Reklama

Elitarni mieszczanie z Bractwa Kurkowego

20/12/2006 08:53
Czarny proch to siarka, saletra i węgiel drzewny. Kiedy wystrzeli go z pistoletu sześciu mężczyzn, robi się piekło. Zza dymu świata nie widać, a ręce są czarne, jakby się przerzucało węgiel. Do ciężkiego zapachu prochu trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza jeśli należy się do elitarnej grupy mieszczan czyli do Bractwa Kurkowego.
Istniało ono w Płocku już w 1489 roku. Jako szczególny przywilej dla miasta powołał je do życia książę Janusz II Mazowiecki. Udało się je reaktywować dopiero trzy lata temu.
– Zmobilizowali nas koledzy z Krakowa. Warto było, gdyż nasze bractwo, po poznańskim i krakowskim, należy do jednych z najstarszych w Polsce – tłumaczy Bogdan Kruk.
Bractwa Kurkowe zrzeszały mieszczan, rzemieślników, którzy zajmowali się obroną murów miejskich przed najazdami. Nie było wtedy regularnej armii. O poziomie wyszkolenia bractw świadczy fakt, że podczas potopu szwedzkiego, gdy Toruń był oblężony, bracia kurkowi automatycznie awansowali na oficerów artylerii. W czasie pokoju bractwa cieszyły się również wielkim szacunkiem. Pełniły funkcję straży miejskiej.
– Słowo brata kurkowego znaczyło więcej niż wszelkie poświadczenia majątkowe. Co przyrzekł musiał wykonać. Musiał być to człowiek honoru, wzorowy obywatel oraz żarliwy katolik – wymienia Bartosz Wielkopolski.
Jak jednak złotnika czy kowala zmusić do codziennej nauki fechtunku, czy ćwiczenia się w strzelaniu z broni palnej? Odbywały się więc turnieje o tytuł króla kurkowego. Bracia strącali wtedy z żerdzi drewnianego kura. Było o co walczyć, ponieważ król kurkowy miał wiele przywilejów w mieście. Był np. zwolniony z płacenia podatków. Bractwa miały swoje siedziby przy bramach i basztach miejskich nazywanych od cechów broniących je rzemieślników. Tak było również w Płocku, chociaż nasze mury nie były tak imponujące, jak w innych polskich miastach. Obecnie w Zjednoczeniu Bractw Kurkowych Rzeczypospolitej zarejestrowanych jest około 90 tego typu organizacji.

Sztuka brackiego wiązania
– Nie musimy bronić murów Płocka, ale krzewimy patriotyzm i tradycje miasta – zaznacza Krzysztof Wielkopolski. Udaje się to choćby poprzez stroje braci, od których przyjęły się barwy flagi Płocka. – Nasza szlachta na sejmiki wojewódzkie zakładała żółty żupan i kontusz niebieski z wyłogami czerwonymi. Po tych kolorach rozpoznawano wtedy z łatwością płocczan, podobnie jak po czerwieni warszawiaków, a po zieleni – poznaniaków – tłumaczy Bartosz Wielkopolski.
Takie same stroje noszą i współcześni bracia kurkowi z Płocka. Wzór w starych księgozbiorach odnalazł Cezary Supeł. Kontusze i żupany szyły uczennice z płockich „Igiełek”. Dzięki temu panowie z Płocka wyglądają jakby żywcem przeniesieni zostali z epoki. Różnią się od bractwa z Otwocka, występującego w szarych mundurach piłsudczyków, czy też od czerskich braci, ubranych w stroje z epoki kościuszkowskiej.
– Do strojów nosimy też obowiązkowo pasy kontuszowe. Płockie Muzeum Diecezjalne słynie w Europie z ich największych zbiorów. Po drugie jako jedyni w kraju potrafimy je wiązać. Inni bracia wolą je zwyczajnie zapinać na haftki – mówi z dumą Zbigniew Solawa.
Nie jest to łatwe zadanie. Pas kontuszowy ma od 4 do 6 metrów. Do jego założenia potrzebne są co najmniej dwie osoby. Płoccy Bracia Kurkowi prezentowali tę sztukę m.in. delegacji dziennikarzy z zagranicy.

Zapach czarnego prochu
Płockie bractwo może też pochwalić się imponującą na skalę kraju kolekcją replik broni czarnoprochowej. Posiada też piszczele, czyli lufy na kijach z odpalanymi lontami, (broń ta służyła typowo do obrony murów miejskich), jak również hakownice i tzw. „organki śmierci” (montaż pięciu luf podpalanych naraz przeciwko piechocie). Taką broń płocczanie również wykonują sami. Na replikę wyprodukowaną przed 1850 rokiem niepotrzebne jest zezwolenie. A prezentują swoją broń podczas pokazów lub zawodów. O tym, że płocczanie potrafią się tą bronią świetnie posługiwać, wie już cała Polska.
– Mamy tytuł drużynowego Mistrza Polski 2006 w strzelaniu z pistoletu czarnoprochowego na 25 metrów, a nasz kolega jest Mistrzem Polski w strzelaniu z karabinu czarnoprochowego na 50 m – mówią członkowie bractwa. Zdarza się, że podczas darmowych pokazów na różnego rodzaju imprezach walczą też na szable i karabele. Fechtunku uczyli się z książki Zabłockiego „Prawdziwe cięcia szablą”.
Widowiskowe pokazy „płockich braci” sprawiają, że pojawiają się oni na różnego rodzaju imprezach. Brali udział w obchodach jubileuszu Fary, w Dniach Historii Płocka. Świetnie uzupełniają się z Płocką Drużyną Kuszniczą. Podczas mszy w pełnych strojach, prezentując broń tworzą jak za dawnych wieków niesamowitą atmosferę. Dzieciom i młodzieży zawsze fundują ciekawą lekcję historii.
– W muzeum można oglądać eksponaty za szybą. Pełno jest alarmów i kartek z zakazem dotykania. Podczas spotkań z nami są żywe opowieści, czuć zapach prochu, można wziąć do ręki karabelę i dowiedzieć się, czym różni się ona od szabli – opowiada Zbigniew Solawa.

Hej, szable w dłoń
Choć w organizacji zrzeszonych jest 36 osób to najaktywniej udziela się 5 osób. Kochają historię Płocka, walki, parady, turnieje, ale na co dzień ich życie wypełnia typowa praca. Bogdan Kruk jest budowlańcem, Krzysztof Wielkopolski – majorem w stanie spoczynku, Zbigniew Solawa prowadzi działalność gospodarczą, a Bartosz Wielkopolski skończył studia i odbywa staż w komendzie policji. W gronie bractwa są również kobiety. Stanowią szczególną ozdobę, choć mogą też brać udział w zawodach strzeleckich. Na razie jednak „brackie płocczanki” odstrasza huk, dość trudne ładowanie broni, a do tego jeszcze zapach i czarne ślady na rękach po strzelaniu z broni czarnoprochowej.
Wielu osobom podoba się ta bracka kultura, ale przerażają koszty. Kompletne i dobre wyposażenie to koszt rzędu nawet 20 tysięcy zł. Za samą karabelę trzeba zapłacić ok. 5 tys zł. – Jest to jednak wydatek jednorazowy. Potem płaci się tylko za kule i proch do broni – uspokaja Krzysztof Wielkopolski.
W przyszłym roku, najprawdopodobniej podczas Dni Historii Płocka Bracia Kurkowi planują zorganizować w mieście turniej w strzelaniu o tytuł króla kurkowego, zapraszając do udziału bractwa z całej Polski. Płockie bractwo chce również stworzyć korpus kadetów. Chętni muszą jednak przejść długi etap wtajemniczania i mieć dwie osoby wprowadzające. – Do tego spełnić trzeba według tradycji określone warunki. Wykazać się niekaralnością, odpowiedzialnością i czystością charakteru – wymienia Bartosz Wielkopolski.
A kto już się zdecydował, by dołączyć do płockiego bractwa nie musi szukać żadnego króla. Wystarczy, że tak jak robi się to w dzisiejszych czasach, napisze e-mail na adres bractwokurkowe@op.pl.
Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości