Tenisiści stołowi Alumna rozegrali z MRKS Gdańsk najważniejszy mecz ligowy. Dzięki wygranej 4:1 szansa na grę w ekstraklasie znacznie się zwiększyła.Gdyby przegrali, mogliby już się pakować, a tak wszystko powinno się rozstrzygnąć w ostatniej kolejce z Pogonią, w meczu który zagrają przed własną publicznością. Już teraz mogą mówić, że przed własną, bo z MRKS zagrali wreszcie przy dopingu publiczności. Zaczęło się niezbyt dobrze, bo oto Simon Gerada, sklasyfikowany na 8 miejscu po I rundzie, przegrał 1:3 (11:8, 8:11, 7:11, 7:11) z Karolem Skolimowskim (15 rakieta w Polsce). Był to niemal pewny punkt, a tak można się było obawiać o dalsze losy meczu. Po Simonie do stołu podszedł Jacek Wandachowicz, którego przeciwnikiem był Alan Woś (VIII miejsce na Mistrzostwach Europy juniorów). Jacek praktycznie był skazany na pożarcie, ale oto okazało się, że po trzecim secie i świetnej grze, prowadzi 2:1. Przeciwnikowi udało się doprowadzić do remisu, a piąty set, to dopiero było wydarzenie. To co działo się przy stole najlepiej odzwierciedla wynik piątego seta 15:13. Przez cały czas wynik był niemal remisowy, 9:9, 10:10, 11:11, 11:12, 12:12, 12:13, 13:13, 14:13, 15:13 i ogromny wybuch radości. Radość była tym większa, że Woś miał już dwie piłki meczowe, które udało się Jackowi obronić. - To zwycięstwo to był trochę przypadek – powiedział tuż po pojedynku Jacek Wandachowicz. – Wreszcie miałem trochę szczęścia, zaryzykowałem i się udało. Wiele piłek zagrałem instynktownie. Zauważyłem, że tak dziwnie gram. Jak przegrywam, to dopiero zaczynam myśleć. Czy jest w czasie gry czas na to, by cokolwiek analizować? – Najlepiej jest wtedy – dodaje Jaromir Pyrek, - gdy gra się instynktownie. Jako trzeci do stołu podszedł Jarosław Kołodziejczyk, który zmierzył się z Piotrem Kołacińskim. – Przede wszystkim myślałem o tym, że mamy remis 1:1 – mówił po meczu grający trener drużyny. – Nawet nam przez myśl wcześniej nie przeszło, że Simon może przegrać ze Skolimowskim. Wielkie słowa uznania dla tego tenisisty, który poradził sobie z naszym najlepszym zawodnikiem. Dopingiem dla mnie było także zwycięstwo Jacka Wandachowicza. Nie widziałem tego meczu, bo się rozgrzewałem do swojego, ale słyszałem reakcję kibiców. Dzięki wygranej, miałem łatwiejsze zadanie. I rzeczywiście, Jarek, chociaż w pięciu setach, to wygrał łatwo. Pokonał przeciwnika 11:6, 6:11, 11:2, 9:11 i 11:7. Alumn prowadził 2:1 i do rozegrania był debel, do którego wyszli Kołodziejczyk z Geradą oraz Woś ze Skolimowskim. Przed tym pojedynkiem spotkałam przed budynkiem Zespołu Szkół Kupieckich, gdzie pojedynki tenisistów są rozgrywane, siostrę Blankę, która jest wiernym kibicem drużyny. – Jak im idzie – zapytała, a po odpowiedzi, że teraz całkiem nieźle, dodała – nawet tam nie wchodzę, bo jak wejdę, to zostanę, a muszę iść na mszę. Będę się za nich modliła, bo wiem, jak ważne jest dla nich to spotkanie. Widać opatrzność czuwała nad tenisistami, bo debla gładko wygrali 11:5, 11:6, 11:3. Tak gładko, że nawet się tego nie spodziewali. Było już 3:1 w meczu i piąta gra. Zwycięstwo dawało płocczanom upragnione zwycięstwo. Ponownie do stołu podszedł Simon, który grał przeciwko Wosiowi. Po pierwszym secie, który zakończył się wynikiem 13:11 wydawało się, ze łatwo nie będzie. Ale Simon koniecznie chciał wygrać, wiedział, że jego przegrana w pierwszym meczu mogła sprawić, że wynik mógłby być zupełnie inny. Potem wygrał 11:8 i jakby mu było żal, że to już koniec, oddał jednego seta przeciwnikowi, przegrywając 9:11. Jednak w czwartym Woś nie miał żadnych szans, a kibice oglądali popisowe piłki w wykonaniu Gerady. Po meczu długo słychać było oklaski kibiców, zawodnicy rozdawali autografy, a wszyscy myślami byli już przy następnym pojedynku. – Do Płocka znów przyjedziemy na mecz w drugi weekend marca, po Mistrzostwach Polski – powiedział już spokojny i zadowolony Jarek Kołodziejczyk. – Naszym przeciwnikiem będzie Olimpia Grudziądz i mam nadzieję, że znów będziemy mieć tak fantastyczny doping. To bardzo pomaga, a do tej pory nas nie rozpieszczano. Kibice mieli dziś duży udział w zwycięstwie. Bardzo ważne dla drużyny było to, że wygrali 4:1. W pierwszej rundzie przegrali w Gdańsku 3:4 i ważne było, że teraz pokonali przeciwników w lepszym stosunku. Czy Alumn utrzyma się w ekstraklasie? Na to pytanie bardzo trudno odpowiedzieć. Szanse są zdecydowanie większe niż przed meczem z Gdańskiem. A będą jeszcze większe, kiedy drużyna grać będzie przy wypełnionej po brzegi sali. Nikt, kto zaczął chodzić na mecze tenisa, nie żałuje, emocje są ogromne, a jest co oglądać, bo na poziom zawodów nie można narzekać. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski Podpis pod zdjęcie: Jacek Wandachowicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze