka osób. Niektóre z nich to stali bywalcy. Przyjeżdżają już siódmy rok do tego samego gospodarza. Ich praca nie zaczyna się przy zbiorach. Wczesną wiosną przykrywają truskawki folią, żeby szybciej dojrzały, pielą je, podściełają słomą, potem odkrywają i dopiero od połowy maja przez kilka tygodni zbierają. Jesienią sadzą nowe plantacje.
Oksanę i Jurę za 50 dolarów przywiózł busem ukraiński kierowca. W sezonie robi sporo takich kursów, zabierają każdorazowo kilkanaście osób. Biznes kręci się więc po obu stronach. Polscy rolnicy najpierw muszą przysłać oficjalne zaproszenie. Z nim trzeba się udać do konsulatu i załatwić wizę. Konsulat w Łucku wydaje pozwolenia na pracę „pomocniczym robotnikom polowym”. W okolicach Płońska są ludzie z Polesia, województwa Tarnopolskiego itd. Dzień zaczynają około 6.00. Do 12.00 są na polu. Potem przerwa na obiad, który zazwyczaj sami sobie przygotowują (plantator dostarcza produkty), i znów do wieczora zbierają. Zarabiają od łubianki. Im więcej ich napełnią, tym więcej pieniędzy dostaną. Przy dorodnych owocach najlepsi mogą dziennie zarobić nawet 150–180 zł. Na Ukrainie się nie przelewa. Jedzenie jest drogie, o pracę trudno. 4–5 miesięcy ciężkiej pracy w Polsce pozwala przeżyć jesień i zimę. Ludzie zarabiają na utrzymanie rodzin.
Będą płacić, czy nie będą? Takie pytanie co roku zadają sobie plantatorzy. Tym razem płacą i to całkiem dobrze. W ubiegłym sezonie było nieźle, w tym – ceny jeszcze poszły w górę. Wpłynęła na to jak zwykle pogoda. W innych województwach uprawy pomarzły. Na Mazowszu mróz większość oszczędził. Owoców jest mniej, a ceny wysokie, z czego cieszą się plantatorzy. Nie trzeba łapać klientów przy szosach. Aut, z których sprzedają truskawki, jest obecnie na trasie do Warszawy mniej.
Na giełdzie w Goławinie, jednej z największych w okolicy, handlarze skupują wszystko na pniu. Jeszcze przed wjazdem (jednorazowy wjazd kosztuje 20 zł, ale komu by się nie opłaciło?) zatrzymują kierowców w nadziei, że wiozą truskawki i sprzedadzą je właśnie im. Można nawet nie dojechać do bramy. Koło giełdy powstało mnóstwo skupów. Wszędzie ogromny ruch. Mnóstwo ludzi kupuje, trochę mniej sprzedaje. Nawet w Boże Ciało panuje oblężenie. Właściciele plantacji do południa poszli na procesje. Ukraińcy pracowali. Truskawka, chociaż jest dość wytrzymałym owocem i dobrze znosi transport, najlepsza jest świeża. Zgniłych owoców nikt nie kupi. Po dwóch dobach tracą swój piękny kolor. Łubianka kosztuje około 10–12 złotych. Za owoce doskonałej jakości handlarze płacą nawet 13 złotych. Tzw. szrot kosztuje 4 zł/kg. Ogromnymi samochodami podjeżdżają Litwini. Drobniejsi kupcy z Sochaczewa czy Warszawy pakują towar do aut dostawczych i samochodów z większym bagażnikiem. Wielu z nich kupuje truskawki do swoich sklepików.
Goławińska giełda utworzyła przy okazji nowe miejsca pracy. Jest ochrona, są budki z jedzeniem. Porządku na drodze dojazdowej pilnuje policja. Po udanej transakcji można się udać na hamburgera albo kiełbaskę. W tamtym roku hitem był żurek. Wieczorami, po skończonym dniu pracy, rozkwita życie towarzyskie. – Z okazji Euro chyba przyniosę swoim chłopakom telewizor, albo zaproszę do domu i zrobimy sobie strefę kibica – mówi pan Józef. Przy zbiorach truskawek kwitnie współpraca polsko-ukraińska. Jak będzie z piłką? Zobaczymy.    (lesz)
fot. Marcin Szatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości